Bandung – indonezyjska stolica zakupów

…i zagłębie dobrego jedzenia. Jeśli w waszej wyobraźni Indonezja to piękne plaże, świątynie i ogólnie pojęta egzotyka, nie jedźcie do Bandung, bo się rozczarujecie. Jeśli za to szukacie hajlajfu, tanich ciuszków i kulinarnych odkryć, nie będziecie zawiedzeni. A na dokładkę krater Kawah Putih.

Z czego słynie Bandung?

Nazywany „Paryżem Jawy” był siedzibą Holendrów za czasów kolonialnych. Wybrali oni sobie tutejsze wzgórza z plantacjami herbaty (zresztą założonymi przez nich) i gorącymi źródłami ze względu na przyjazny Europejczykom, chłodny klimat. Zanim Jawajczyków namnożyło się tyle, co teraz i zanim zaczęły się korki na trasie Dżakarta-Bandung, ze stolicy dało się tu przyjechać raz dwa.

Dziś Bandung to kolejne jawajskie zatłoczone miasto (w końcu trzecie pod względem wielkości w całym kraju!), zakupy (to zagłębie dżinsowe, mnóstwo tu też outletów) i rozkosze podniebienia. Poza tym ciekawa zabudowa kolonialna. To właśnie najeść się i obkupić przyjeżdżają tu mieszkańcy Dżakarty, co weekend zamieniając miasto w jeden wielki korek, wtedy też ceny w knajpach szybują w górę. Dla wkurzających się na wszechobecne w Indonezji ceny „dla białasów” pocieszenie – indonezyjskich turystów dymają podobnie ;) Dlatego na wizytę w Bandung wybraliśmy czas od poniedziałku do piątku. I nie wyobrażam sobie nawet co się tu dzieje w weekendy czy święta, bo już w ciągu tygodnia przez ten szalony ruch na drogach Bandung zrobił na mnie niezbyt dobre pierwsze wrażenie (porównuję z prowincjonalną Yogyakartą, jak ktoś przyjeżdża z Dżakarty to pewnie wydawać się może, że ulice świecą pustkami ;)).

Jedyne, co słyszałam o Bandung na długo przed planowaną do niego wycieczką i w co wierzyć mi się za bardzo nie chciało to legendy jakoby dało się po nim przemieszczać pieszo. Okazało się, że faktycznie mają tu chodniki i nawet nikt na nich nie parkuje ani nie rozkłada swoich kramików, więc można po nich chodzić! To ewenement w skali Indonezji, naprawdę czuję się jakbym wyleciała za granicę ;)
Burmistrz miasta jest architektem, co widać na każdym kroku – ulice w centrum są ładnie zagospodarowane i czyste. Są tu śmietniki, ba – jest nawet segregacja na odpady organiczne i nieorganiczne, jest jakaś nadzieja w Indonezji! Mają tu dobrą politechnikę i dużo tu architektów, designerów, mam wrażenie, że ogólnie mieszkańcy Bandung mają lepszy gust do dekoracji domów, w większości pomalowane są one na stonowane kolory, a nie jak w Jogji na wściekle zielony czy fioletowy kolor. Mimo, że turystów tu jak na lekarstwo, nikt się na mnie nie gapi ani nie komentuje mojej obecności jak to bywa w Jogji, mogę się wtopić w tłum, co jest dla mnie cudowną odmianą.

Dzięki rosnącej w siłę tutejszej klasie średniej, bogatym 30-latkom podróżującym po świecie i żyjącym na zachodnią nutę, mają tu też mnóstwo fajnych knajpek na poziomie wyższym niż przeciętny indonezyjski ;) Centrum Bandung wygląda naprawdę po europejsku, budynki są tu odpicowane niemal jak w Singapurze, mają porządnie wyglądający szpital, a jeden z największych outletów, Rumah Mode, to już w ogóle robi wrażenie! Nie mogę uwierzyć, że Indonezyjczycy też potrafią coś tak porządnie zbudować! Na północy miasta jedna obok drugiej wyrastają tak wypasione wille jakich jeszcze (a już na pewno nie w Azji!) nie widziałam. Niektóre mają nawet swoją ochronę. Gdyby nie te okropne korki, chyba bym się w Bandung zakochała.

Facetów może zainteresuje fakt, że ponoć Bandung to zagłębie najpiękniejszych w archipelagu indonezyjskim kobiet. Do tego PONOĆ świetnie sobie z tego zdających sprawę, więc i próżnych.

