Spotkanie z jakiem i o obleśnych zwyczajach Hindusów cd.

Droga do Manali jest kręta i w tragicznym stanie. Podróż trwa całą noc i nie da się spać, mimo że tym razem szarpnęłam się na „deluxe” busa, następnym razem biorę znów najtańszy lokalny autobus, bo różnica prawie żadna… Ciągle trzeba się trzymać, żeby nie wypaść z siedzenia, o pasach tu przecież nie ma mowy. Na dodatek jest przeraźliwie zimno. Mijamy połacie śniegu i meczące stada owiec na drodze, a w wioskach potężne jaki! :)

Manali byłoby urocze, gdyby nie fakt, że to takie indyjskie Zakopane, a przy okazji mały Izrael i Moskwa w jednym (tylu tu przybyszy stamtąd). Jest tu też (i to w dużych ilościach) najbardziej uciążliwy typ wycieczkowiczów- dzieciaki na koloniach i bogaci Hindusi, przez których jest tu tak drogo i których obecność wykurzyła mnie przecież z Mc Leod Ganj.

DSCN4506

DSCN4530

DSCN4547

DSCN4518

moje pierwsze spotkanie z jakiem ;)

świątynka Manali

L: jedno z milionów hinduskich bóstw

DSCN4548

szkoła w plenerze

DSCN4555

Jak chyba nigdzie indziej w Indiach, mają tu deptak, a na nim artyści, mimowie, magicy itd. Widzę tam też dziecko bez ogródek robiące kupę do studzienki. Rodzice, jak gdyby nigdy nic, stoją obok i czekają, aż skończy.

Manali jak Zakopane

no czy nie przypomina to Krupówek?

DSCN4566

Manali deptak

DSCN4619

DSCN4568

DSCN4571

jedno z moich ulubionych dań- aloo palak, czyli ziemniaczano-szpinakowe curry i szpinakowa paratha

DSCN4513

tybetańskie/chińskie wpływy w postaci chow mein

owoce

to się nazywa dobra reklama!

DSCN4569

plakat w jednej z restauracji

Planowałam zostać w Manali kilka dni i pochodzić po górach, bo to fajna baza wypadowa, ale po jednej nocy z żalem wymiękam – 3 koce to tu w nocy przy braku ogrzewania za mało! Poza tym już na miejscu okazało się, że na góry jest za wcześnie- mniej więcej do czerwca (a jest maj) drogi na północ są zasypane śniegiem.

Podczas czekania na autobus krąży koło mnie facet i z 5 razy nachalnie pyta, czy chcę masaż. Miejscowych oczywiście nawet nie zaczepia. W końcu pyta skąd jestem i mówi „Europe…big money. Chai 1000 rupees, why no massage?”. Puszczają mi nerwy i mówię mu, jak głupi jest, myśląc, że wszyscy Europejczycy śpią na kasie! (co i tak na pewno na nic się nie zdało, ale przynajmniej mi ulżyło…)

Łapię nocny autobus do Chandigardh i podczas jazdy mam kolejny kryzys związany z pobytem w Indiach. Standardowo wszyscy się przepychają, głośno kichają, charczą, bekają. Ale tym razem to nie wszystko. Na postoju kobity zawijają sari do góry i bezczelnie leją na asfalt pośrodku ulicy przy samym autobusie, mimo że kawałek dalej jest bezpłatna toaleta. Nie raczą nawet zejść na pobocze i gdy nagle zza zakrętu coś jedzie, uciekają z wrzaskiem. Marzę, żeby już się wydostać z tego kraju, ale w planie jeszcze kilka ciekawych miejsc. Staram się jak mogę skupić się na pozytywnych stronach Indii, choć coraz trudniej mi je znaleźć…

O podobnych nieciekawych doświadczeniach z kilku miesięcy spędzonych w Indiach pisałam już wcześniej tu i tu.

8 komentarzy do posta Spotkanie z jakiem i o obleśnych zwyczajach Hindusów cd.

  1. Adrianna Suwald napisał(a):

    Umilam sobie bezsenne noce lekturą twojego bloga, ale po tej indyjskiej serii chyba nie zasnę już nigdy! ;-)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Indie też mi nieraz sen z powiek spędzały, szczególnie jak byłam tam na miejscu ;) Niedługo będzie ich ciąg dalszy, bo ciągle mam kilka miejsc do opisania!

