Yogyakarta – mini przewodnik

Jogja to nie tylko Borobudur i Prambanan! Jak spędzić jeden, dwa czy więcej dni w mieście? Punkty „obowiązkowe do odhaczenia” i takie, które turyści pomijają, ale wg mnie są warte uwagi. Miejsca, na które szkoda czasu, najczęstsze oszustwa plus to, co tygryski lubią najbardziej – jedzenie!

Ile dni przeznaczyć na zwiedzanie Dżogdży?

O to pytacie bez przerwy. A więc? Ci co czytają bloga trochę dłużej, zdążyli pewnie zauważyć, że nie jestem fanką ani zwiedzania zabytków ani podróżowania w biegu, uważam, że miasto lepiej poczuć (a w Jogji atmosfera jest artystyczno-studencko-kulinarna) niż tylko przebiec je szlakiem „atrakcji” turystycznych. Są tacy co spędzają tu tylko dwie noce i po „zaliczeniu” świątyń czym prędzej uciekają na cywilizowane Bali zawiedzeni, a pewnie raczej oszołomieni szokiem kulturowym – bo przylatując z Polski prosto na środek Jawy można dostać Azją w twarz. Większość zostaje 3-4 dni, ale rekordzistom (mówię tu tylko o turystach, moich gościach) – Rosjanom w miesięcznej podróży poślubnej – zdarzyło się tu utknąć na 3 tygodnie i ani razu nie narzekali na nudę. Rozumiem, że przyjeżdżając do Indonezji na jedynie 2-3 tygodnie (ba, tu nawet 2 miesiące to nic!) coś trzeba wybrać, z czegoś zrezygnować, a poza tym każdy lubi co innego, jeden wulkany, drugi zatłoczone miasta, ale i tak nie wyjeżdżałabym stąd bez spędzenia co najmniej pełnego dnia w mieście, drugiego gdzieś poza nim, a trzeciego przeznaczonego wyłącznie na świątynie, które zobaczyć „trzeba”.

Co warto zobaczyć/zrobić w Yogyakarcie?

Nie będę tu wspominać o Borobudur, bo obecność największej na świecie buddyjskiej świątyni w planie podróży każdego odwiedzającego Jawę biorę za pewnik.

Lista powstała NIE tylko na podstawie moich, subiektywnych, opinii, ale jest wynikiem kilkuletniego goszczenia tu tysięcy już ludzi i codziennego wysłuchiwania ich żali i zachwytów nad różnymi częściami miasta ;)

  • Alun-Alun Kidul – plac z dwoma wielkimi figowcami pośrodku, na którym w ciągu dnia nie dzieje się nic, za to warto tu wpaść po zmroku. Wg miejscowej legendy przejście między drzewami z zawiązanymi oczami przynosi szczęście (lub, w innej wersji, oznacza, że mamy czyste serce) i każdego wieczoru próbują tego setki osób. ALE, największą frajdą na tym placu są kolorowe autka w kształcie Hello Kitty czy rekina z neonowymi światłami. Można je wypożyczyć i zrobić sobie rundkę dookoła placu przy akompaniamencie głośnej muzy, tak jak robią to (dorośli!) Indonezyjczycy. Zimny łokieć i jedziemy! Popularne miejsce na pierwsze randki.

Alun_Alun_Kidul

  • Taman Sari, czyli Pałac Wodny z Sumur Gumuling, podziemnym meczetem – dawny kompleks wypoczynkowy sułtana. Plus małe uliczki dookoła z mini domkami, w których mieszkają rodziny potomków sułtana i jego służby. Szczerze polecam wzięcie tu przewodnika (ci czyhający przy kasie są już w cenie niedrogiego biletu!) – już on wam opowie jak to sułtan z wieży obserwował pławiące się w basenie żony, zastanawiając się którą z nich by tu dzisiaj wybrać. Uwaga: Pałac Wodny zamyka się już o 15, a w piątki nawet wcześniej, bo ok. 12. Wstęp: 15 k

