Wejście wiatru

Na co choruje się najczęściej w kraju trzeciego świata, Indonezji? Malarię, tyfus, cholerę? Wszystkie te choroby można tu jak najbardziej załapać, ale mało który miejscowy o nich coś wie. Za to każdy boi się… masuk angin. Czym jest ta tajemnicza „choroba”? Polskie mamy straszą dzieci wilkiem. W Indonezji za to wszystkiemu winien jest… wiatr!

Odbija ci się? Masz wzdęcia? Ból głowy/brzucha/gardła/mięśni, zatkany nos, a nawet gorączkę? Wyjaśnienie jest jedno – to z pewnością „masuk angin”, czyli najzwyczajniej w świecie „wszedł w Ciebie wiatr” [w bahasa indonesia ‚masuk’ = wejście, ‚angin’ = wiatr]. Objawia się różnie. Jako, że służba medyczna w Indonezji jest na kiepskim poziomie, sporo chorób i drobnych dolegliwości, które nie mają innego wyjaśnienia tłumaczy się wiatrem właśnie. Zwykłe przeziębienie czy niestrawność w Indonezji zostanie podczepione pod masuk angin. Złe samopoczucie z powodu niewyspania czy przemęczenia/przepracowania też tak nazwiemy, chociaż nie odkryłam jeszcze ich związku z wiatrem.

Jak tego uniknąć? To proste! Jak bardzo upalnie by nie było, jadąc motorem zakładaj kurtkę. Nie martw się, jeśli nie pomyślałeś o tym, żeby zabrać ją w tropiki – kupisz ją tutaj, nawet taką z futerkiem przy kapturze. Rękawiczki w razie czego też dostaniesz (mają ten dodatkowy atut, że chronią przed słońcem!). Jadąc autem, upewnij się, że wszystkie oknazamknięte i nie przedostanie się przez nie żaden niechciany podmuch. Jak ognia unikaj deszczu. Nie wchodź do zimnej wody, kiedy temperatura osiąga 35 stopni i to jedyne, na co masz ochotę, a tym bardziej nie bierz prysznica po zmroku! Nie jedz lodów i nie pij zbyt dużo zimnego, kiedy czujesz, że się topisz. Na dodatek nie zbliżaj się do wiatraka, a już na pewno nie zostawiaj go włączonego na noc! Wysypiaj się i nie jedz zbyt dużo gorengan, czyli smażonych dań. Proste? No niekoniecznie ;)

Gdyby masuk angin znana była w Polsce, nie mielibyśmy niestrawności, nie przeziębialibyśmy się, nie byli niewyspani czy przepracowani. Życie byłoby prostsze! W indonezyjskiej telewizji nie ma wielu reklam środków na zgagę, stres czy alergię. Jest za to reklama cudownego środka na wszystko – tolak angin.

DSCN0083

Ten ziołowy płyn w saszetce i jego podróbki dostępne są w każdym najmniejszym indonezyjskim sklepiku. Jego główne składniki to mięta, imbir, liść goździka i koper. Można wybrać wersję z dodatkiem miodu, cynamonu, gałki muszkatołowej, a nawet kawy. Smakuje…ziołowo, czyli coś jak bezalkoholowy Jägermeister ;) Saszetka do przygotowania szklanki napoju kosztuje ok. 50 groszy. W przypadku masuk angin należy go pić 3x dziennie aż do poprawy samopoczucia.

Co miesiąc w Indonezji sprzedaje się 58 milionów saszetek tego specyfiku – na ok. 250 milionów mieszkańców. Powodem do dumy Indonezyjczyków jest fakt, że można go kupić nawet w Australii, Holandii czy Stanach – bo tam ich wielu wyemigrowało. Na portalach społecznościowych pojawiają się zdjęcia gwiazd przyłapanych na piciu tolak angin. Ostatnio był to Ryan Gosling, któremu zza pazuchy wystawało jego opakowanie.

