Shanti, shanti

(w dosłownym znaczeniu: pokój, ale używane raczej jako: „wyluzuj, zwolnij”)

Mumbaj był dla mnie szokiem. Miasto kompletnie nie pasujące do reszty kraju, czyste i nowoczesne. Bardzo bogate, choć z drugiej strony z największymi slumsami Azji. Przez chwilę poczułam się jak w Europie. Taki świat oglądany zza szyby klimatyzowanego samochodu mojej couchsurferki (która pisze scenariusze do filmów i zabrała mnie nawet na bankiet z gwiazdami Bollywood!) zupełnie mi nie podpasował. Fajnie było w końcu wziąć porządny prysznic i spędzić noc w łóżku, ale wolę tradycyjne Indie.

Jestem więc tu, w Pushkarze. W Radżastanie. To esencja tego kraju. Tysiące swiatyn, kolory, dzwieki, zapachy, wszystko bardziej intensywne niz w innych czesciach subkontynentu. Magiczne miejsce. Chlodne noce. Wiatr od pustyni.

Wczorajsza 19godzinna jazda pociagiem z Mumbaju zamienila sie w jedna wielka impreze- juz na dworcu wiekszosc stanowily potwory w czarnych burkach zakrywajacych kazdy centymetr ciala, wlacznie z oczami, modlace sie jakby do swoich bagazy, ich mezowie w tradycyjnych bialych szatach i czapeczkach i dzieciaki poubierane nowoczesnie, niczym z katalogow mody.

Ci Muzulmanie jechali do Ajmeru, ich swietego miejsca, po drodze grajac na bebnach, spiewajac i tanczac. Pociag przepelniony byl tak, ze spali wszedzie- po 3osoby na miejscu, na podlodze…

Cztery mlode dziewczyny byly tak zachwycone, ze ktos z ZAGRANICY podrozuje tym samym pociagiem, co one, ze przez kilkanascie godzin nie zaznalam spokoju. Namalowaly mi piekny wzor z henny na dloniach, uczesaly i umalowaly prawie jak hinduska panne mloda i podjely sie zadania nauczenia mnie podstaw hindi.

Uwielbiam indyjskie pociagi. Sa wygodne i smiesznie tanie ($6 za rowne 1000 km jazdy kuszetka). No i to pyszne jedzenie na pokladzie…, ale zapomnijcie o poczytaniu ksiazki, posluchaniu muzyki czy drzemce podczas jazdy. Zamiast tego setki pytan od wspolpasazerow: „madame go where?”, „family you miss?”, „sisters?”, „brothers?”, „boyfriend?” „no? why?”. Inne czeste pytania to (moje ulubione…..) „Poland is in UK?” albo „czy u Ciebie w kraju je sie ryz?”. Hitem jest „aaaa, Foland, of course I know Foland, is in America?” :D (zamiennie z Boland itp.)

Zmieniam zdanie, ze Hindusi super mowia po angielsku. Dla czesci z nich jest to wprawdzie jezyk ojczysty, ale czesto trzeba sie tu przestawiac na hingielski typu „Kali miec, Kali chciec” i domyslac sie, co znacza pytania w stylu „country from?”, „you belong country which?”, „many time before India?”.

Do niektorych niestety nie wystarczy nawet mowic jak do idiotow, i tak nie zrozumieja. Sprzedawca w dworcowym sklepiku, mimo ze angielski jest jego pierwszym jezykiem, wiec nie ma opcji, ze nie rozumie, zapytany o to, co jest w srodku ciastka zawsze odpowie: „5 rupees”. Kolejne pytanie sformulowane inaczej „ale czy to jest na slodko czy slono?” i znow ta sama odpowiedz „5 rupees”. „A jak to sie nazywa?” „5….”. W koncu na ogol z pomoca przychodzi ktos bardziej ogarniety z kolejki, tlumaczac, co jest co.

W drodze z dworca pierwszy raz w zyciu widzialam wielblada. Czulam sie jak dziecko, ale frajda! :) Na dodatek Hindusi podwiezli mnie na nim za darmo do hotelu! Z tego, co pamietam, slon nie zrobil na mnie takiego wrazenia, ale wielblady sa niesamowite. Takie dumne i dostojne.

Pozegnania. Ciezko bylo powiedziec „goodbye” czlowiekowi, ktory przez 2 tygodnie stal mi sie blizszy niz niejedna osoba, ktora znam od lat. Z ktorym rozumialam sie bez slow i przezylam wiecej szalonych chwil niz w ciagu calego swojego dotychczasowego zycia. Kilka glupich wyczynow, chwile pelne grozy, jedna noc spedzona w szpitalu i jeden dzien na posterunku policji. Ale to sie bedzie wspominac z lezka w oku. Czasem na drodze spotyka sie taka bratnia dusze, ale z gory wiadomo, ze za kilka dni kazdy jedzie w swoja strone. Pozegnanie z zabojadem to byl chyba najsmutniejszy moment w ciagu calych kilku miesiecy. Pelen obietnic w stylu „widzimy sie w przyszlym roku w Australii”. W koncu przeciez swiat jest taki maly.

Poki co bede wrzucac tylko krotkie notki bez zdjec, pewnie dopiero jak dotre do domu uda mi sie to wszystko uporzadkowac i podzielic sie z wami. DOM- miejsce, do ktorego ostatnio juz coraz czesciej powracam myslami. Wciaz ciesze sie tym, co jest tu i teraz, ale odliczam juz dni do powrotu z niecierpliwoscia…

Coraz mniej ostatnio wiadomosci od was, chyba za dlugo juz mnie nie ma i co niektorzy zapomnieli o moim istnieniu… Licze na poprawe! ;)

Podobne wpisy:

2 komentarzy do posta Shanti, shanti

  1. usteckifanklub napisał(a):

    Ustecki fan klub pozdrawia i trzyma kciuki!;)*

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)