10 zalet życia w Indonezji

Życie ‚bule’ (białasa) w Indonezji nie jest usłane różami. Jesteśmy tu traktowani jak kosmici, ciężko zrozumieć mentalność miejscowych i niemające (dla nas) najmniejszego sensu niuanse kulturowe. Ale… o tym, co wkurza już było, dziś pozytywniej – w końcu coś mnie tu przecież trzyma :)

CO SPRAWIA, ŻE W INDONEZJI DOBRZE MI SIĘ ŻYJE?

1. Pogoda – oczywiście!

Nie jest idealnie – czasem jest za sucho, czasem za wilgotno i pada za dużo, ale i tak za nic nie zamieniłabym tego na polską szarówkę! Temperatury przez cały rok oscylują w granicach 28-35 stopni i mi jako uwielbiającej upały to odpowiada. Noce są za to przyjemnie chłodne – coś między 18-25 stopni. Drzwi na taras nie zamykam nigdy. Całe dnie spędzam na dworze, czasem nawet śpię pod gołym niebem w ogródku. Na dodatek codziennie jem śniadanie na tarasie, wystawiając nogi do słońca. Ciepła kurtka ani kołdra mi niepotrzebne. Mam kilka par butów, ale i tak chodzę praktycznie tylko w japonkach. Wreszcie też noszę wszystkie te letnie sukienki, które przez lata zalegały na dnie szafy. Nie dość, że moja garderoba mieści się w jednej walizce, to jeszcze przecież letnie ciuchy są tańsze niż zimowe ;)

2. Zachwycająca natura.

Skłamałabym mówiąc, że jest dziewicza i nienaruszona przez człowieka, bo Azjaci do ochrony środowiska podejście mają najgorsze z możliwych. Jednak dużo tu miejsc mimo wszystko zapierających dech w piersiach. W zasięgu ręki (a raczej jednodniowej wycieczki) mam piękne plaże, jaskinie, wodospady, wulkany. W ogródku rośnie mi palma. No i nic nie pobije intensywnej zieleni pola ryżowego.

Goa_Pindul

Godzinkę drogi od domu

3. Mogę poczuć się jak bogaty burżuj ;)

100 zł tutaj ma większą wartość niż 100 zł w Polsce, a biali w Azji zarabiają przecież na co najmniej polskim poziomie. Mimo, że na koncie mam miliony, niestety mój status majątkowy specjalnie się nie zmienił i jak tylko ruszę się za granicę to wciąż jestem biednym turystą, ale żyjąc tu czasem mogę pozwolić sobie na luksusy, o jakich w bogatszych krajach nawet mi się nie śniło. Co prawda płacę wtedy 10 razy więcej niż przeciętnie (normalnie za obiad rzadko zdarza mi się zapłacić więcej niż 3 zł, a w ekskluzywnej knajpie zjem za 30 zł), ale jest to już naprawdę przyzwoity poziom. Dla Indonezyjczyka 3 zł a 30 to przepaść, dla mnie – niewielka w sumie różnica za tak olbrzymią różnicę jakości. Ceny są bardzo różne jak Indonezja długa i szeroka, Yogyakarta, w której mieszkam, jest jednym z najtańszych miast. W cenie klitki na poznańskim blokowisku dzielonej z pięcioma studentami tutaj mam trzypokojowy dom. Gdyby nie zależało mi tak bardzo na mieszkaniu blisko centrum miasta, płaciłabym o połowę mniej.

Kiedy wprowadziliśmy się do nowego domu i z wizytą przyszła sąsiadka pytając, czy nie potrzebujemy służby do sprzątania czy gotowania, kopara mi opadła. Co ona myśli, że my jacyś bogaci jesteśmy? Kiedy dotarło do mnie jednak, ile to tu kosztuje, nie zastanawiałam się ani chwili – mój czas stracony na szorowanie kibli i mopowanie podłóg warty jest więcej niż wynagrodzenie takiego Indonezyjczyka. I zapewniam – płacimy mu dobrze, wszyscy są zadowoleni.

Masaż co najmniej raz w miesiącu to minimum. W ulubionym salonie mam już kartę stałego klienta i odbierają mnie autem z domu kiedy tylko zadzwonię, nawet o północy. Płacę 25 zł za godzinę – bo zależy mi na relaksującej atmosferze i czystym i cichym miejscu, jeśli to nie byłoby dla mnie ważne, da się i taniej. U fryzjera płacę max. 30 zł – jeśli chcę pójść do wypasionego salonu. W obskurnym, ulicznym salonie podetną mi włosy nawet za 3 złote.

