W oparach siarki – Ijen

Kolejna już wspinaczka pod osłoną nocy. Podróżując po Jawie ciężko się wysypiać! Warto jednak znów zarwać nockę, aby w kłębach dymu wydostającego się z głębi Ziemi podziwiać niebieskie płomienie, a potem wschód słońca nad jeziorem siarkowym.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

„Ijen” to po jawajsku „samotny”

Indonezyjczycy nazywają go „kawah Ijen”. „Kawah” to po prostu „krater”. Nie wiem, skąd wzięła się jego nazwa, bo cała kaldera ma prawie 20 km średnicy i w jej obrębie znajduje się kilka innych wulkanów. Ijen jest najbardziej znanym z nich, głównie za sprawą tutejszej kopalni siarki i górników w niej pracujących. Na samotność chyba narzekać nie może :P

Sam Ijen wybucha rzadko, ale pobliski wulkan Raung, najwyższy w okolicy (3332 m) w lipcu tego roku dość długo i intensywnie wypuszczał chmury popiołu, skutecznie blokując przelot nad okolicą samolotom i wstrzymując ruch na lotnisku w Denpasar (Bali). Wybierając się w te rejony, jak w pobliże wszystkich aktywnych wulkanów w Indonezji zresztą, trzeba wziąć pod uwagę potencjalne ryzyko. Na skraju krateru wisi zresztą tablica ostrzegająca przed schodzeniem w dół krateru. Jest to zabronione, ale zarówno turyści, jak i lokalni przewodnicy nic sobie z tego nie robią.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Na Ijen wybieram się wraz ze Sri, dziewczyną z Sarongan, która, mimo że mieszka tak blisko wulkanu, nigdy tu jeszcze nie była! Podczas dwudniowej wycieczki do Sukamade zżyłyśmy się i wraz z Asią zaproponowałyśmy jej, żeby dołączyła też do nas w drodze na Ijen, już jako towarzyszka podróży, a nie przewodniczka. Poprosiła więc męża o zgodę (:D) i jako, że nie miał nic przeciwko, pojechała z nami. Sri dzieli z nami pokój w hotelu w Banyuwangi i jest bardzo zdziwiona kiedy oczekujemy od niej dzielenia kosztów za nocleg i przejazd na krater. Uprzedzałyśmy ją, że na Ijen jedzie z nami już jako koleżanka, bo przewodniczki nie potrzebujemy, ale widać, że i tak jest mocno rozczarowana. Próbuje się wykręcać mówiąc, że nie wzięła ze sobą wystarczająco dużo pieniędzy, ale nie dajemy się nabrać na takie sztuczki i w końcu płaci, ale niesmak pozostaje.

Gdzieś po drodze nastraszyli nas, jak strome i trudne jest podejście, a potem zejście do Ijen, w ostatniej chwili zrezygnowała więc Asia, która miała świeżą kontuzję kolana. Ja z przejęcia (a może dlatego, że nigdy nie chodzę spać tak wcześnie? :P) nie zmrużyłam oka przed wyjazdem na krater. Z Banyuwangi wyruszyliśmy o 1 w nocy.

Na szczęście znajomy Sri załatwił nam niezłą cenę na przejazd jeepem. Z tego, co mówili miejscowi, do Pos Paltuding, z którego zaczyna się wspinaczkę, dojechać można tylko motorem lub jeepem z napędem 4×4. Nie wiem, ile w tym prawdy, bo droga wyglądała dość dobrze, prawie w całości była asfaltowa i być może była to tylko próba wyłudzenia kasy od naiwnych turystów, ale nie znalazłyśmy metody na obejście tego.

