Gili Trawangan – nie taka wcale imprezowa!

Gili T, czyli Trawangan, była jedną z trzech Gili, z wizyty na której byłam skłonna bez żalu zrezygnować. Popularna głównie wśród młodych backpackerów z Wysp Brytyjskich czy Niemiec, ma opinię najbardziej imprezowej. Pech chciał, że mój towarzysz podróży upierał się, aby właśnie tam popłynąć. Tym razem musiałam więc pójść na kompromis, ale, ku mojemu zaskoczeniu, wcale nie było tak źle!

Mój Indonezyjczyk wychowany w katolickiej wprawdzie rodzinie, ale muzułmańskim otoczeniu, nie miał  za młodu dostępu do klubów, imprez i innych rozrywek, żeby się „wyszumieć” jak przeciętny europejski nastolatek. Na wieść o wizycie na Gili ciągnęło go więc na tę najbardziej ponoć imprezową, żeby na własne oczy zobaczyć (i po powrocie kolegom niedowiarkom opowiadać!) „z czym to się je?”. Jak to tak ludzie idą gdzieś tańczyć całą noc i nad ranem zalani w trupa wleką się do hotelu, nie mogąc odnaleźć do niego drogi?! To się dzieje naprawdę czy to tylko niestworzone historie z amerykańskich filmów?

imprezowicze_Gili-Trawangan

się dzieje – syndrom dnia poprzedniego

Port_Trawangan

Już ilość ludzi w porcie po przybiciu na wyspę nie nastrajała mnie pozytywnie.

No dobra, wygooglowałam, że i na Gili T są miejsca, w których da się uniknąć imprez do rana, jest więc szansa, że tam nie zwariuję. Stanęło na tym, że płyniemy, i że on może sobie chodzić na imprezy sam, ale śpimy gdzieś na drugim, spokojnym końcu wyspy. Oczywiście konfrontacja tych wyobrażeń z rzeczywistością była bolesna – wiadomo przecież nie od dziś, że najtańsze noclegi są w wiosce, zaraz obok meczetu, bo tam mało kto chce spać, a na błogim zaciszu są same luksusowe hotele. Po pierwszej nocy uciekliśmy z naprędce znalezionego taniego hotelu cali pogryzieni przez pluskwy, aaa! Kolejny pokój, mimo, że oprócz pysznych naleśników z ananasem na śniadanie nie wyróżniał się niczym szczególnym (Edy Homestay), jako jeden z niewielu na wyspie (takich się opinii nasłuchałam już na miejscu i wcześniej) ich nie miał :) Na szczęście wycie z meczetów jest tu jakby przyjemniejsze, nie tak denerwujące jak na Jawie. A może tylko tak mi się wydaje, bo na wakacjach jestem zrelaksowana? ;) Jeden z nich słychać nawet na plaży, ba, i pod wodą przy snurkowaniu! Zastanawiam się kto tu w ogóle do tych meczetów chodzi, bo większość mieszkańców wygląda i zachowuje się dość zachodnio, poubierani są w (często nawet oryginalne!) koszulki Rip Curla, Quicksilvera i innych australijskich marek surferskich, ale ktoś musi, skoro budują kolejny, olbrzymi, na bogato. Widać, że biedy tu nikt nie klepie i dzięki turystom żyją sobie na przyzwoitym poziomie. Jednocześnie wcale nie odbiła im palma i można tu z ludźmi normalnie pogadać, powiedzą gdzie najtaniej dobrze zjeść, a nie tak jak na innych wysepkach skierują do drogiej knajpy znajomego.

Może powinnam zacząć od tego, że na Trawangan dotarliśmy poza sezonem, w grudniu. Od czasu do czasu padało (w tym roku pora deszczowa dzięki el nino jakaś taka niewydarzona), słońce nie pokazywało nam się często i niebo wcale nie było niebieskie jak w folderach reklamowych. Jak dla mnie to tylko zaleta, bo tłumów było zdecydowanie mniej, przynajmniej z tego, co mówili miejscowi. Podobno w szczycie sezonu ciężko znaleźć tam wolny pokój i na głównym deptaku tworzą się korki – a przecież nie ma tu aut czy motorów, tylko dorożki, rowery i piesi! Ruch na wyspie jest szalony – a to przez…konie! Zasuwają po deptaku nadmorskim z prędkością światła, a piesi i rowerzyści muszą się chować. Bryczkami przemieszczać się tu najlepiej (chociaż niekoniecznie tanio).