Jl_Braga

Jedna z knajpek na Jl. Braga

 

Co zobaczyć w Bandung?

Nie oszukujmy się, oprócz zakupów i jedzenia nic specjalnie ciekawego tu nie ma.

Przyznam, że (jak zwykle zresztą) nie skupiałam się ani trochę na wątpliwie jak dla mnie atrakcyjnych „atrakcjach turystycznych” typu muzeum Azja-Afryka (czy w ogóle jest tu do zwiedzania coś innego? :P). Zamiast tego wybraliśmy się na pasar antik – targowisko staroci, gdzie wypatrzyliśmy kilka perełek pozostałych po okupacji holenderskiej, na które i tak nie było nas stać, przespacerowaliśmy (!) ulicą handlową Braga z zadbanymi sklepikami i knajpkami (równie dobrze mogłaby to być jakakolwiek ulica w Europie), wybraliśmy na koncert angklungowy (to indonezyjski instrument bambusowy) w Angklung Udjo, który mi się marzył od dawna – jednak gdyby nie to, że zapłaciłam za niego lokalną cenę (wystarczyło zagadać po indonezyjsku i się uśmiechnąć, tu jeszcze zbyt dużo turystów nie dotarło i się nie wycwanili), byłabym rozczarowana, bo występowały głównie dzieciaki, co wypadło mało profesjonalnie. W Jogji chłopaczki na skrzyżowaniach ulic grają lepiej. Show podzielony był na części – m.in. prezentacja tradycyjnych tańców z różnych indonezyjskich wysp i piosenki dla dzieci, a na koniec cała publiczność dostała angklungi, żeby na nich grać – to było całkiem wciągające.

Bandung – gdzie na zakupy?

Jest w Bandung kilka miejscówek, w których zgromadzona jest większość outletów odzieżowych. Dużo tu takich, na których jeżdżąc wypożyczonym skuterem zastawaliśmy niemal pusty parking dla motorów, bo ich klienci to sami bogacze rozbijający się drogimi autami, ale są i takie super tanie.

W kolejności od wg mnie najbardziej interesujących:

  • Rumah Mode (Jl. Setiabudhi) – wypasiony kompleks z nienajtańszymi, ale dobrej jakości ciuchami, często znanych w Europie marek
  • Jl. Riau (lub Jl. Martadinata) – głównie sklepy lokalnych marek, w większości średniej jakości, ale można upolować coś ciekawego no i łatwo się po niej przemieszczać pieszo
  • Jl. Dago (Jl. Djuanda) – outlety różnych dziwnych nieznanych mi marek, ale też sportowych, np. Nike
  • Cihampelas – słynna ulica z tanimi ciuchami, mówią na nią „jeans street”. Każdy sklep ma swojego bohatera, nazywają się np. Avengers, Superman, Pinokio itd.

Ponoć godne uwagi jest też centrum handlowe Paris van Java, do którego jednak zmęczeni korkami już nie dotarliśmy.

Poza ciuchami w Bandung można też kupić bardzo dobrą… kawę! Na Jl. Banceuy w samiutkim centrum odkryliśmy sklepik z kawą Aroma z wystrojem jeszcze z czasów holenderskich – kolejka była spora i trochę czekało się na skompletowanie zamówienia, bo kawa pakowana jest ręcznie na bieżąco.

250 g paczka arabiki kosztowała 20 k, robusty – 15 k. Nareszcie jakieś rozsądne ceny (bo ogólnie kawa w Indonezji, jednym z największych jej producentów, tania wcale nie jest)! Mnie interesowały tylko ziarna, kawa mielona była jeszcze tańsza.

Aroma_coffee_Bandung

kolejeczka przed wejściem do kultowego sklepu z kawą

kawa_Bandung

kawa_Bandung

wnętrza wciąż pamiętają czasy kolonialne

 

Co i gdzie jeść w Bandung?

Podobnie jak i w Jogji, w Bandung króluje jedzenie! Z tą różnicą, że tu łatwiej o coś w miarę zdrowego – niemal wszędzie serwują nasi merah (brązowy ryż), co dla mnie nie jedzącej białego ryżu było wybawieniem, a jedzenie nie jest tak słodkie jak na Jawie Środkowej (tam nawet kurczaka gotują z cukrem!).