Po drodze Sri nieźle mnie wkurza, bo na każdym kroku podaje się za moją przewodniczkę, co jest zrozumiałe tylko przy wejściu, bo dzięki temu nic nie płaci za wstęp, na co jeszcze przymykam oko. Na trasie wspinaczki wypomina mi wciąż, że nie ma siły dalej iść, bo jest tak zmęczona, gdyż nie wyspała się przez nas – paliłyśmy światło w przedpokoju… Ja też marzę o łóżku, ale skoro już tu jestem, chcę wykorzystać to na maksa. Po drodze, wykorzystując tłumy i jej powolne tempo, gubię ją, żeby nie słuchać już tego marudzenia. Ścieżka prowadząca w dół jest dość wąska, ale nie przesadzałabym z jej trudnością. Sporo osób ostrzegało mnie jakie to niebezpieczne i muszę przyznać, że przez to trochę obawiałam się zejścia tam bez ani minuty snu, ale chyba trzebaby było być pijanym, żeby z niej spaść tak jak zdarzyło się to francuskiemu turyście kilka lat wcześniej.

Górnicy z Ijen

Mijam górników człapiących już pod górę z koszami wypełnionymi blokami siarki. Każdy z ładunków waży kilkadziesiąt kg. Robiąc przynajmniej dwa takie kursy dziennie wykonują jeden z najcięższych zawodów świata i podziwiam ich bardzo, ale daleka jestem od współczucia i obdarowywania ich papierosami czy pieniędzmi jak to robią niektórzy turyści. Jak na indonezyjskie warunki dostają solidną zapłatę za swoją harówkę (w zależności od tego ile kilo uda im się wynieść z kopalni) i większość chłopaków z okolicznych wiosek stara się dostać tu pracę. Do tego trzeba mieć jednak dobre wtyki. Turyści z zachodu przeliczają ich wypłatę w rupiach na dolary i wydaje im się, że to tak mało, jednak inni Indonezyjczycy zarabiają przecież sporo mniej, więc to tak jakby współczuć polskim górnikom zarabiającym przecież nieźle. Poza tym większość z nich schodzi nad jezioro w nocy, kiedy opary siarki są słabsze. Fakt, że nie mają żadnego zabezpieczenia w postaci masek wynika raczej z ich niewyedukowania niż z tego, że ich na nie nie stać.

Ijen_maska

na Ijen nie idzie się wyglądać..:P

Niebieskie płomienie

Po zejściu nad jezioro obserwuję błękitne ognie – to siarka zapala się pod wpływem kontaktu z powietrzem. Mogą mieć do 5 m wysokości, a ich temperatura osiąga nawet 600°C. Dzieje się to zarówno w nocy, jak i w ciągu dnia, ale tylko po ciemku możemy te płomienie zobaczyć.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

siarka_Ijen

Prosto od górników kupimy kawałki dopiero co wydobytej siarki (5-15 k). Sprzedają też figurki siarkowe w różnych dziwnych kształtach.

Niebieskie płomienie nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia, to jak taka trochę większa kuchenka gazowa ;) Warto jednak być tu o wschodzie słońca, bo kolor jeziora jest wtedy niesamowity i można poobserwować proces wydobycia siarki, co po ciemku jest niemożliwe.

Jak wydobywa się siarkę?

Konstrukcja systemu do wydobywania siarki jest zdumiewająca – zbudowano tu ceramiczne rury, przez które wydostają się opary gazów z jeziora, po drodze się upłynniając. Po wystygnięciu płyn zastyga i tak powstałe bloki siarki górnicy rozbijają i w kawałkach wynoszą na górę.

Górnicy wydobywają jedynie jakieś 20% tego, co można by tu wyprodukować przy użyciu maszyn, jednak nikt nie kwapi się do ich budowy, gdyż to się po prostu nie opłaca finansowo… O ich pracy nakręcony został dokument „Śmierć człowieka pracy”.

górnik_Ijen

jeszcze z pustymi koszami

koszezsiarka

Górnicy najpierw wynoszą ciężkie kosze na krawędź krateru i zostawiają je tam, schodząc na dół po kolejną porcję siarki. Tym sposobem najtrudniejszy odcinek trasy pokonują wczesnym rankiem, gdy jeszcze nie ma tyle słońca i dymu, a potem już z górki ;)

Jezioro siarkowe

Jezioro ma piękny, turkusowy kolor, jednak kąpiel w nim może się źle skończyć – ma odczyn pH podobny do pH płynu akumulatorowego, czyli jakieś 0,5. To największe tak kwaśne siarkowe jezioro świata.