  2. agnieszkazastepa napisał(a):

    Na polnoc koniecznie :) Zeby sie tam dostac trzeba sie zmierzyc z Delhi i jego trudami ale widoki gor wynagradzaja wszystko i zdecydowanie warto. W sumie musze to opisac na blogu, bo na razie zatrzymalam sie na Manali, ktore bylo tylko poczatkiem ;)
    Pozdrawiam ponownie,
    Aga

  3. worldering around napisał(a):

    O, a ja mam całkiem inne odczucia jeśli chodzi o samo Manali. Bo jeśli chodzi o Indie – a zwłaszcza New Delhi i Agrę – to fakt, jest męcząco, jest brudno, tłoczno i uciążliwie. Na szczęście w Delhi i Agrze byłam tylko 2-3 dni a resztę pobytu w Indiach spędziłam w górach – zaczynając od Manali przez Leh i jego okolice – i się zakochałam. Całkowicie inny świat! Indie są tak zróżnicowanym krajem, że wydaje mi się, że nie można generalizować. Przed wyjazdem do Indii słyszałam od różnych ludzi, że tam tylko brud, smród i ubóstwo, ale najczęściej było to od osób, które nigdy w Indiach nie były, tylko tak „słyszały”. Z kolei ci co byli, też mieli różne odczucia, ale bardzo dużo zależy do jakiego miejsca pojechali i co tam przeżyli, albo czego w tym kraju szukali. Czy zwiedzanie go jeżdżąc klimatyzowanymi autami i śpiąc w 5 gwiazkowych hotelach naprawdę byłoby takie super? To już chyba nie byłyby te prawdziwe Indie.
    Jeśli masz ochotę rzucić okiem to tu np moje wrażenia z pierwszego dnia w Manali: http://worlderingaround.wordpress.com/2014/10/28/indie-2-zielone-podnoze-himalajow/
    A tu pierwszy dzień w Indiach (New Delhi), który był całkowicie inny od kolejnych dni: http://worlderingaround.wordpress.com/2014/10/19/indie-1-czyli-bialy-w-azji-i-jak-sie-nabija-w-butelke/

    Pozdrawiam!
    Aga

    • Emiwdrodze napisał(a):

      W te okolice chętnie bym wróciła, a teraz mnie jeszcze bardziej zachęciłaś! Muszę tylko lepiej wybrać termin, żeby śnieg zdążył już zniknąć z dróg na tę północ. Zgadzam się, że zwiedzanie w luksusach to nie ‚prawdziwe’ Indie, ale ja te ‚prawdziwe’ już poznałam od podszewki i mi ich wystarczy po wsze czasy ;) Wyjątkowo na północ właśnie wybrałabym się znów na własną rękę. Świetnie, że na początek przygody z Indiami trafiliście od razu tam, na pewno odczucia macie przez to lepsze :)

      P.S. Też mi brakuje polskiego słowa na „guesthouse”…

      Odpozdrawiam!

  4. podróżna napisał(a):

    Indie są jednym z bardziej obrzydliwych krajów o jakich słyszałem. Nie chodzi mi tu oczywiście o kraj sam w sobie, bo z pewnością jest tam pięknie, ale o ludzi tam żyjących. Po prostu szczęka mi opada jak słucham niektórych opowieści o tym co oni tam wyprawiają. Znajomy był i wrócił zachwycony, ale mnie to jakoś nie przekonuje.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      niestety nie da się z tym nie zgodzić… Indie pełne są magicznych miejsc, tyle, że to, przez co trzeba przebrnąć, żeby do nich dotrzeć, potrafi bardzo zniechęcić. Pozostać w zachwycie pewnie się da jadąc tam na zorganizowaną wycieczkę, wtedy kontakt z ludźmi i naciągaczami jest ograniczony, to chyba jedyny kraj, w którym nie mam już niedosytu obcowania z egzotyką i do którego chciałabym wrócić właśnie mając większe fundusze, zwiedzając od drzwi hotelu***** do drzwi klimatyzowanego auta ;)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)