Attari: pakistańsko – indyjski teatrzyk

Jak zwykłe, codzienne wydarzenie zamienić w imprezę, na którą przybywają tłumy? Hindusom ta sztuka udała się znakomicie! Mowa o ceremonii odgrywanej każdego popołudnia na granicy z Pakistanem.

30 km od Amritsaru położone jest Attari – przygraniczne miasteczko, o którym mało który turysta by słyszał gdyby nie codzienny spektakl towarzyszący zamknięciu granicy na noc, który z trybun oglądają tysiące. Jadę tam razem z szaloną ponad 70-letnią Francuzką i (młodym) Czechem poznanymi w dormie przy Złotej Świątyni. Ktoś inny, kto już tam był, mówi, że nie warto, ale mimo to się decydujemy i okazuje się, że to najlepsza rozrywka dostępna w tej części świata!

Na miejscu jest tłoczno i martwimy się, że przyjechaliśmy za późno i nie uda nam się już zdobyć miejsc z dobrym widokiem. Usiłujemy przepchać się do trybun wraz z tłumem Hindusów, ale w którymś momencie zatrzymuje nas strażnik i każe iść w inną stronę. Po raz pierwszy od dawna cieszę się, że jestem tu turystką, na dodatek białą, bo okazuje się, że dla obcokrajowców jest specjalny sektor, położony zaraz za sektorem VIP, a na dodatek świeci jeszcze pustkami! Powoli robi się z tego największe zgromadzenie białasów jakie kiedykolwiek w Indiach widziałam.

granica_Pakistan_Indie

Attari_publika

Attari_granica

kawałek Pakistanu

Z głośników wydobywają się znane z bollywoodzkich produkcji dźwięki, m.in. Jai Ho. Z widowni wybiegają kobitki i zaczynają spontanicznie tańczyć. Grupki Hindusów przebiegają wte i wewte dumnie trzepocząc trzymaną wysoko indyjską flagą.

taniec_Jai_Ho

straznicy_granica_pakistansko_indyjska

Publika po jednej stronie krzyczy „Hindustan!”, po drugiej „Pakistan!” – kto głośniej. Rzuca mi się w oczy, że po „tamtej” stronie są prawie sami mężczyźni, a niewielka grupka kobiet siedzi w wydzielonym sektorze.

Cały spektakl trwa jakieś pół godziny i odegrany jest z wielką pompą. Strażnicy przyozdobieni w czapy z piórami szybko maszerują w kierunku bramy, żeby tam zatrzymać się i, pokrzykując, wymachiwać nogami aż pod czoło, a publika ma ubaw. Biorąc pod uwagę raczej napięte stosunki indyjsko-pakistańskie, ciężko stwierdzić, jakie jest ich prawdziwe nastawienie do tych zza granicy. Wydaje się, że są bojowo nastawieni i cały czas, niczym prawdziwi aktorzy, zachowują kamienne twarze, ale po wszystkim podają sobie ręce z Pakistańczykami, salutują i brama zostaje zamknięta na noc.

Dla mnie ciągle jest niejasny wydźwięk i sens tej całej szopki, ale na pewno warto ją zobaczyć na własne oczy!  I aż dziw bierze, że za to przedstawienie w kraju takim jak Indie nie jest pobierana żadna opłata ;)

straznicy_Attari

czapa_straznika

bacznosc

indyjscy_straznicy

indyjski_mundur

Attari_granica_Indie_Pakistan

w tym miejscu wysiadamy z shared taxi

Indie_demokratyczny_kraj

wita największy demokratyczny kraj świata!

plot_granica_indyjsko_pakistanska

…a kawałek dalej prezentuje się już mniej przyjaźnie

Z tym samym Czechem, Tomem, udaję się dalej do Mc Leod Ganj, położonego u stóp Himalajów miasteczka, w którym mieszka mnóstwo tybetańskich uchodźców – w tym sam Dalajlama. Wsiadając do autobusu sami musimy włazić na jego dach i mocować tam nasze bagaże – kierowca unika przynajmniej odpowiedzialności za stracony przy ostrym hamowaniu plecak, jak go źle przywiążemy, wina będzie nasza ;)

Praktyczne info:

  • Ceremonia zaczyna się ok. 16-17, w zależności od pory roku
  • Dostać się tam można najwygodniej tzw. „shared taxi” spod bramy samej Golden Temple. Trzeba się mocno targować, nam udało się zejść do ceny niższej niż para indyjskich nowożeńców i kierowca szepnął nam, żeby absolutnie im nie zdradzać, ile płacimy. Od miejsca, w którym nas wysadzą do samej granicy trzeba jeszcze przejść jakiś kilometr.

(w Attari byłam podczas swojego pierwszego pobytu w Indiach, w maju 2012 r.)

6 komentarzy do posta Attari: pakistańsko – indyjski teatrzyk

  1. Lili Nova napisał(a):

    Tak mysle czy jechac tam specjalnie i zobaczyc to :)

  2. Pat Nov napisał(a):

    No hahah

  3. Greta Kuczak napisał(a):

    Wodzirej przebił tam wszystko! Nie wierzylam ze to sie dzieje na serio

  4. Tomek Kobyliński napisał(a):

    w ogóle Amristar to jest wg mnie jedno z najfajniejszych i najprzyjemniejszych miejsc Indii. Ja to nie bardzo na te wszystkie takie świątynno-duchowe rzeczy jestem wrażliwy, a złota świątynia jednak bardzo na mnie zrobiła wrażenia.

    i kurcze, sikhowie są taaaaacy przystojni;)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)