Dania, których trzeba spróbować będąc w Bandung to:

  • siomay – pierożki rybne z warzywami i w sosie orzeszkowym
  • batagor – podobne do powyższego, skrót od „bakso tahu goreng”, czyli smażone kuleczki mięsne – w tym przypadku rybne – i tofu, znów w sosie orzeszkowym i słodkim sosie sojowym.
  • mie kocok – nie podjęłam próby skosztowania, miejscowi opisywali to jako rosół z tłustą częścia krowiej nogi
  • nasi timbel – ryż zawinięty w liść bananowca, serwowany z różnymi dodatkami
  • karedok – sałatka w sosie orzeszkowym, podobna do lotka czy gado-gado
  • oncom – pasta z fermentowanych orzeszków i odrobiny soi i kokosa
  • surabi – naleśniki z mąki ryżowej z cukrem kokosowym, często serwowane z oncom lub na słodko. Popularne danie śniadaniowe.
  • martabak – występujące też gdzie indziej słodkie lub wytrawne, ale zawsze ociekające tłuszczem naleśniki, w Bandung są ponoć najlepsze
  • kue cubit – ciastka na jeden kęs w różnych wariacjach, np. o smaku zielonej herbaty czy standardowo czekolady
  • sambal terasi – ostry sos chilli dodawany do jedzenia jak Indonezja długa i szeroka, tu ma w składzie śmierdzącą pastę krewetkową, Indonezyjczycy nazywają go nawet „pussy sambal”
Batagor_Bandung

Batagor w przereklamowanej knajpie o nazwie Kingsley

surabi_oncom

surabi z dodatkiem oncom

kuchnia_sundajska

Kuchnia sundajska w restauracji Bumbu Desa

Nastawiałam się na wizytę w jednej z restauracji serwujących dania kuchni sundajskiej, Bumbu Desie – to sieciówka pochodząca stąd właśnie, która swoje oddziały ma nawet w Singapurze. Jest jak na tutejsze warunki droga, ale jedzenie okazało się niezbyt smaczne i nieświeże. W ogóle na początku spotkały nas same rozczarowania – skończył się sos rendang do kultowego ponoć burgera rendang na Jl. Ternate, restauracja Braga Permai, którą polecali nam miejscowi podwoiła albo i potroiła ceny, więc nawet nie przekroczyliśmy jej progu (chyba ostatnio byli tam z 10 lat temu!), inne ponoć bardzo lokalne miejsce, które mój chłopak pamiętał z dzieciństwa i do którego koniecznie chciał wrócić, bo takie niby dobre – Batagor Kingsley, też okazało się piekielnie drogie, na wstępie nie dali nam nawet menu z cenami, co już świadczyło o podstępie jakimś, koniec końców za dwie porcje batagoru i talerz tofu, którymi się nawet nie najedliśmy, zapłaciliśmy 80k! Za to mieli tu mleko migdałowe z dodatkiem węgla – za to właśnie polubiłam Bandung, że jej mieszkańcy wyrażają zainteresowanie takimi zdrowymi nowinkami.

Indonezyjczycy mają upodobanie do kupowania ciach i ciasteczek w prezencie dla rodziny i znajomych, kiedy tylko dokądś podróżują. I tak najlepszą ponoć siecią piekarni z pamiątkowymi słodyczami w Bandung jest Kartika Sari – mnie nie powaliło, ogólnie o dobre ciasta w Indonezji raczej ciężko, ale Indonezyjczycy się rozpływali.

Miłośnikom dobrego kawałka wieprza i piwka do obiadu spodoba się Sudirman streed food, położony nieopodal Chinatown deptak – jeszcze nigdzie w Indonezji nie widziałam takiego nagromadzenia dań z wieprzowiną!

Sudirman_street

Knajpki na Sudirman street – z wyższej półki cenowej

A do picia:

  • bajigur – gorący napój na bazie mleka kokosowego z różnymi przyprawami i z dodatkiem cukru kokosowego
  • bandrek – główne składniki to imbir, przyprawy i cukier kokosowy, również na ciepło

Okolice Bandung – co zobaczyć dookoła miasta?

Dookoła Bandung są i plantacje herbaty (w okolicy Ciater lub Ciwidey), i liczne gorące źródła, i wulkany: Tangkuban Perahu i Kawah Putih. O tym pierwszym kraterze nasłuchałam się jaki to on przereklamowany i drogi, wybraliśmy więc ten drugi, Kawah Putih, namiastkę Ijen, i jego okolice, w których też miały być i plantacje i gorące źródła.