Taman_Sari_Yogyakarta

podziemny_meczet_Yogyakarta

  • Jl. Malioboro – zawsze zatłoczona i głośna główna ulica handlowa miasta. Dla niektórych wątpliwa atrakcja, ale nie przejść się nią to jak być w Łodzi i nie wybrać się na Piotrkowską. Znajduje się tu m.in. idealny na zakupy pamiątek sklep Mirota Batik (otwarty do 21:30), cała ulica to właściwie jeden wielki bazar, polecany poszukiwaczom suwenirów dla babci, cioci i kolegów z pracy – tak, są tu i breloczki, i batiki, i drewniane figurki penisów, czego dusza zapragnie! Wieczorami atmosferę podkręcają młodzi chłopcy grający na angklungach (bambusowych instrumentach). Odradzam jedzenie czegokolwiek na tej ulicy – jest raczej drogo i mało smacznie. Lepiej poszukać czegoś w uliczkach od niej odchodzących.
Malioboro_Yogyakarta

Malioboro o 5 rano – jeszcze pusta

  • Pasar Beringharjo – jeśli kto przybywa do Azji po raz pierwszy, polecam odwiedzić ten bazar. Największy w mieście i czynny najdłużej (bo aż do 16-17, gdy większość zamyka się ok. 10 rano). W trzech wielkich budynkach znajdziecie wciąż półżywe kurczaki i krewetki, egzotyczne owoce, przyprawy, batiki, rattany, wyroby z bambusa itepe itede. Lokalny folklor w pełnej krasie. Mimo, że wydaje się turystyczny, zakupy robią tu głównie miejscowi. Targować się oczywiście trzeba mocno – i to dotyczy także Indonezyjczyków!

Pasa_Beringharjo

  • teatr cieni z kukiełkami z bawolej skóry (wayang kulit) lub drewna (wayang golek) z przygrywającą orkiestrą gamelanową. Przedstawienie można obejrzeć każdego wieczoru z wyjątkiem niedziel w muzeum Sonobudoyo niedaleko Pałacu Sułtana, o godz. 20. Całość trwa 2 godziny (to skrócona wersja dla turystów, bo prawdziwe przedstawienia trwają całą noc!) i odgrywana jest w oryginalnej wersji językowej, po jawajsku, więc po mniej więcej pół godzinie zaczyna nudzić, jednak warto wpaść choć na chwilę, żeby przynajmniej zobaczyć te misternie wykonane kukiełki i posłuchać trochę gamelanu. Wstęp: 20k.

wayang_kulit

  • małe świątynki dookoła Prambanan. Jest ich całe mnóstwo i, w przeciwieństwie do głównego kompleksu Prambanan, za wstęp do nich nie płaci się nic lub jakieś grosze (5-10 k). Aby się do nich dostać, trzeba mieć własny transport – motor lub auto. Moja ulubiona to Candi Ijo – położona na wzgórzu, z którego roztacza się widok na lotnisko.

Candi_Ijo

  • jedzenie! W Jogji króluje gudeg – to jackfruit (po polsku „chlebowiec”) gotowany w mleczku kokosowym i cukrze palmowym (uwaga, słodkie!), można tu zjeść bakmi Jawa (rosołek z domowej roboty kluchami), sate klatak (zwykłe sate znajdziecie w Indonezji wszędzie, klatak tylko tu), wypić kopi joss, czyli kawę z rozżarzonym węglem w szklance, a na pamiątkę kupić ciasteczka zwane bakpia. Na deser polecam klepon i putu – przesłodkie ciasteczka z kokosem w roli głównej. A to tylko tak w wieeelkim skrócie. Naprawdę nie ma co będąc tu zajadać się nasi goreng, bakso czy gado gado, zostawcie je sobie na uboższe kulinarnie rejony Indonezji ;)
  • przejażdżka becakiem – czyli rowerową rikszą. Kiedyś powszechne w wielu indonezyjskich miastach, teraz ostały się już tylko w nielicznych – i urosły do rangi symbolu Yogyakarty. Turystom często szkoda tych starszych panów pedałujących pod górkę, ale Indonezyjczycy mają do sprawy inne podejście – cieszą się, że mają pracę! Warto dać im zarobić, ale nie przepłacając zbytnio. Cena za przejazd „beczakiem” powinna oscylować w granicy 10-12 k za 2km. Riksze motorowe są nieco droższe od tych napędzanych siłą nóg.