4. Wokół siebie mam artystów.

…i dzięki temu na ścianach domu takie cuda:

DSCN2113_1

orapopo, czyli jawajskie „no worries”

Ba, nawet sama znów zaczęłam coś tworzyć. W końcu nie na darmo w podstawówce należałam do kółka plastycznego ;) Co trzeci mieszkaniec Jogji jest artystą, to raj dla lubiących sztukę w każdej formie. Jest tu atmosfera sprzyjająca każdej działalności twórczej – włącznie z pisaniem.

5. I przedsiębiorców.

Indonezyjczycy są baaardzo kreatywni. I większość z nich, nawet jeśli pracuje na etacie, ma jakiś swój mały biznes na boku. Miałam to szczęście, że poznałam tu bardzo inspirujących ludzi, którzy nie boją się wyzwań ani ryzyka. I otaczanie się nimi na codzień daje mi kopa do spełniania własnych marzeń (tych niepodróżniczych)! Inna sprawa, że otworzenie własnej, małej firmy polega tu właściwie na wymyśleniu jej nazwy ;) Dzięki homestayowi, który prowadzę z jednym takim przeprzedsiębiorczym i przepomysłowym Jawajczykiem (i kolejny nasz wspólny projekt jest w trakcie realizacji!), wreszcie nie pracuję w stałych godzinach i nikt nie mówi mi, co mam robić – czyli tak jak zawsze chciałam :) Nie nadążam za tym, jaki akurat jest dzień tygodnia, bo wolne robię sobie kiedy mam na to ochotę, mam też elastyczny rozkład dnia, czas na czytanie książek i się wysypiam – są dni, kiedy faktycznie zasuwam duuużo więcej niż etatowe 8 godzin, ale za to dzień później mogę sobie pozwolić na lenistwo jeśli tylko chcę. Ma to jeszcze jeden olbrzymi (szczególnie na najbardziej zatłoczonej wyspie świata) plus – na wycieczki za miasto jeżdżę wtedy, kiedy inni są w pracy, unikając tłumów.

6. Nie muszę ruszać się z domu, żeby codziennie czuć się jak w podróży.

…a to dzięki poprzedniemu punktowi. Gościmy tu głównie Australijczyków i Europejczyków, ale był tu u nas już też m.in. chłopak z Reunion, Maoryska, dziewczyna z Iraku mieszkająca w Timorze Wschodnim, małżeństwo z Jordanu i Szwajcarka pochodząca z mojej ukochanej północy Sri Lanki. Dzięki Argentyńczykowi, który przyjechał na 3 dni, a został miesiąc, rozkochałam się w Ameryce Południowej, którą jakoś nigdy nie byłam zainteresowana. Na brak nudy (i towarzystwa) nie narzekam! Gdzie ja bym znalazła tylu różnych ludzi w Polsce naszej?

DSCN0137_1

mimo, że mało egzotyczni, to Niemcy okazali się jednymi z najfajniejszych do tej pory gości!

7. Lepiej wyglądam!

Od zawsze miałam trochę nadprogramowych kilogramów. A tu nie robiąc w tym kierunku właściwie nic schudło mi się niepostrzeżenie 10 kg! Indonezja, paradoksalnie, nauczyła mnie zwracać uwagę na to, co jem i za to jej jestem wdzięczna. A to dlatego, że to ich smażone jedzenie z mikroskopijną ilością warzyw jest niestety najsłabszą i najmniej zdrową z azjatyckich kuchni jakie znam. Używa się tu hektolitrów oleju palmowego (mały absurdzik w obliczu ostatnich pożarów, ale o tym, że olej palmowy jest ‚be’ słyszeli już chyba wszyscy z wyjątkiem Indonezyjczyków), do wszystkiego dodaje tony cukru i magicznego białego proszku, czyli glutaminianu sodu. Odchorowałam już swoje odżywiając się po indonezyjsku przez pierwszy spędzony tu rok, a to zmusiło mnie do zmian. Teraz więcej niż kiedykolwiek gotuję w domu, wciąż też jadam „na mieście” (bo muszę przyznać, że zapłacenie za pełen talerz 3 złotych często wygrywa z godziną spędzoną w kuchni), ale jestem już bardziej wybredna.