Jakby mało było cudownych właściwości leczniczych, tolak angin zapobiega też chorobie lokomocyjnej (działa, sprawdzone na własnej skórze!). Szkoda, że u nas zioła cieszą się tak małą popularnością, a byle kichnięcie zwalcza się tabletkami…

Jeśli ziółka nie pomogą, jest jeszcze drugie wyjście – kerokan, czyli masaż monetą. Mocne tarcie pleców monetą o gładkich brzegach (najlepsza jest ta o nominale „1.000”) lub specjalnym drewnianym „ustrojstwem” pomaga wypędzić wiatr z ciała. Mocnoczerwone pręgi po masażu są dowodem na to, że jesteśmy chorzy. Potwierdzam- masaż miałam robiony, kiedy byłam zdrowa i pręgi zniknęły po kilkunastu minutach, z tą samą siłą dostałam go potem, gdy się przeziębiłam i był wtedy o wiele bardziej bolesny, a czerwień na plecach utrzymywała się przez prawie 3 dni. Najlepszym potwierdzeniem skuteczności masażu jest ponoć… odbijanie się i puszczanie wiatrów w trakcie jego trwania. Mówi się też, że zaangażowanie masażysty, który sam podczas jego trwania beka, wzmacnia efekt działania kerokan. A poza masażem monetą znają tu też stawianie baniek – żeby było śmieszniej, ta metoda lecznicza nazywa się… ‚bekam’.

kerokan

po lewej- ślady na plecach zaraz po wykonaniu kerokan, po prawej- dzień później

DSCN0084

maszynka do masażu

I wiecie co? Naprawdę łatwo się wciąż przeziębiać w tropikach! Gdy mieszkałam w pokoju z klimatyzacją, non stop chodziłam zakatarzona kiedy była ustawiona na 20 stopni. Metodą prób i błędów ustaliłam idealną dla mnie temperaturę do spania – 25 stopni. Teraz mieszkam bez klimy. Śpię oczywiście bez wiatraka, nie chcę ryzykować złapania masuk angin ;)

Zobacz post o innej, poważniejszej tropikalnej chorobie, gorączce denga.

Podobne wpisy:

34 komentarzy do posta Wejście wiatru

  1. Andreas napisał(a):

    Emilio,

    Podobny masaz o ktorym piszesz zostal mi zrobiony kilka lat temu na Tajwanie.
    Podlapalem grype z duza goraczka. Moja miejscowa wspolpracownica zaprowadzila mnie na taki masaz. Facet tarl mnie deseczka przez jakies 40 minut od plecow po szyje, tak jak by wymiatal. Efekt na nastepny dzien czulem sie normalnie i moglem bez problemu odbyc prawie 28 godzinna podroz powrotna do domu. Efekt uboczny – ciemnoczerwona szyja (mam zdjecia!). W domu zona sie smiala, ze ktos mnie pozadnie zbil!
    Wiele zeczy powinnismy sie nauczyc od kultury dalekiego wschodu!!!

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Oj tak, medycyna alternatywna to potęga! Ja się jej powoli uczę, szkoda, że w Polsce takie rzeczy są wyśmiewane i zapominane na rzecz antybiotyków.

  2. Po Dróżnik napisał(a):

    A ja wszystkim polecam klasykę gatunku – coca cola !
    Pomaga na wszelkie brudy z łap kucharzy, brudne widelce i noże obcierane zamiast mycia na zapleczu warunga i wydawane ponownie białasom, wodę z ujęci w postaci lodu dla tych którym 30 st. wysusza gardło … i tym co łapią anginę lub podsuszają zatoki ! wiatrakiem przez noc lub siedząc w bungalowskich chatach z wiatrakami pracującymi na max-a . A to nie nazywa się masuk angin , tylko …. głupota potoczna i brak zdrowego myślenia na wyjeździe w świat. Może warto zaczem się ktoś ruszy na kraniec świata pomyśleć dwa razy , czy rzeczywiście muszę robić te wszystkie rzeczy ktore mnie przyblizają do „masuk angin” ?