Trawangan_deptak

d(r)eptak

deszcz_Trawangan

Popadało

DSCN2888

Lubię sobie leżeć na plaży i prowadzić małe obserwacje socjologiczne ;) Z niedowierzaniem podglądam, w jakiej harmonii żyją tu ze sobą dwa różne światy – opakowane w chusty z nieprzewiewnego materiału muzułmanki moczą się w wodzie obok zachodnich, bezwstydnie porozbieranych turystek. Coś pięknego. Jestem w szoku, że TAKA Indonezja istnieje, bo jest zupełnie inna od tej, którą znałam do tej pory. Podoba mi się, że nikt się tu na mnie, jak na innych indonezyjskich wyspach, nie gapi jak na kosmitę, bez najmniejszego skrępowania mogę tu na plaży przywdziać bikini (kto by pomyślał odważyć się na taki krok na Jawie!), a jednocześnie nie traktują mnie (no może z wyjątkiem nadmorskiego deptaka, gdzie grasują sami sprzedawcy) jak chodzący bankomat. Cieszę się, że mogę najnormalniej na świecie wyjść z domu (tfu, hotelu) piechotą do sklepu, że nikt na mnie nie trąbi, nikt się nie ślepi ani nie zaczepia, jest tak…po prostu normalnie. I tym sposobem z planowanych max. 3 dni na Gili T. zrobił nam się tydzień!

bikini_Indonezja

dwa światy

DSCN2787

zwierzakom obecność turystów też wydaje się nie przeszkadzać :)

Praktycznie każde domostwo na wyspie ma pokoje na wynajem, i choć wybudowało się tu już też sporo hoteli i hotelików dla backpackerów, w zeszłym roku wprowadzono nowe regulacje wspierające lokalne biznesy – nie można już otwierać nowych dormitoriów z więcej niż trzema łóżkami ani nazywać hotelików z wykorzystaniem słowa „backpacker”. Ma to dawać zarobić miejscowym rodzinnym homestayom, a nie przyjezdnym z innych wysp czy obcokrajowcom.

Tralala_homestay

Niektórzy tak nazywają Trawangan

Przyjemne są poranki na Trawangan – ja, która na co dzień spać chodzę dużo później niż „normalni” ludzie, tu byłam jedną z wstających najwcześniej, tak, że chłopcy hotelowi dopiero przewracali się na drugi bok. Na śniadanie musiałam więc czekać dość długo – ale kto by się tym na wakacjach przejmował. Plaże wciąż były puste, bo imprezowicze długo odsypiali zakrapianą noc. Imprez na szczęście łatwo udawało się uniknąć, bo codziennie była jedna wielka w innej części deptaka i tłumy waliły głównie do tej jednej knajpy.

DSCN2812

W przeciwieństwie do Meno, na Gili T nie wszystko jest tak sztuczne i przeznaczone dla turystów, bo miejscowych jest tu najwięcej z trzech Gili i przecież muszą gdzieś jeść. Tylko tu udało nam się znaleźć tanie, lokalne knajpki, ludzie są pomocni (oczywiście ci w wiosce, którzy nie próbują niczego sprzedać), w bocznych uliczkach toczy się normalne życie – jeżdżąc rowerem widzieliśmy różne swojskie scenki, np. kobitkę napełniającą wodą z węża butelki po wodzie. Mieliśmy tylko nadzieję, że to nie to, co potem pijemy w knajpach… Co mnie uderzyło to że miejscowi bardziej dbają o środowisko niż chyba gdziekolwiek indziej w Indonezji – na ulicach jest czysto, ciągle widzę jak ktoś zamiata swój teren zamiast wisieć całe dnie w hamaku! I to nie wymiatają syfu na ulicę jak to się obserwuje na innych wyspach, tak, żeby wiatr za chwilę przywiał go z powrotem, ale po cywilizowanemu na zmiotkę i do śmietnika – a tych jest tu sporo. Na dodatek szukają tu wolontariuszy do wyłapywania bezdomnych kotów do sterylizacji (dla porównania na Jawie od weterynarza usłyszałam, że kastracja kota to jakaś fanaberia i ona nie wie gdzie to można zrobić). No taka Indonezja mi się podoba!

