Category Archives: Indie

Mc Leod Ganj – Mały Tybet w Indiach

Himalaje! Nie mogę uwierzyć, że jestem już u ich podnóża, kto by pomyślał, że to tak łatwo osiągalne :) Nie mogę też uwierzyć, że to ciągle Indie, tak tu czysto i cicho.. Jaka to ulga po tych wszystkich brudnych miastach – nie ma nachalnych sprzedawców, ludzie są uśmiechnięci, krowy nie panoszą się na ulicach. W Mc Leod Ganj, niewielkiej mieścinie oddalonej godzinę jazdy górskimi serpentynami od Dharamshali mieszkają liczni tybetańscy uchodźcy, w tym sam Dalajlama XIV.

Attari: pakistańsko – indyjski teatrzyk

Jak zwykłe, codzienne wydarzenie zamienić w imprezę, na którą przybywają tłumy? Hindusom ta sztuka udała się znakomicie! Mowa o ceremonii odgrywanej każdego popołudnia na granicy z Pakistanem.

Amritsar – królestwo Sikhów

W świętym mieście Sikhów wszystko kręci się wokół Złotej Świątyni. Właściwie możnaby powiedzieć, że Golden Temple to oddzielne miasto w środku miasta. Jeśli miałabym wskazać kilka miejsc na mapie Indii, do których chciałabym wrócić, to byłoby na szczycie listy! Kim są Sikhowie i dlaczego jest u nich tak fajnie?

Jak się bawią bogate Indie/ w 50h przez subkontynent

Przez kilka dni pobytu w Chennai niemal nie doświadczam brudu, hałasu i biedy. Mieszkam w klimatyzowanym apartamencie, wożę się klimatyzowanym autem i chadzam na przyjęcia do pięciogwiazdkowych hoteli. Absolutnie nie czuję się jak w Indiach.

A potem trzeba się przetransportować daleko na północ, do Nepalu, co zajmuje mi jedyne 55 godzin.

Bikaner – lody z wielbłądziego mleka i wizyta u świętych szczurów

Jak nie krowy, to wielbłądy… Pewnie już się tym zdążyliście znudzić, dlatego dziś na bloga zawitają szczury, i to nie byle jakie, bo święte! (ale wielbłądy też będą :D)

W Bikanerze z dworca odbiera mnie Natasha – Francuzka w kwiecie wieku. Mówi, że jest jedyną białą mieszkającą w tym mieście.

Wszystkie odcienie błękitu

Do tej pory nie mogę się zdecydować, które z radżastańskich miast podobało mi się bardziej – Pushkar czy Jodhpur. Pewne jest, że to w Jodhpurze udało mi się zrobić kilka z moich ulubionych zdjęć z całej podróży.

Miasto niczym z „Księgi tysiąca i jednej nocy”. Jest niebieskie, bo ten kolor chłodzi w czasie upałów i ponoć odstrasza moskity – choć wersji tłumaczących to zjawisko jest kilka.

Pushkar – kup pan cegłę, mydło i powidło

A ja dalej w Pushkarze. Dziś zapraszam na zakupy. Spacer po bazarze. Tym razem zwykłym, nie na kółkach. Trochę też o dzieciach, mimo, że na pieluszkach się nie znam plus sport i sztuka, coby nieco „wyższej kultury” wpadło. Przegląd radżastańskiej mody męskiej i dwie wycieczki po okolicy.

W stronę pustyni i tysiąca świątyń – Pushkar

Sobie jadę pociągiem. Bilet mam do Jaipuru, ale po drodze, pod wpływem poczytania przewodnika i pogawędki z Hiszpanką, która Radżastan dobrze zna, Jaipur blednie w moich oczach (nazywany jest od koloru budynków „różowym miastem”, co mnie odstrasza) i zmieniam zdanie. Wypada na Pushkar. Tam kolorów jest więcej. Jadę więc pociągiem dalej niż zamierzałam, wysiadam w Ajmerze i stamtąd przepełnionym do granic możliwości lokalnym busem dobijam do Pushkaru. Okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę!

Bazar na kółkach, czyli indyjskie koleje

…a właściwie kołach, bo mowa tu o pociągu. W Indiach nie musisz iść na bazar, to bazar przychodzi do ciebie ;)
Poczytajcie, jak poruszać się po Indiach koleją i nie zginąć (na końcu wpisu praktyczne wskazówki, jak ogarnąć system rezerwacji biletów na indyjskie koleje).

stolica Bollywood i… samby

Hoteli z mojej półki cenowej w Mumbaju brak (to najdroższe miasto Indii), przypominam sobie więc o couchsurfingu i zatrzymuję się u zapracowanej Natashy, która ma bardzo ciekawe zajęcie- jest dziennikarką indyjskiego NG Travellera i w związku z tym była już na wszystkich kontynentach świata, a poza tym pisze scenariusze do filmów Bollywood.

Godzina policyjna

Długo się zastanawiałam, czy ten tekst wrzucać na bloga. Niby nie ma co się chwalić swoją bezmyślnością. Ale w końcu jest, trochę ku przestrodze. Żeby nie było, że Goa to tylko beztroskie plażowanie.

Goa hippie style

W Arambolu panuje iście hipisowska atmosfera, nie ma jeszcze hoteli, w których mogliby nocować bogacze, więc ich brak :) Jedynie kilka skromnych guesthouse’ów przy plaży. Ludzie tu odpoczywający są bardzo specyficzni