becak_Yogyakarta

  • [autoreklama] odwiedzenie mojego Luwabica art’n coffee house i skosztowanie/zakup kopi luwak („kawy z kociej kupy”) z malutkiej, przeze mnie kontrolowanej produkcji. Sama pilnuję, żeby kawa pochodziła tylko z dobrego źródła, wyłącznie od dzikich zwierząt, a nie tych klatkowych. Na stanie mamy też kilkanaście innych kaw z różnych indonezyjskich wysp! Godziny otwarcia: 9-22 

Zobacz też:

Gdzie spać w Yogyakarcie?

[koniec autoreklamy]

Mając w Jogji więcej niż dwa dni, można też poznać inną stronę miasta:

  • Kotagede – to była stolica sułtanatu Mataram, swego czasu ważniejsze miejsce niż obecny Pałac Sułtana. Tamtejszy Kraton powstał jeszcze zanim islam opanował Jawę – jest w stylu hindu, podobny do balijskich świątyń. Obecnie ta część miasta znana jest też jako „wioska srebra”, można tu podpatrzeć (i nauczyć się) jak wyrabia się srebrną biżuterię. Mają tam też rzadko odwiedzany przez turystów tradycyjny targ – warto wybrać się na niego wcześnie rano!
  • kurs gotowania po indonezyjsku w Via Via cafe – bardzo popularny i chwalony przez turystów, za połowę ceny podobnych kursów na Bali
  • nauka batiku – tworzenie batiku podpatrzycie szwendając się po okolicy Kratonu, ale w jednej z licznych szkół batiku można też z małą pomocą własnoręcznie ozdobić swój kawałek materiału. Dla nieobeznanych w temacie, batik to technika zdobienia materiału gorącym woskiem, wywodząca się ze Środkowej Jawy właśnie.
  • street art tour – bo Yogyakarta zwana jest też „Berlinem Azji” czy „azjatycką stolicą street artu”. Dla zainteresowanych sztuką współczesną jest tu całe mnóstwo galerii sztuki, są nawet specjalne mapki ‚contemporary art’. Co kilka dni (z wyjątkiem Ramadanu, w którym nie dzieje się nic) otwierają się nowe wystawy.

mural_Yogyakarta

To tylko pomysły na spędzenie dnia czy kilku w samym mieście, a przecież najciekawsze miejsca czają się w jego okolicy! W promieniu max. dwóch godzin jazdy od Jogji jest ponad 100 pięknych plaż, wodospady i jaskinie nieoblegane przez turystów. Tylko tu można też wdrapać się na najaktywniejszy wulkan Indonezji i jeden z najbardziej wybuchowych na świecie – Merapi.

A co można bez żalu pominąć?

  • Kompleks świątyń Prambanan, szczególnie jeśli widziało się już Angkor Wat w Kambodży. Wstęp kosztuje 25$ (ostatnia aktualizacja: maj 2017), co jest zdzierstwem w biały dzień, zwłaszcza, że całe mnóstwo okolicznych świątynek w tym samym stylu i z tej samej epoki (patrz wyżej) jest darmowa i na dodatek pusta.
  • Kraton, czyli Pałac Sułtana – z całą pewnością jest to ważne, historyczne miejsce, w którym sułtan Yogyakarty do dziś mieszka (wiedzieliście, że Jogja jest jednym z dwóch regionów specjalnych w całej Indonezji? Sułtan wciąż tu rządzi, ma prawa gubernatora) i jeśli ktoś jest historią zainteresowany, pewnie mu się spodoba, ale innym niekoniecznie. Miejsce jest bardzo zaniedbane i… jak codziennie słyszę od „swoich” turystów – „nic tam nie ma” :P
  • PASTY, czyli ptasi targ – bo jaka to atrakcja oglądać zwierzęta (nie tylko ptaki, mają tu wszystko!) w ciasnych klatkach, na pełnym słońcu i bez wody do picia?