Kiedy po 3 godzinach przedzierania się przez prawie nieprzerwany korek (google maps pokazywał nam 1,5 h drogi niby już uwzględniając duży ruch) docieramy do Ciwidey, jesteśmy już tak wymęczeni, że odechciewa nam się łazić. Już na parkingu zastajemy tłumy, za parking kasują nas 5 k, za przechowanie kasku kolejnych 5 k za sztukę. Myślę sobie, że jak jeszcze będą próbowali zedrzeć ze mnie opłatę wejściową dla białasa to nie wchodzę, nie ma bata, ale na szczęście dość łatwo udaje się pana w kasie przekonać, że jestem już prawie tutejsza.
Kawah Putih to księżycowy krajobraz, który na pewno miałby dużo uroku gdyby tylko było tam o połowę mniej ludzi. Niestety te tłumy zainteresowane tylko zrobieniem sobie najlepszego selfie niszczą wszystko. A co dopiero musi się tu dziać w weekendy! W drodze powrotnej na parking łapie nas ulewa i uciekamy, zatrzymując się dopiero pół godziny później, aby sprawdzić gdzie są gorące źródła Rengganis i plantacje herbaty i truskawek, na które mieliśmy w planie się udać, bo wcześniej na kraterze nie było zasięgu. Okazuje się, że oba te miejsca były tuż za kraterem, teraz już za późno (i za zimno!), żeby się wracać… Odżałować nie mogę. Morał? Udając się w te rejony ściągnijcie sobie mapy offline ;)

Może i jest tam pięknie, ale jak dla mnie te miejsca położone są zbyt daleko od miasta, żeby móc polecać je na jednodniowe wycieczki, a Bandung nazywać idealną do nich bazą wypadową.

Kawah_Putih_Bandung

Kawah Putih – naprawdę bardzo starałam się, żeby w kadrze było jak najmniej ludzi!

krater_Kawah_Putih

wszyscy czaskali sobie selfie, to trzasnąć musiałam i ja ;)

Kawah_Putih Bandung_Kawah_Putih

Pogoda w Bandung

Mówią, że w Bandung wiecznie pada, ale najwyraźniej mieliśmy szczęście – deszcz rozpadał się dopiero czwartego dnia naszego pobytu tam, tuż przed wyjazdem. W ciągu dnia temperatury były idealne – ok. 25-28 stopni. Chłodno, przyjemnie i jedynie wieczorem trzeba było przywdziać długi rękaw (przy 22 stopniach na motor zakładałam już i sweter i kurtkę), a nocą już przykrywać się cienkim kocem. W domach nie mają tam nawet wiatraków, bo nie potrzeba!

Praktyczne informacje:

  • Gdzie spać w Bandung?
  • Po mieście przemieszczaliśmy się głównie skuterem, za jego wypożyczenie jeszcze nigdzie indziej w Indonezji nie płaciłam tak dużo – 100k/24h
  • Dobrze rozwinięta jest tu sieć małych busików – angkotów, tu ich trasy: http://transportasiumum.com/content/rute-angkot-bandung/
  • Lotnisko jest bardzo blisko miasta – za dojazd Uberem do centrum zapłaciliśmy 30 k. Jego kierowcy nie mogą odbierać pasażerów z terenu lotniska, więc najlepiej przejść kawałek do głównej drogi, „nasz” kierowca złamał ten zakaz i taksówkarska mafia zatrzymała go i tak bezczelnie w biały dzień zabrała mu prawo jazdy!

Nie masz jeszcze Ubera? Wpisując przy rejestracji kod EMILIAS280UE dostaniesz na pierwszy przejazd 75 k (i ja też :)). Uber działa w największych miastach Indonezji – w Dżakarcie, Surabai, Bandung, na Bali i cenowo wychodzi o wiele taniej niż taksówki.

  • Wstęp do Angklung Udjo dla turystów to 100 k, ale wciąż łatwo tam zagadać o bilet dla miejscowych znając parę słów po indonezyjsku – miejscowi płacą 60 k.
  • Wstęp do Kawah Putih to 50k dla zagranicznych i 18k dla miejscowych, do tego dochodzi 15 k za angkota, który jest w sumie obowiązkowy, bo jakby iść tam pod górkę pieszo to pół dnia stracone, to od parkingu spory odcinek
Kawah_Putih_wstep

tablica z cenami przy wejściu do Kawah Putih

20 komentarzy do posta Bandung – indonezyjska stolica zakupów

  1. Tomek napisał(a):

    Nie byłem w Bandung ale znajoma Indonezyjka pokazywałą mi zdjęcia z okolicy i byłem naprawde zaskoczony widokami.