Brak tu dobrej czekolady, od której w Polsce byłam uzależniona, piwo jest drogie i niedobre, a o wino i mocniejsze alkohole ciężko. Chleb i ser to towary luksusowe – jestem więc na przymusowej diecie, która wcale a wcale mi już nie przeszkadza. Wyleczyłam się z trądziku, który dokuczał mi odkąd pamiętam – bo niemal w ogóle się nie maluję (bo i po co? Przecież tapeta i tak zaraz spłynie), bo jem mniej przetworzonej żywności, a dzięki wilgoci w powietrzu skóra jest nawilżona nawet bez użycia kremu do twarzy. Nie używam też balsamu do ciała, bo nie jest tu potrzebny. Poza tym przez cały rok mam lekko opaloną skórę – mimo że od słońca już raczej stronię.

8. One coconut a day keeps the doctor away!

Czy może być coś bardziej orzeźwiającego w upalny dzień niż woda kokosowa? Ciężko przejechać obojętnie obok tych stert kokosów na poboczach dróg. Dwa złote sztuka. Sprzedawca kilkoma ciachnięciami obcina „wieczko”, pozostawiając dziurę na wypicie wody przez słomkę, a potem wyjedzenie łyżką miąższu.

A wieczorem? Kiedy słyszę gwizdek, zrywam się natychmiast i wybiegam przed dom. To obwoźny sprzedawca putu – najlepszego pod słońcem kokosowego przysmaku, który robiony jest przez niego na miejscu, jest więc wciąż ciepły kiedy się nim zajadam. Za sporą porcję płacę 5.000 rupii, czyli niecałe 1,5 zł. Ten starszy pan nauczył się już, że przejeżdżając koło naszego domu warto zwolnić, a ostatnio z uśmiechem podziękował mi, że załatwiam mu tylu klientów – bo putu polecam naszym gościom jako ‚must-try’.

9. Wieża Babel.

Indonezyjczycy to poligloci i bardzo mi tym imponują. Mój chłopak np. – na co dzień mówi w czterech różnych językach. Rodzice nauczyli go dwóch poziomów jawajskiego (które są praktycznie dwoma różnymi językami) i podstaw trzeciego, szkoła – urzędowego indonezyjskiego, transmisje sportowe oglądane w TV – angielskiego (bo w Indonezji, mimo, że piłkę oglądają wszyscy, z jakiegoś powodu nie mają swoich komentatorów). Z naszymi gośćmi rozmawia po angielsku, ze mną w mieszance angielskiego, indonezyjskiego i polskiego, z kolegami z Jawy Środkowej po jawajsku, a z tymi z innych wysp czy nawet rejonów Jawy w bahasie (czyli po indonezyjsku). I przestawia się z języka na język w mgnieniu oka. Że też może się w tym wszystkim połapać!

A jaki z tego pożytek dla mnie? Taki, że nie zaśmiecam sobie głowy strzępkami głupich rozmów przypadkowo podsłuchanych w autobusie czy nad kotletem w knajpie. Za każdym razem kiedy wracam do Polski, naprawdę drażni mnie to, że znów muszę słuchać narzekań na lekarzy i polityków, plotek o sąsiadach czy anegdotek o dzieciach i psach, które mnie w najmniejszym stopniu nie dotyczą i nie interesują, tu na szczęście ciągle nie rozumiem takich dialogów, chyba, że ktoś mówi po indonezyjsku, ale na ogół jednak to jawajski slang, którego opanowanie zajęłoby mi lata – gdybym w ogóle zaczęła się go uczyć.

10. Jawajskie tradycje.

Lubię ten ich piątkowy batik day – czyli dzień, w którym uczniowie i pracownicy rządowych instytucji muszą nosić koszule batikowe. Plus chłopców grających na bambusowym angklungu na skrzyżowaniach. Miło popatrzeć, jak kultywują tu swoje tradycje w codziennym życiu, a nie tylko od święta, co w Polsce zanika na rzecz nowości z zachodu. I co chwilę z niesłabnącym zdziwieniem i zachwytem wysłuchuję coraz to nowych opowieści o duchach, których istnienia żaden Indonezyjczyk nie odważy się podważyć. Dzięki temu życie ma kolory!

