Sezon na festiwale

Południe Indii, oprócz znakomitej kuchni, słynie z mnogości festiwali, głównie religijnych. Okres, w którym tam byłam (początek kwietnia) dodatkowo nazywają „sezonem festiwali”. Sezon ten, notabene, trwa jakieś pół roku (od listopada do maja), łatwo więc wstrzelić się w któreś ze świąt. Niemal codziennie w którejś z mieścin jest JAKIŚ festiwal.

Nie wszyscy nawet wiedzą na cześć czego/kogo akurat świętują, jako że bóstw mają całkiem sporo (ponoć ok. 330 MILIONÓW!).

Ganesha – jedno z ważniejszych bóstw hinduizmu. Często przedstawiany z jednym kłem. Drugi służył mu ponoć do pisania :)

fasada świątyni hindu

Wybieram się na obchody święta (wstyd się przyznać, ale wciąż nie wiem jakiego dokładnie) do świątyni w Varkali. Już od rana obserwuję przygotowania do procesji. Słonie są odświętnie ubierane. Te zwierzęta mają bardzo ważny status w hinduizmie. Jedno z najpopularniejszych bóstw – Ganesha – ma głowę słonia. Ganesha, syn Śiwy, został kiedyś ukarany przez swojego ojca odrąbaniem głowy. Gdy do tatusia dotarło co zrobił, szybko zabrał głowę pierwszemu żywemu stworzeniu, jakie napotkał, aby naprawić szkody. A jako, że był to słoń, Ganesha do dziś przedstawiany jest właśnie z jego głową.

Każda licząca się hinduistyczna świątynia ma „na stanie” przynajmniej jednego słonia, którego wykorzystują do celów reprezentacyjnych.

święta jest nawet kupa słonia :P

Po południu na głównej ulicy tłumy, ciężko się przez nie przecisnąć. Każdy chce coś zobaczyć, usłyszeć.

znajdź Wally’ego

lokalna piękność

rewia mody

Przechodzi parada z wielkimi posągami bóstw i facetami poprzebieranymi za dzikie zwierzęta (to z pewnością też wcielenia bóstw). Jadą konstrukcje udekorowane kwiatami i owocami. Ktoś gra na bębnach, przebierańcy chodzą na szczudłach.

są i ladyboysi

niczym młody bóg, dumnie macha wszystkim po drodze

pojazd do zadań specjalnych

Są i lokalne smakołyki – tu akurat mieli coś na kształt obwarzanek:

proszek do malowania bindi – kropki na czole

cheerleader :P

Po oficjalnych uroczystościach czas na „odpust” i imprezę do rana. A nad ranem fajerwerki. Tak przez kilka dni/tydzień. A potem kilka dni przerwy i kolejne święto. Bawią się Hindusi. Cieszą się życiem.

Festiwal fajna sprawa, ale w samej Varkali nie bardzo mi się podoba, dlatego po kilku dniach odłączam się od dotychczasowego towarzysza podróży i udaję parę godzin na północ, do Alleppey. Po raz pierwszy SAMA w Indiach. Będzie wesoło…

A was zostawiam z kilkoma filmikami, cobyście się mogli lepiej wczuć w klimat miejsca ;)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)