Category Archives: Tajlandia

Ayutthaya – pod znakiem świątyń

Mając kilka ostatnich dni w Tajlandii wymyśliłam sobie, że znajdę jakieś spokojne miejsce do poczilowania w bliskiej okolicy Bangkoku. To dopiero wyzwanie! Padło na Ayutthaję, nie wiedzieć czemu. I wtedy w Lonely Planet (któremu z zasady do końca nie wierzę) przeczytałam, że „Ayutthaya nie jest tak spokojna, jaką ją sobie wyobrażasz”. Czy więc warto spędzić tam więcej niż tylko kilka godzin jak większość turystów?

Plaża jak z pocztówki

Zwykle jest tak, że się człowiek naogląda pocztówkowych obrazków i potem jest rozczarowany. Przyjeżdża na miejsce, a tam syf, kiła i mogiła. Plaża brudna i zatłoczona, a niebo zachmurzone. No i tych palm wcale nie ma tylu, jak na zdjęciach. Tyle miejsc znanych z pocztówek mnie już rozczarowało, że przestałam się łudzić, że znajdę prawdziwy raj na ziemi. Okazuje się jednak, że istnieją miejsca, które na żywo są nawet piękniejsze niż na zdjęciach! Jednym z nich jest Railay. Raj dla wspinaczy, a także tych, którzy plażowanie lubią łączyć z aktywnym wypoczynkiem (łażenie po skałkach!). Miejsce ze ścisłej czołówki mojej azjatyckiej listy przebojów.

Rajskie wodospady i kolej śmierci

To już mój trzeci pobyt w Tajlandii, a na liście wciąż jeszcze tyle miejsc, które chciałabym odwiedzić! Tym razem nareszcie wybieram się do kompleksu malowniczych wodospadów, opisywanego jako ulubione przez moją koleżankę z Norwegii, Tajkę. Przy okazji przespacerowuję się mostem znanym z książki i filmu.

Co jeszcze robić w Bangkoku?

Jesteś w BKK już któryś raz i widziałeś wszystko, co widzieć tu „wypada”? Obowiązkowe punkty programu jak Leżący Budda i Chinatown czy podziwianie panoramy miasta z osiedmdziesiątktóregoś piętra Bayioke Sky to zajęcie na kilka dni, a wtedy ma się już ochotę stąd uciec, bo jak ciekawy by BKK nie był, jest wielki, zatłoczony (spaliny!) i głośny. Jednak nawet jeśli musisz spędzić tu więcej czasu, nuda w stolicy Tajlandii raczej nie ma szans dopaść.

Warzywniak na wodzie i kaczka po chińsku

Większość azjatyckich miast bazarami stoi. Bangkok nie jest wyjątkiem. Zwykłych marketów ze stoiskami warzywnymi i owocowymi jest tu na pęczki, ale nie różnią się one zbytnio od tych z innych części Azji. Ale są i takie naj, np. olbrzymi weekendowy bazar, ponoć największy na świecie, idealny na zakupy ciuchów czy pamiątek – Chatuchak Market czy kilka targów wodnych, gdzie sprzedawcy siedzą w łódkach, a my kupujemy od nich jedzenie chodząc po pływających platformach.

A jak już znudzą się zakupy, wieczorem fajnie się wybrać na kulinarną wędrówkę po Chinatown, uznawanym przez wielu za najciekawsze ze wszystkich istniejących.

8 miesięcy w podróży: moja lista przebojów

Odwiedzając krewnych i znajomych po powrocie z ośmiomiesięcznej podróży nasłuchałam się na ogół tych samych pytań. Dziesiątki razy, do znudzenia. Aby uniknąć kolejnych, przygotowałam ranking miejsc, potraw, przygód, jakie mnie w Azji spotkały.

Pożegnanie z krajem uśmiechów

Z wizą indyjską w ręku wsiadłam w pociąg sypialny z Chiang Mai do Bangkoku. Podróż okazała się dłuższa niż było to w planie, ale to przecież nie powinno dziwić w Azji. Mieliśmy jechać godzin 14, jechaliśmy 21. I to z dwoma przesiadkami w autobus, bo po drodze były uszkodzone tory. Kilka ostatnich dni w Tajlandii…

Postój na północy

W północnej części Tajlandii musiałam spędzić ponad tydzień, bo w znanym mi już dobrze Chiang Mai złożyłam wniosek o wizę do kolejnego kraju (ci, którzy śledzą bloga na bieżąco, pewnie już się domyślili, jakiego ;)), na którą czeka się 7 dni, co i tak trwa krócej niż w Polsce.

Sporo czasu zostało mi więc na zwiedzanie i miałam ambitne plany zeksplorowania okolicy, a potem zatrzymania się jeszcze w Sukhotai i Lopburi w drodze do Bangkoku, ale przyznaję – zmęczona już jestem ciągłym jeżdzeniem wte i wewte, wybrałam się więc na 2 dni do górskiego miasteczka Pai, a pozostały tydzień spędziłam w Chiang Mai, które okazało się pierwszym w mojej podróży miejscem, gdzie czuję, że mogłabym zamieszkać.

„Pet nitnoj krap”

Oberwało mi się, że za mało piszę o jedzeniu, więc proszę bardzo!

„Pet nitnoj krap” to zwrot, którego powinien nauczyć się każdy, kto nie lubi na ostro ;) Znaczy to ni mniej, ni więcej, tylko „mało pikantne”. Wprawdzie tajskie jedzenie dość rzadko ma aż tyle chilli, żeby nie można go było przełknąć, ale zdarzają się i takie niespodzianki, szczególnie kiedy jada się na ulicznych stoiskach, więc wybierając się do Tajlandii zapamiętajcie te trzy słowa.

Welcome to the Kingdom of Cambodia!

Znajomi wrócili do Polski, a mi przez chwilę było bardzo smutno, bo polubiłam ich wszystkich, mimo, że bałam się wcześniej, że taki układ (przed wyjazdem znałam tylko 1/5 składu) nie wypali.

Teraz już jestem sama w Kambodży, więc dziś trochę o niej, a trochę o ostatnich dniach w Bangkoku.

Bangkok cz.2 – świeżo po powodzi

Moja pierwsza wizyta w BKK wyglądała zupełnie inaczej niż ta ostatnia – miasto było opustoszałe i turystów jak na lekarstwo, bo wystraszeni telewizyjnymi donosami o powodzi zrezygnowali z jego odwiedzania. Mi to na rękę, bo nie ma tłoku, a wody i tak już prawie nie widać.

กรุงเทพมหานคร

..czyli Bangkok. Miasto tranzytowe, gdziekolwiek się w tej części Azji nie wybierać. Za parę dni uderzam na Kambodżę, ale wróciłam tu na trochę ze znajomymi, dla których to już końcówka 3tygodniowego urlopu w Tajlandii.