W ciągu dnia i wieczorem można tu sączyć drinka na plaży, zjeść rybkę z grilla na stole ustawionym na piasku, poddać się masażowi w pięknym (tak położonego jeszcze nigdy nie widziałam!) salonie z widokiem na morze i Rinjani czy wybrać na snorkellingową wycieczkę łódką z przezroczystym dnem. Jest w czym wybierać! Mają tu knajpy na przyzwoitym poziomie, w niektórych po jakości wystroju i obsługi widać, że właścicielami muszą być obcokrajowcy lub przyjezdni z Dżakarty. Najlepiej przyjechać na Trawangan z wypchanym portfelem, żeby można było z tego wszystkiego korzystać ;) W opiniach o jednym z hoteli wyczytałam, że „śniadanie było kiepskie, a właściwie to nigdy go nie próbowaliśmy, bo i po co, skoro na deptaku można coś dostać za jedyne 5 dolarów”. Goście z Australii oczywiście. Wyobrażacie sobie, śniadanie za 5 dolarów w Indonezji? Ja nie wiem co to musiało być, chyba jajecznica ze złotych jaj ;) Wybitnie drogo jednak nie jest, wręcz najtaniej z wszystkich trzech Gili jeśli jada się w miejscowych warungach (my stołowaliśmy się w warungu Sasak). Przy przystani można kupić ryż z dodatkami zawinięte w liść bananowca w kształcie piramidki – nasi campur, za 15k.

Nasze inne odkrycie to knajpa Ocean 2 (obok popularnego baru reggae Sama Sama). Codziennie mieli wszystkie makarony za 20 k (całkiem pokaźna porcja, w tym niektóre z prawdziwym bekonem i importowanymi serami!), a pizze za 38 k. Plus do tego skromny bufet sałatkowy i zupa gratis. Któregoś wieczoru jemy tam kolację kiedy ktoś woła na alarm. Łódka zacumowana zaraz obok się topi! Natychmiast zbiega się tłum do pomocy, aż serce rośnie! Lokalsi razem z turystami ciągną za liny i po kilkunastu minutach, jeszcze zanim kończymy jeść i decydujemy się też podbiec na pomoc, udaje im się wylać wodę z półzatopionej łodzi i wyciągnąć ją na brzeg.

DSCN2817

Z drugiej strony – mają tu chyba najdroższy night market w Azji Pd.-Wschodniej – za niespecjalnie wypasioną kolację płacimy aż 90 k (+/- 27 zł) na 2 osoby. Już niektóre knajpy na brzegu morza są tańsze! Za to ciasta i desery jak na Azję mają tam przepyszne.

Trawangan_night-market

Night market

DSCN2882

I co by tu dzisiaj…?

mural_Trawangan

Na Trawangan doznałam olśnienia – też zostanę artystką! ;) To oto malowidło zainspirowało mnie do stworzenia własnego na ścianie jednego z naszych pokoi gościnnych w Yogyi.

Obsługa większości hoteli sprawia wrażenie (zresztą to wcale nie wrażenie!) jakby wiecznie była na haju, nie raz, nie dwa oferowali nam coś do zapalenia. Bez problemu znaleźć też można coś mocniejszego. Jeszcze w ciągu dnia na ulicach pojawiają się wracające z nurkowania grupki kupujące kolorowe tabletki czy biały proszek i spożywające je na miejscu, na środku deptaka, nie kryjąc się przed nikim. Niezły widok w kraju, w którym za posiadanie narkotyków grozi (i jest jak najbardziej wykonywana) kara śmierci przez rozstrzelanie. Na żadnej z trzech Gili nie ma policji, a porządku pilnują miejscowi, ustalając własne zasady. Można pomyśleć, że jest się w Tajlandii czy Wietnamie, tylko dźwięki z meczetu przypominają o tym, że to ciągle muzułmańska wyspa.

Zachodnia strona Gili T słynie z… jak łatwo się domyślić, zachodów słońca. Jest tu kilka w ciągu dnia pustych knajpek, które przeżywają oblężenie, kiedy słońce chyli się ku horyzontowi. W tej okolicy popołudniami w wodzie przesiadują konie (i ich jeźdźcy). Można się na nich przejechać po brzegu. Podoba mi się to do czasu kiedy chłopaczki je ujeżdżający zaczynają je z zawzięciem biczować, bawiąc się przy tym przednio. Wkurzam się i odchodzę, zostawiając im wiązkę przekleństw, bo aż mi się krew zagotowała, ale zdaję sobie sprawę, że to i tak na nich nie robi wrażenia. Ciężko Azjacie wytłumaczyć, że zwierzęta też boli.

DSCN2837

konie_Trawangan

Smutek mu z oczu patrzał :(

DSCN2871

Zawiedziona snurkowaniem z brzegu (gdzie te żółwie?!), mimo niepokojącego stanu tutejszych łódek, zdecydowałam się wreszcie na wycieczkę snorkellingową. Postanowiłam sobie, że nie opuszczę Gili dopóki nie zobaczę choć jednego żółwia – bo z nich te wysepki słyną.

W morze wypłynęłam razem z Kasią, dziewczyną, która wraca do Indonezji jak bumerang ;) Kiedyś tylko czytała mojego bloga, a teraz, po dwukrotnych już odwiedzinach w Jogji, gdzie znajomość wirtualną przekułyśmy w plotki przy Bintangu, postanowiła dołączyć do nas na Trawangan.