    Zwiedziłem Laos,Kambodżę, Wietnam,Tajnlandię,Bali, Gwatemalę, Honduras, Beliz, Sri Lanke, Indie , Meksyk, Sudan, Egipt , Libie , Maroko, Dominikanę, Haiti … i nigdzie nie dostałem nawet „zemsty faraona” , ani „Klątwy Szejka Machtuma’, ani dongi, ani potocznej polskiej znamienitej sraczki. Uważanie co się je i nie jedzenie czego n=się jeść nie powinno oraz zachowywanie podstawowej czystości wielokrotnie w ciągu dnia i nie kałdzenie np szczoteczki do zembów , maszynki do holenia , kremów otwartych , używanie wszeystkiego jednotazowo w maych opakowaniach, nie jedzenie w miejscch gdzie tylko jedzą turysci …a tam gdzie posiłki spozywają lokalsi , nie dawanei się namawiać na wszytko bo warto sprobwać ! jak nowy dring z lodem w meksykańskiej knajpie , lub na tajlandzkiej wyspie..gdzie wod abyła nie wiadomo z jakiego źródła , picie tylko butekowanych napojów … to jest przygotowanie się na podroż w ktorej pamiątką nie jest ” masuk angi” tylko piekn e wspomnienia niczy nie zaburzone :0 – czego wszystki życzę „RYZYKANTOM” I „NAKRĘCONYM NA MAX-A” , a nie każdy ma możliwość taką jak Emilia, dzielenia wymarzonej podróży na przed dongą i po dondze. Pozdrawiam .

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Co to jest „donga”? :)

      W dużej mierze się zgadzam z tym co piszesz (przecież w tym tekście piszę właśnie o tym, jak uniknąć masuk angin, przeczytałeś go przynajmniej?), choć fanką coli nie jestem, bo to sam cukier, też trucizna – z tego względu zamiast coli wolę tolak angin bez cukru – ale w końcu każde dziecko wie, że została kiedyś opatentowana jako lekarstwo i była w aptekach sprzedawana, do teraz lekarze sami ją polecają na kłopoty żołądkowe (koniecznie wygazowaną).

      Niestety nie jest to tak proste jak piszesz, ja podróżując też nie chorowałam, mimo że jadłam w różnych miejscach, na które inni turyści nawet by nie spojrzeli, dopiero mieszkając w Azji dłużej widzę, że nawet ci, co latami mieli szczęście, chorują, sama zresztą mam coraz więcej problemów ze zdrowiem mimo że bardzo uważam na to, co jem.

      Co do jednego muszę mocno zaprotestować: „używanie wszeystkiego jednotazowo w maych opakowaniach” – toż to zbrodnia dla matki Ziemi, absolutnie nie popieram!

  3. Beata napisał(a):

    Witam.
    Chyba jesteś moim zbawieniem. Jestem w Medan już trzeci tydzień (praca) i tak się doprawiłam że żadne środki na przeziębienie z Polski na mnie nie działają . Widziałam te specyfiki w sklepach ale jak nic człowiekowi nie dolega to nie zwraca na nie uwagi. Dzisiaj padłam i leżę cały dzień w łóżku. Zaraz pomykam na stację benzynową po Twój specyfik. Mam nadzieję że mi pomoże.
    Pozdrawiam. Beata.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Hahaha :) I co, zadziałało?

      • Beata napisał(a):

        Podziałało ;) .Już dużo lepiej . Chyba obkupię się i zabiorę ten specyfik do domu. Nie ma jak natura na przeziębienie. Pozdrowionka.

      • Emiwdrodze napisał(a):

        Widocznie to nie było przeziębienie tylko masuk angin :P Ja używam na wszystko – ból głowy, brzucha, na kaca nawet :)

  4. Bru KamIlka napisał(a):

    masuk angin!!!! a fuuuuuu!!!!!

  5. Iwona Smolka napisał(a):

    wirus przez skypa?

  6. boliviainmyeyes napisał(a):

    Ziola zawsze beda lepsze od chemii, a masaz z wykozystaniem monety pamietam z dziecinstwa. Wykonal mi go rosyjski masazysta, probujac zwalczyc skolioze. Pamietam, ze na tydzien przykleil mi monete na punkt, gdzie mial mi wyrosnac garb. Do dzis go nie ma, wiec chyba zadzialalo (odpukuje w niemalowane!):)

  7. Between via Facebook napisał(a):

    Nazywam to zjawisko PRĘGI. Wiatr wychodzi z ciała tylko jedną drogą- przez otwarte pory w skórze. Logiczne. ;) A wspomniany specyfik jest wyjątkowo obrzydliwy w smaku i zapachu. Moja rodzina mimo to, aplikuje go sobie z wielką ochotą. Ja się przyglądam :)