Ok, zalet mieszkania na Jawie wymyśliłam 10, wad aż 15, jednak to te punkty na plus, mimo że jest ich mniej, są dla mnie istotniejsze. Teraz już rozumiecie dlaczego mimo tych wszystkich upierdliwych drobnostek związanych z życiem tu wciąż tu jestem? :)

Podobne wpisy:

43 komentarzy do posta 10 zalet życia w Indonezji

  1. Hanita napisał(a):

    Emi wyczytalam już chyba wszystko na temat zwłaszcza Bali bo lecę pierwszy raz organizują co prawda tylko 2 tygodnie ale sama nie przez biuro podróży. Nie mogę się doczytać pewnej informacji jak jest z tą wizą? napisałam przed chwilą do ambasady ale może Ty mi przybliżysz temat. Czy to pewne że nie ma obowiązku wizy? Ląduję w Denpasar i stamtąd wylatuję. Dzięki i czekam i na info.

  2. Małgorzata napisał(a):

    Hej, jak zdrówko? Widze, ze zamieściłaś moje zapytanie w komentarzach, ale bez odpowiedzi, może powinnam sprecyzować: chodzi mi o jakieś buty na wedrówki, które wytrzymają przez dwa tygodnie:) A co do dengi, to najlepszym lekiem jest ascrobinian sodu ok. 30 gram wit. C w dawkach podzielonych, tak co godzinę:
    https://rickardoberg.wordpress.com/2016/02/29/i-got-dengue-fever-and-survived-heres-how/

  3. Małgorzata napisał(a):

    Witaj Emi, czy w Indonezji kupimy buty za kostkę na wędrówki w cenie przystępnej?:) Wybieramy się w marcu, serdecznie pozdrawiamy z zasypanej śniegiem Szklarskiej Poręby

  4. Malgosia napisał(a):

    Witaj . My z mezem mamy marzenie by na emeryturze wyjechac gdzies w cieple kraje na stale .Czy to Ameryka Poludniowa czy Indonezja ,bo pieniedzy bedzie nie za duzo moze 2000 -3000 tys.Nasze marzenia bardzo pragniemy spelnic – juz zaczelismy oszczedzac kase.
    Jak myslisz czy to jest realne? Czy spodkalas Polakow mieszkajacych tam w starszym wieku?
    Malgosia

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Pewnie, że realne! Tu na miejscu znam tylko emerytowanych Niemców, ale Polaków tak żyjących spotkałam kiedyś w Indiach, za 2-3tys. spokojnie można się tu utrzymać na przyzwoitym poziomie, a i na bilety do Polski raz czy dwa razy do roku starczy :)
      Trzymam kciuki, bo pomysł świetny!

  5. Marek napisał(a):

    Pozdrawiam z Yogyakarty :), fajnie tu

  6. iza napisał(a):

    hm.. czytam i czytam.. :) mieszkam w Tangerang, Banten(jakieś 25km od dżakarty) 8 rok.. ja nieco inaczej widzę Indonezję :) ale blog czyta się miło :) serdecznie pozdrawiam :)

    • Marek napisał(a):

      Pozdrawiam z Yogyakarty. Jestem tu zaledwie od 2 dni, bardzo pozytywne pierwsze wrażenia :). Na 28 mamy loty na Bali, tam kilka dni i pózniej na Sumba :)

      • Emiwdrodze napisał(a):

        To się cieszę, że się tu wam podoba :) Szkoda tylko, że trafiliście na święta i miasto zatłoczone tak, że nawet ja nie mam ochoty się do niego zapuszczać :P Jak wyjadą indonezyjscy turyści to jest tu jeszcze fajniej!

    • Emiwdrodze napisał(a):

      hej Iza, to się podziel wrażeniami, wyobrażam sobie, że życie pod stolicą jest zupełnie inne od tego w Jogji, chętnie się dowiem jak Ty widzisz Indonezję :) Pozdrawiam również!

  7. Jerzy Kamiński napisał(a):

    Cześć Emi pozdrowienia z Gili air .dotarlismy tutaj przez Bromo ,kute Lombok ,Rinjani ,wszystko jakoś sie udało ,szkoda tylko ze trochę tutaj pada.Pozdrawia Walbrzych ,buziaki

  8. Mariano Mariano napisał(a):

    Hm, to indywidualne doznania, byłem w Azji już kilka razy, a w styczniu wybieram się kolejny raz na 2 miesiące, ale nie chciałbym tam mieszkać na stałe. Kocham polską wiosnę jesień, częściowo lato i zimę. P.S. jaki bloger napisze, że w miejscu gdzie przebywa dłużej – jest mu źle? Grabie grabią zawsze pod siebie ;)

    • Emi w drodze napisał(a):