DSCN2999

Snorkelling był całkiem udany. Ze wszystkich trzech Gili wycieczki łódkami zabierają turystów w te same punkty. Nie są wcale tak daleko od brzegu i dobry pływak dałby radę do nich dobić z plaży, jednak ja przy silnych prądach między wysepkami i dużych falach, jakie trzeba było tego dnia pokonywać, nie podjęłabym się tego na pewno. Łódka miała szklane dno, można więc było obserwować rafę siedząc – zaskakująco dużo było przez to okienko widać! Już pod wodą oglądaliśmy wrak statku (utknął bardzo płytko!), kolorowe rybki, udało mi się wypatrzeć dwa żółwie, a nawet ławicę małych rekinów!

DSCN2976

DSCN2902

zolw_Gili-Trawangan

nareszcie!

DSCN2927

rekiny_Gili-Trawangan

bliskiego spotkania nie było! Te miały max. pół metra i pływały sobie w bezpiecznej dla moich nerwów odległości :)

Pewnie zupełnie inne odczucia odnośnie Trawangan miałabym gdybym przyjechała do Indonezji tylko na wakacje. Odrażałaby mnie zachodniość tej wyspy. A tak, na kilka dni odskoczni od indonezyjskiej codzienności i egzotyki, którą mam przecież na co dzień przez cały rok bez wytchnienia, było mi tu idealnie! Nie takie to „Gili Ti” straszne – choć to Air jest wciąż moją ulubioną z trzech Gili.

Ceny na Gili Trawangan:

  • nocleg – ok. 150 k za przyzwoity pokój z wiatrakiem i śniadaniem, od 200 za pokój z klimą
  • jedzenie – lokalny warung od 15 k, knajpy nad brzegiem morza – od 30-40 w górę
  • 1,5 l wody mineralnej – 7-10 k (najtańszy był supermarket Aldy trochę schowany w głębi wyspy)
  • piwo w knajpie – od 25 k
  • wypożyczenie maski z rurką na cały dzień – 20 k
  • rower na 24 h – od 25 k
  • kilkugodzinna wycieczka snorkellingowa – 75 k (normalna cena to 90-100 k, ale na krótko przed wypłynięciem bardzo schodzą z cen)

14 komentarzy do posta Gili Trawangan – nie taka wcale imprezowa!

  1. Tomek napisał(a):

    Cześć Emi. Komentuje twoje artukuły bo pomogły mi się przygotować do mojej podróży. My na Gili T bylismy 3 dni. Wysepka ma w sobie dużo uroku zwz na swoją wielkość i ładne widoki w strone Bali i Lombok. Jednak jak dla mnie jak ktoś nie przepada za turystycznymi miejscami to można sobie spokojnie darować a zamiast tego poświęcić więcej czasu na wyspe Lombok która jest w pobliżu a która zostawiła na mnie i na wielu spotkanych naprawde ciekawe wspomnienia.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      cześć! Zawsze miło przeczytać nowy komentarz :) Oczywiście Gili T jest do szpiku turystyczna już od dawna, a pewnie co sezon to gorzej. Ja na szczęście byłam tam poza sezonem i nie ukrywam, że szukałam wtedy właśnie trochę bardziej zachodnich klimatów, bo byłam za tym stęskniona. Wg mnie Lombok jest przepiękny, bez porównania ładniejszy od którejkolwiek z Gili, ale ludzie mniej przyjaźnie nastawieni do turystów – ale o tym było w innym wpisie.

  2. DAmianP napisał(a):

    Witam, na jaką pogodę moge liczyć koniec paździenika początek listopada na Gili?

  3. Podróże bez ości napisał(a):

    Dla mnie Gili Trawangan jest numerem 1 :). Jest dużo czystsza niż inne wyspy i każdy znajdzie tam coś dla siebie. Byłem tam w czerwcu. Pozdrawiam

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Czysta jest bardzo, to prawda! Aż nie mogłam wyjść z podziwu, że takie rzeczy w Indonezji :P Czerwiec to już początek sezonu, pewnie było już więcej ludzi niż w czasie mojego tam pobytu w grudniu, ja stawiam jednak na mniej zatłoczone miesiące! :)

  4. Karolina napisał(a):

    Ja chcę nurkować na Gili!

  5. Damian Chrystian napisał(a):

    Ten dach parasolek chyba nie pomógł na deszcz :D

  6. Agnieszka Ptaszyńska napisał(a):

    rzadko mnie ruszają zdjęcia tropikalnych rajów. Ale tak mi zimno dzisiaj :/

  7. Anna Jaklewicz napisał(a):

    A latem byłaś? ;)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)