Czego się wystrzegać?

Oprócz, wiadomo, nieuczciwych taksówkarzy (nie dajcie się nabrać, że przejazd z lotniska w jakiekolwiek miejsce w mieście kosztuje więcej niż 100 k), oszustwa w Yogyakarcie dotyczą głównie batików i kopi luwak. Miejsca z czarnej listy to:

  • galeria Ori – największa ściema w mieście. Chodząc dookoła Kratonu czy po Malioboro możecie być pewni, że ktoś zaciągnie was do „art school” (która ze szkołą nic wspólnego nie ma) i będzie próbował wcisnąć batiki po „okazyjnej” cenie, często w tak wyrafinowany i nienachalny sposób, że nie zorientujecie się nawet, że to pułapka. Jeśli chcecie kupić batik, lepiej już dać zarobić komuś innemu niż miejscu, które połowę utargu musi oddawać naganiaczom dla nich pracującym.
  • kopi luwak Heiho oraz Mataram – znam oba te miejsca i wiem, że ta masowa produkcja kawy nie jest w ani jednym procencie etyczna, nawet jeśli nie planujecie kupić jej ode mnie, nie kupujcie jej tam proszę jeśli los zwierząt nie jest wam obojętny.

Podobne wpisy:

34 komentarzy do posta Yogyakarta – mini przewodnik

  1. peregrino napisał(a):

    super .. jeszcze raz dzięki za namiary .. Candi Ijo i Sambisari bardzo warto odwiedzić czy to na skuterze czy Ojek .. szczególnie Ijo mało ludzi i piękny widok w dole na lotnisko i Jogję .. z Prambanam polemizowałbym troszkę moim zdaniem bardzo warto choć trzeba tam dotrzeć wcześnie rano przed natłokiem lokalnych i zagranicznych turystów ..a już na pewno bardzo warto buddyjską Candi Sewu (Prambanan jest Hindu co jest ciekwaym przykładem harmonii tych dwóch religii) jest włączona w ten sam bilet z Prambanan ale trzeba podejść około kilometr dalej na północ od Prambanan .. nagrodą jest zupełna pustka .. zziajani patelnią w Prambanan turyści nie fatygują sie już do Candi Sewu .. bardzo mi się tam podobało poprzez pustkę Candi Sewu ma niezwykłą atmosferę … no a dzięki Waszej mapce poznałem moją ulubioną restaurację w Indonezji – Milas :^)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Jeśli ktoś po odwiedzeniu innych świątyń jeszcze nie ma ich dosyć to Prambanan pewnie też i warto… U siebie goszczę głównie młodych ludzi, którzy podróżują tanio i 18$ za wstęp do Prambanan to dla nich spory wydatek, spora część była już też w Angkor Wat, a przy niej Prambanan (szczególnie porównując ceny) wypada baaardzo słabiutko, to oni głównie są rozczarowani tą świątynią.
      Cieszy mnie, że skorzystałeś z moich porad i zobaczyłeś coś poza turystycznym szlakiem :)

      P.S. Milas też jest moją przeulubioną knajpką w całej Indonezji!