      Wszystko co na blogach, z wyjątkiem wpisów poradnikowych, ma mocny ładunek subiektywny, to oczywiste. Nie zgadzam się jednak, że bloger to tylko pieje z zachwytu, przynajmniej nie ja, mi się nieraz zdarza narzekać na miejsce, w którym żyję i otwarcie mówię, że to nie jest moje miejsce na ziemi, w którym spędzę resztę życia ani łatwe otoczenie – szczególnie dla białej dziewczyny bez chusty na głowie (zresztą nie wiem czy zauważyłeś, ale ten wpis ma tylko 10 punktów kiedy ten negatywny aż 15 :P ), co nie przeszkadza mi w wynajdywaniu jego zalet, zawsze staram się szukać pozytywów w najgorszej sytuacji, w jakiej bym się znalazła. Pewnie, że nikt nie pisze jak mu źle w danym miejscu, bo jednak to własny wybór, gdzie się kto zatrzyma, a chyba nikt normalny zatrzymuje się w miejscu, w którym mu wybitnie źle? :) Oba te wpisy powstały, bo ludzie wciąż pytają jak mi się tu żyje.
      P.S. Ja akurat jesieni i zimy nie znoszę i w Polsce (przynajmniej w obecnej sytuacji) nie chciałabym być na stałe. Co nie zmienia faktu, że na każdą wakacyjną wizytę tam cieszę się jak głupia.

  9. Marek napisał(a):

    Czesc! Za ok poltora miesiaca lecimy do Indonezji na 20 dni. Zapowiada sie fajna przygoda, dzieki za garsc przydatnych informacji :). powodzenia!

  10. Aleksander napisał(a):

    witaj Emi.Bardzo fajnie sie czyta,zawsze cos ciekawego.Na koniec Lutego I poczatek Marca 2017r wybieram sie z corka do Chin zobaczyc miedzynarodowe targi.Do Indonezji to juz jak *przez miedze* Interesuje mnie bursztyn z Sumatry.Czy masz jakies kontakty a moze informacje na ten temat.Bylibysmy bardzo wdzieczni I chcielibysmy sie spotkac. Mowimy po Angielsku I oczywiscie po Polsku.Jesli mozesz to prosze odpisz. Moj adres: adzd2001@yahoo.com Pozdrawiam – Aleksander

    • Emiwdrodze napisał(a):

      witaj Aleksandrze, do Chin kawał drogi, a i Sumatra mi nie po drodze, ale jeśli zahaczycie o Jogję to zapraszam na kawę ;) Niestety o bursztynach na Sumatrze nie wiem nic… Pozdrowienia!

  11. AgnieszkaP napisał(a):

    Wlaśnie wracamy z moim chłopakiem z Indonezji. Bylismy jedynie 16 dni (Jawa, Bali i Gili Air) i przyznam, ze juz tesknie za Polska. Co do samej Yogyakarty to nie moglam znieść wszechobecnych spalin i palonych wieczorem śmieci (jak Ty to znosisz?). W Polsce też ludzie palą śmieci ale nie jest to tak odczuwalne bo zaludnienie jest o wiele mniejsze. Co do punktu o jedzeniu – serwowane jedzenie jest naprawde cięzkie i bez świeżych warzyw, a soki z owoców o zgrozo, nie są słodkie, chyba że podleją je cukrem. Jak to możliwe, że w kraju o takim klimacie i przyrodzie nie podają soków z naturalnie słodkich owoców? Przepraszam za ten rozżalony ton :( Ale wlasnie wykłocalam sie z taksówkarzem na lotnisku, ktory zaczął wciakać swoje tekstu dla turystow i koniec końcow poczulam sie znow jak oszukany „białas” ;)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Moi sąsiedzi palą śmieci z rana :) Nie znoszę, ale co mam zrobić? :P Jeżdżąc skuterem zakładam maseczkę, w domu smród zabijam kadzidełkami, a co do soków to też tego nie rozumiem :( Ciężko jest tu pod pewnymi względami, racja… Ale jest dużo plusów, które to wynagradzają!

    • Damian napisał(a):

      Witaj!