  2. ola i remik napisał(a):

    Z uwagi na opisane przez Ciebie rozkosze podniebienia i niesamowite widoki z krateru już zaczynamy żałować, że nie dotarliśmy do Bandungu. Jak nas jeszcze kiedyś poniesie w Twoje strony to zahaczymy :) pozdrawiamy

  3. Katarzyna Balbierz napisał(a):

    W takim miejscu zakupy można robić bez końca

  4. Monika Grodzka napisał(a):

    Wow, jak pięknie!

  5. Tyna Julia napisał(a):

    chciałoby się więcej zdjęć z takiego miejsca :)

  6. Dee Dorota Lukasik napisał(a):

    Z tego wynika, że obowiązkowo burmistrzami miast powinni być architekci. Pięknie tam

    • Emi w drodze napisał(a):

      Jeśli chodzi o walory estetyczne (bo co innego ja mogłam ocenić po kilku dniach pobytu?) to myślę, że się sprawdzają :) Ale nie wiem jak inne rzeczy w Bandung funkcjonują :P

  7. Eve Grochowska napisał(a):

    Super ! Mieszkałam w Bandung 7 miesięcy, organizując eventy dla Paris van Java :)

  8. Kinga Bielejec napisał(a):

    Brzmi ciekawie… :D Lubię zakupy, a określenie „Paryż Jawy” też mi się podoba!

  9. Magdalena Czekaj napisał(a):

    Super opis. Indonezja na zakupy wogole jest super:) ja wrocilam ze slicznymi i dosc tanimi ciuchami.
    Trzymaj sie! Fajna miejscowke macie to nie dziwie sie, ze ciagle pelno klientow.
    Ps. Napisze co obiecalam napisac i wysle Ci Twoje ladne zdjecia.

    • Emi w drodze napisał(a):

      A gdzie te ciuchy kupowałaś? Bo ja to na ogół lecąc do Polski nastawiam się na zakupy :) Tu fakt dużo jest taniochy, ale jakościowo bida z nędzą, chyba, że w outletach dobrych marek właśnie.

    • Magdalena Czekaj napisał(a):

      W Malang w czyms w rodzaju domu towarowego. Kupilam 3 bawelniane bluzki koszulowe. Goracy muzlumanski kraj jest dla mnie idealny na zakupy – maja lekkie rzeczy z dlugom rekawem;-) ( widzialas jaka jestem bledziutka- musze sie chowac przed sloncem). Byly marek mi nie znanych, za wszystkie zaplacilam mniej niz 10€. Wg mnie dobra cena, jaka mysle, ze ok a we Wloszech czasem ciezko o 100% bawelne.
      Kupimam tez torbe na laptopa marki mamagreen ( http://www.mamagreenlifestyle.com), znasz te rzeczy? Mnie zachwycily- kolorowe, nietypowe i z recyklingowantch elementow ( ta torba juz najtansza nie byla, ale w porowbaniu do tego co we Wloszecg moge znalezc to calkiem calkiem cena).
      Maz mi sprezentowa na Bali sukienke ze sklepu z batikiem- ona byla piekna i juz nie tania.

    • Emi w drodze napisał(a):

      Nie znam! Już obczajam :) Ja właśnie rzadko spotykam tu przewiewne ciuchy z lekkich materiałów, większość to poliester czy inne sztuczności, w których pot się leje strumieniami. Zawsze mnie zastanawia czemu oni nie szyją ciuchów z naturalnych materiałów skoro tak się zakrywają, dużo chłodniej by im było!

    • Emi w drodze napisał(a):

      A batikowe sukienki woziłam do Polski na sprzedaż i miały powodzenie :) Ale to nie są ciuchy, które nosi się na codzień.

    • Magdalena Czekaj napisał(a):

      To mialam szczescie do tej bawelny! Chociaz przyznaje, ocenilam na oko, bo na metce informacji z czego i gdzie uszyte nie bylo… ale po noszeniu oceniam, ze napewno bawelna.
      Powiem Ci ze w Yogayakarcie rzeczywiscie poza batikiem jakos nic sobie nie wypatrzylam. A w Malang bym wykupila pol sklepu :)
      A i ja mieszkanka okolic Mediolanu tez uwazam, ze tu sie wcale fajnie zakupow nie robi- chyba, ze w outlecie lub jak masz duuuuuzo kasy. Wiec w nowej okolicy to latwo chyba sie nowymi miejscami zakupowymi zachwycic ( jak ja w Indonezji), ale byc moze na dluzsza mete nie jest tak super.

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)