Category Archives: Malezja

Georgetown – (nie tylko) sztuka uliczna

Niewiele jest miejsc, do których mam ochotę wrócić przed odwiedzeniem wszystkich innych z mojej bucket list, jednak Georgetown ma w sobie to coś, co sprawiło, że wybrałam się tam już drugi raz w ciągu ostatnich kilku lat. Słynie głównie ze street artu i (ponoć) dobrego jedzenia. Mnie (tym razem) najbardziej urzekło to, jak przyjemnie się po tym mieście…chodzi. To coś, na czego ogromny niedostatek cierpię mieszkając na Jawie.

Podwodny świat

Na tych, którzy nurkują albo pływali już w wodach Egiptu, zdjęcia te nie zrobią pewnie najmniejszego wrażenia, ale jak ktoś rzadko ma okazję zobaczyć, co pod wodą piszczy, zapodaję mały wycinek cudów, jakie da się zaobserwować max. kilka m pod jej powierzchnią :)

Idealne wakacje po malezyjsku

W Malezji bez problemu znaleźliśmy to, czego w Tajlandii trzeba było się naszukać – ciszę, spokój i niezmąconą (jeszcze) masową turystyką naturę. Długo zastanawialiśmy się, czy wybrać wysepkę Tioman, czy też słynne Perhentiany, ale w końcu wyszło, że na Tioman nam bardziej po drodze i jest mimo wszystko wciąż bardziej dziewiczy. To był świetny wybór. Oprócz pieszych wycieczek na sąsiednie plaże i oglądania tego, co pod wodą, nie ma tam zbyt wiele do roboty, przez kilka dni nie zdążyło się to jednak znudzić :)

W cieniu dwóch wież

No to wreszcie Kuala Lumpur! Pierwszy wieczorny spacer po mieście oszałamia. Na mnie Petronas Towers, do 2004 r. najwyższe budowle świata, nocą zrobiły większe wrażenie niż cały Singapur razem wzięty. Nawet P. mówi, że podoba mu się tu bardziej niż w Nowym Jorku (ale w SGP jeszcze nie był). A oprócz wież zwiedzanie miasta ze znajomymi Malezyjczykami.

Herbaciane horyzonty

To drugie w tym roku plantacje herbaty. Była już Sri Lanka, okolice Nuwara Eliya. Mimo to kolejnych odpuścić nie chciałam, bo to w końcu o bezkresie zieleni Cameron Highlands się same ochy i achy słyszało i się o nich, od czasu zbieractwa folderów z egzotycznymi wycieczkami w wieku -nastu lat, marzyło.

Pierwszy kontakt z islamem

Tak się złożyło, że nigdy nie byłam ani choćby w Turcji, ani żadnym innym muzułmańskim kraju. Z islamem zetknęłam się do tej pory jedynie w Niemczech i na południu Tajlandii. Niby wiedziałam, czego się spodziewać, ale i tak ciekawość mnie zżerała na myśl o wyprawie do Malezji, która miała być przecież tylko rozgrzewką przed największą muzułmańską potęgą świata, Indonezją. Prosto z tajlandzkiego Railay udajemy się do Georgetown (zwane też Penang, choć to właściwie nazwa wyspy, na której Georgetown leży).