      Sorka ze tak troche po za tematem
      Dokladnie za tydzien jade na urlop na bali.. Zalatwilem calutki wyjazd oczywiscue samemu (biuro podrozy – co to jest bez urazy oczywiscie)
      Poczatkowo chcialem tylko jechac na urlop ale coraz bardziej zastanawiam sie nad zyciem w tym kraju (moze bali moze jawa), myslisz ze jest jakas szansa zostac jakas tam prace hotel bar knajpa cokolwiek znajac tylko angielski by z tego wystarczylo na jakies lokum jedzenie itp nim bym cos ogarnal powazniej??
      Bylbym wdzieczny za odpowiedz, nawet jesli nie jestes w stanie mi pomoc.. Girucd@gmail.com

      • Emiwdrodze napisał(a):

        hej, z tego co wiem, w turystycznych miejscach da się załapać do pracy (czy bardziej wolontariatu) w barze czy hotelu w zamian za nocleg/wyżywienie, ale oczywiście wszystko na czarno. Jeśli myślisz o poważnej pracy z prawdziwą umową (choć też w niewielu przypadkach udaje się ją szybko wywalczyć) i wizą pracowniczą, najłatwiejszą opcją jest uczenie angielskiego w jakiejś bogatej, prywatnej szkole. Nie ma lekko. Powodzenia!

      • Damian napisał(a):

        Dzieki za szybka odpowiedz Emi

  12. Danuta B. napisał(a):

    Witam, z tej strony Danuta z Gliwic, wpadłam na bloga całkiem przypadkiem, ale czyta się z przeyjemnością, też mam takie ciągotki aby wyjechać z Polski, bardzo silne ciągotki, cały czas to we mnie siedzi, ale jak na razie trzymają mnie tutaj takie prozaiczne sprawy jak wychowanie dzieci, praca, e przyszłstudia i takie tam ale marzenie o wyjeździe i podróżowaniu siedzi we mnie bardzo mocno, może kiedyś mi się to uda zrealizować, dlatego z wielką przyjemnością czytam jak innym udaje sie zrealizować marzenia!!!! powodzenia życzę pozdrawiam gorąco

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Hej Danuto z Gliwic :) Chcieć to móc, dzieci wcześniej czy później odchowasz, a na podróże nigdy nie jest za późno – chociaż w Polsce ciągle mało kto to rozumie :P Kręcąc się po Azji zdarzało mi się spotkać samotne 70latki z plecakiem, nie znające nawet angielskiego, to dopiero jest odwaga! Powodzenia w spełnianiu marzeń!

  13. Mariano Mariano napisał(a):

    Mam pytanie trochę z innej beczki – wizy do Indonezji. Wiem, ze zniesiono, i wjazd, przylot w wyznaczonych miejscach jest darmowy na 30 dni. Ale wyczytałem gdzieś na blogu, że aby skorzystać z tej darmowej wizy, trzeba również opuścić Indonezję w odpowiednim miejscu, czyli w takim, w którym wjazd jest bezwizowy (Medan, Dżakarta, Denpasar etc.) Czy jesteś w stanie odpowiedzieć na to pytanie, czy tak jest? Z góry dziękuję. Pozdrawiam

  14. Janek Piętek napisał(a):

    Nas z Marzena kiedyś w Indonezji na Flores wywalili z publicznego autobusu wyzywając właśnie od pieprzonych bule apropos pierwszego paragrafu.., To jest z pewnością ta wyspa, na której za żadne skarby nie chciałbym mieszkać. Ale w Jogja – taaak, tutaj już prędzej :)

  15. Natalia Fraś napisał(a):

    Nie chcę czytać narzekań, mam teraz w głowie tak piękny obraz <3

  16. Kinga Bielejec napisał(a):

    Super wpis! Jak dla mnie wszystko fajnie, ale trochę daleko od Polski ta Indonezja. I nie wiem po jakim czasie przestałoby mnie wkurzać to ich zaczepianie i chęć zrobienia zdjęcia z bulem :P

  17. Kinga Madro napisał(a):

    na jesień – zimę, bardzo chętnie bym się przeprowadziła. ;p

  18. Darek Jedzok napisał(a):

    Tia, wszyscy prowokujcie, jak nam tu zadki marzną i smog w oczy gryzie :D

  19. Zalety też są super :) Szczególnie ta o chudnięciu, mi by się przydało ;)

  20. Pojechana napisał(a):

    Aktualnie dodałabym jako plus życia w Indonezji (czy gdziekolwiek indziej) fakt przebywania z dala od naszego pięknego kraju nad Wisłą ;-)

  21. Aleksandra Supranowicz napisał(a):

    Świetny artykuł :) Super się czyta

  22. Wiola Starczewska napisał(a):

    O nie… zazdroszczę ci teraz. Ja płacę tysiąc złotych za pokój w Warszawie, czyli połowę tego, co zarabiam, reszta idzie na jedzenie z Biedronki… i to by było na tyle z mojego życia:/

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)