      • peregrino napisał(a):

        tak Milas to strzał w dziesiątkę dla vegan/vege :^)
        Rozumiem co masz na myśli z Prambanan… mam nadzieję na Angkor Wat i z tego co rozumiem jest oczywiście rozmiarem ogromne w porównaniu z Prambanan. Jasne, że backpackerzy są na budżecie .. choć z tego z widziałem przypuszczan, że te 250 tys rupees to byłoby kilka mocniejszych drinków na Gili Trawangan czy Air troszkę później w podróży :^)) .. ale to tylko taka moja subiektywna impersja :^)

      • Emiwdrodze napisał(a):

        Każdy ma swoje priorytety, jeden woli wydać kasę na wstępy do świątyń, inny na imprezy, nie mi oceniać, ale Angkor ma w przyszłym roku znacznie podrożeć, więc może nie będzie już tak nad Prambanan dominował i ludzie przestaną je porównywać? ;)

  2. peregrino napisał(a):

    bardzo dziękuję Emi fajnie się czytało .. Luwabica to będzie na 100 procent :^) .. a czy do kursu gotowania w Via Via cafe trzeba jąkoś rezerwację czy wiesz czy jest tam opcja vegan/wege? .. jak fajnie z tymi mniej znanymi świątyniami wokół Prambanan .. chętnie je odwiedzę przypuszczam, że można tam dojechać rykszą? pozdrawiam bardzo ciepło i czytam wiele Twoich postów przed czytaniem Lonely Planet :-)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Lepiej wysłać do nich maila spytać, bo to dość popularne miejsce, choć z drugiej strony to będzie już poza sezonem. Wege na 100% jest, ale czy vegan to nie mam pewności.
      Obawiam się, że riksza nie dałaby tam rady pod górkę :) Skuter czy auto to jedyna opcja…

  3. Wiola napisał(a):

    Fajnie zobaczyć twój świat:)

  4. Zenek napisał(a):

    Hej,
    Mam propozycje pracy BAKESI w dużym zakładzie przemysłowym. Firma oferuje standard „amerykański”. Produkcja 24/7 .
    Co radzisz ? Proponują kontrakt na 2 lata
    Pozdrawiam
    Zenek

    • Emiwdrodze napisał(a):

      hej Zenek, a co ja mam radzić? Nigdy nie pracowałam w takiej firmie, nie znam się :P
      Podejrzewam tylko, że chodzi Ci o Bekasi pod Dżakartą?

  5. Marta Gawrychowska napisał(a):

    Pałac Wodny wygląda ciekawie :)

  6. Joanna Golińska napisał(a):

    Tam mnie jeszcze nie było ;) Fajnie przygotowany przewodnik!

  7. Natalia Malec napisał(a):

    świetnie, na pewno skorzystamy :)

  8. Natalia Mokrzecka napisał(a):

    Trochę poniewczasie. :D

  9. Foodbite napisał(a):

    Jak tylko dostanę urlop – śmigam do Indonezji – z wydrukiem Twojego artykułu w kieszeni. 3,5 roku nie mogą pójść na marne ;)

  10. Ilona napisał(a):

    a może Pani polecić jakiś kantor w Yogya?

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Najlepsze są dwa: jeden przy Malioboro w hotelu Garuda, nazywa się Mulia, otwarty tylko w godzinach urzedowych, drugi przy Jl. Prawirotaman (na Jl. Parangtritis), o wdzięcznej nazwie PM2V, otwarty do 21:30.

  11. Teresa M. Ebis napisał(a):

    Haha :D Rekord dopieszczania tekstu pobity :D

  12. Magdalena Czekaj napisał(a):

    Super wpis. Wychodzi na to, ze powinnam wrocic, bo nie wszytko zobaczylam. Tego teatru cieni mi najbardzij szkoda (ale my ze wzgledu na swieto mielismu utrudnione zwiedzanie). Ale jakim cudem Pasar Beringharjo pominelam??!!
    Jestesm wzruszona, ze widze zdjecie, ktore zobilam :* i powiem Ci, ze dzieki Twoim wyjasnieniom na temat kawy teraz szpanuje wiedza :-)
    Oj, tesknie za Indonezja :)
    Ja bym do tej listy dopisalabym Ramyana Ballet w Paramban. Z uwaga, ze to tez dla cierpliwych ;-) (ale cierpliwosc poplaca, bo jak sie czloweik zaczyna nudzic to tam sie dopeiro zaczyna DZIAC).

  13. Piotr Krychniak napisał(a):

    Super !!! Chowam ! Już tylko troszkę ponad miesiąc

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)