  8. Adrianna Suwald napisał(a):

    Bardzo ciekawe! Brazylijczycy twierdzą, że za wszelkie choroby odpowiedzialne jest niepicie soków i wody i to tymi specyfikami powinno się leczyć wszelkie dolegliwości. Na biegunkę pomaga woda kokosowa, a na przeciwny problem sok z papai. Za to jeżeli sokoterapia nam nie pomoże, to na 100% mamy denge i możemy szykować się na drugi świat…

  9. obserwatore.eu napisał(a):

    Po wojażach chińskich i tysiącu masażach już wiem, że jak mnie coś bierze nie wolno robić masażu bo wirus (czy bakteria czy coś tam) rozprowadza się po organiźmie i bardziej cię choróbsko weźmie. Podkreślane przez Chińczyków wielokrotnie i sprawdzone (choć nie wiem na czym to polega). I oczywiście dotyk podczas masażu czuje się inaczej jak cię coś bierze.

    Może więc i te pręgi w związku z tym właśnie? Ciało jest bardziej delikatne.

    A swoją drogą „oddźwiękowa” pomoc masażystów – bezcenna! ;)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      to ciekawe! Mi tu powtarzają, że to właśnie zatrzymuje rozwój choroby, i komu wierzyć? Konsultacja z lekarzem by się przydała ;) Ja u siebie zauważyłam poprawę samopoczucia po kerokan, ale kto wie, może to siła autosugestii :) Inna sprawa, że (przynajmniej wg Indonezyjczyków) ten masaż stosuje się przy „złapaniu wiatru”, a nie wirusowych/bakteryjnych chorobach :P

      • obserwatore.eu napisał(a):

        Może więc zależy od typu masażu? W Indonezji nie miałam masażu ale miała znajoma – masaż brzucha. Poszła się kąpać i zaraz potem zaczęła się zwijać z bólu brzucha. Miejscowi uznali, że dlatego, że wykąpała się w miejscu gdzie nie wolno bo miejsce przeklęte i masaż był wzmocniony dodatkowymi rytuałami. Po masażu ból ustąpił…

      • Emiwdrodze napisał(a):

        czary! :)

  10. podróżna napisał(a):

    Strasznie wyglądają te plecy, kto Cię na to namówił? :P Czy może to ciekawość?

    Jeżeli chodzi o medycynę naturalną to przecież od dawna wiadomo, że często „babcine metody” są lepsze niż faszerowanie się tabletkami z byle jakiego powodu.

    • podróżna napisał(a):

      Widzę, że siostra się dorwała do komputera i już wcześniej komentowała. :P

      • Emiwdrodze napisał(a):

        o, to was jest dwie? :) Nikt mnie namawiać nie musiał, sama chciałam spróbować, lubię takie naturalne nowinki i teraz sama się kerokanu dopraszam, jak czuję, że mnie rozkłada!

  11. Adam napisał(a):

    Dokładnie szkoda, że zioła w Polsce są tak „olewane”. Wszyscy lecza się tabletkami i nic innego do siebie nie dopuszczają. A ziółka przecież są zdrowsze od chemii. Tak wiec ludzie pijmy więcej ziółek :)

  12. podróżna napisał(a):

    Jeden cudowny środek na wszystkie dolegliwości naprawdę ułatwiłby nam życie – a tak musimy się zastanawiać, czy potrzebny nam syrop na suchy, mokry czy mieszany kaszel ;)
    Pozdrawiam

  13. Trochę mi się odechciało wychodzić z domu;)

  14. nie wygląda to najlepiej

  15. Julia Anna Raczko via Facebook napisał(a):

    Te plecy po monetach wyglądają przerażająco Emi!!!

  16. baixiaotai napisał(a):

    o, to niewątpliwy wpływ medycyny chińskiej na Indonezyjczyków :) U nas stosuje się takie same zabiegi, a i nazwy są związane z wiatrem. Podobne są też rady dotyczące tego, jak „nie złapać wiatru” :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      o proszę, nie miałam pojęcia, że to też od nich przyszło, Indonezyjczycy chwalą się tym jako swoim ;) Wpływów chińskich ogólnie jest tu sporo, tak jak samych Chińczyków

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)