Ijen_jezioro

te małe punkciki na dole to ludzie

Ijen_dym

…wygląda dość nieprzystępnie

Po wschodzie słońca krater zaciąga się dymem coraz bardziej, znów mało co widać. Nadciąga też coraz więcej turystów, którzy zaczęli wspinaczkę kilka godzin później.

Grupka Indonezyjczyków mówi mi, że szuka mnie moja przewodniczka… Okazuje się, że Sri strzeliła focha i nie zeszła nawet do krateru, „bo przez nas była niewyspana”. O ile w Sukamade sprawdziła się dobrze, zabranie jej na Ijen było pomyłką…

Dookoła krateru

Zaskakują mnie piękne widoki w drodze powrotnej – ze ścieżki roztacza się panorama na inne pobliskie wulkany i mnóstwo zieleni:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jeszcze na szlaku spotykam dużą polską grupę z jednego z biur podróży. Słyszę, jak wymieniają imiona swoich opiekunów. W ich przewodniczce rozpoznaję autorkę książki o Chinach, za której czytanie właśnie się wtedy zabierałam :) Zagaduję do niej i okazuje się, że faktycznie to ta sama Ania, która mieszkała kiedyś w Jogji. Spędziła w Indonezji (i oczywiście w Chinach) mnóstwo czasu.

Na dodatek okazuje się, że jej kompanem jest mój znajomy Indonezyjczyk z Jogji, który kiedyś wspominał mi o rozpoczęciu współpracy z jakąś Polką. Tyle razy już trafiły mi się takie spotkania, ale wciąż nie mogę się nadziwić, jaki świat jest mały.

Szkoda mi było opuszczać Ijen tak szybko i na pewno jeszcze tam wrócę, tym razem jednak od innej strony i bez takiego pośpiechu. Wschód Jawy zdecydowanie zasługuje na więcej uwagi!

Ijen_Banyuwangi

L: jeszcze jeden znak ostrzegający przed schodzeniem do krateru; P: obraz w naszym hotelu w Banyuwangi – wiem, że na skraju Jawy są wpływy hinduizmu z Bali, jednak wciąż szokują mnie takie rzeczy w muzułmańskim kraju ;)

DSCN0378_1

indonezyjska wariacja na temat śniadania europejskiego. W Banyuwangi wypadła nam Wielkanoc, jajko było ;)

Praktyczne wskazówki:

  • Bramkę wejściową na Ijen otwierają o 3 w nocy i wtedy można zacząć wspinaczkę, jednak przeciętnie sprawnym fizycznie polecam wyjść przynajmniej 15 minut później, bo po drodze mija się mnóstwo zdyszanych azjatyckich turystów, tych samych pewnie, którzy na Bromo wjeżdżali konikami, i to pod nich dopasowana jest sugerowana godzina wyjścia. Większość Europejczyków była na dole sporo przed wschodem słońca i trzeba było na niego dość długo czekać. Podejście na krawędź krateru to ok. 3 km i mi zajęło trochę ponad godzinę (a nie mam super kondycji). Dalej jeszcze ok. pół godziny schodzi się w dół do jeziora.
  • Nad jezioro można też zejść przed zachodem słońca i zostać dłużej, żeby zobaczyć niebieskie płomienie – tak już na pewno unikniemy tłumu turystów, chociaż wczesnym rankiem ponoć jest tam mniej dymu i widoki jednak lepsze
  • Przy wejściu zaczepił mnie młody chłopak, próbując mi wmówić, że wstęp jest tylko z przewodnikiem, ale spokojnie można zejść do krateru samemu idąc za tłumem.
  • Maska gazowa to mus – mnóstwo turystów wchodzi tam bez żadnej ochrony. Niemal pokładali się na ziemi, łapiąc resztki powietrza, kiedy wiatr przywiał chmurę dymu. Moja sprawdziła się świetnie – nie czułam przez nią nawet siarki, jedynie piekły mnie oczy. Taką maskę z prawdziwego zdarzenia, do trujących oparów, można kupić w marketach budowlanych w większych miastach Jawy za 40-50k rupii
  • Przydaje się też latarka i ciepła bluza – na górze mocno wiało; o ile wchodząc na Bromo byłam na to przygotowana, na Ijen zabrałam tylko koszulę z długim rękawem i wymarzłam strasznie.
  • Wstęp na Ijen dla białasa: w dni powszednie 100k, w weekendy i święta 150 k
  • Dojazd jeepem z Banyuwangi: 450k/auto (w agencjach ceny zaczynały się od 500k). Za ojek (moto taxi) dla dwóch osób chcieli kwotę niewiele mniejszą od stawki za całe auto. Droga jest dość stroma, ale w dobrym stanie.
  • Dojazd od strony Bondowoso jest łatwiejszy i rano dociera stamtąd nawet transport publiczny, poza tym widoki po drodze piękne – są tam plantacje kawy (niektóre oferują też noclegi), kakao, goździków i kauczuku, wodospady i gorące źródła.
  • Banyuwangi ma tę przewagę, że dojeżdża tam pociąg, do Bondowoso trzeba dostać się autobusem.
  • Nocleg w Banyuwangi można spokojnie znaleźć za 150-175 k, a pewnie i taniej
  • Nocować można też w Paltuding, przy punkcie startowym wspinaczki – ale w nocy może być tu zimno i warto mieć swój śpiwór.

Potrzebujesz pomocy w zaaranżowaniu transportu z Yogyakarty (prywatne auto lub shuttle bus) pod Ijen, Bromo czy nawet na Bali? Skontaktuj się ze mną mailowo, chętnie pomogę! Współpracuję ze sprawdzoną i zaufaną agencją turystyczną z Yogyakarty. Rezerwując transport u mnie, płacisz mniej niż w agencji, a ja dostaję niewielką prowizję – i wszyscy są zadowoleni ;) Wycieczek jest więcej – do świątyń, jaskiń, na plaże czy płaskowyż Dieng, pełną ofertę i cennik prześlę zainteresowanym.

42 komentarzy do posta W oparach siarki – Ijen

  1. Kama1619 napisał(a):

    Hej Emi, czy możesz dać kilka wskazówek dla osób jadących z Bali motorem na Ijen i Bromo ? ps. absolutnie uwielbiam Twój blog :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Motorem to najłatwiej – włączacie GPSa i jedziecie :) Jedyna uwaga jaka mi przychodzi do głowy to taka, że podjazd pod bramkę wejściową do Ijen jest dość stromy (ale wykonalny). No i wielkim plusem jest to, że możecie się przespać w wiosce niedaleko wejścia, zdaje się, że mama Mary w plecaku ostatnio o tym pisała, jechali tam właśnie z Bali, obczaj bloga tej rodzinki.
      P.S. Dzięki :))

  2. Sabina Piłat napisał(a):

    Emi, super praktyczne wpisy. Dziękuję:)
    co znaczy, ze można nocowac przy punkice wejściowym Paltuding? na wolnym powietrzu? czy o jakiś gesthouse chodzi?

    Pozdrawiam,

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Jest tam taki barak, coś jak schronisko górskie, w którym za drobną opłatą można przekimać na podłodze – dobrze mieć karimatę i śpiwór, bo noce sa tam chłodne.

  3. Ewelina napisał(a):

    Hej!
    Fantastyczny blog :) od wczoraj intensywnie zagłębiam się w Twoje wpisy…. 26 listopada – to już nie długo wybieramy się z mężem do Indonezji ( wylot do Polski 14 grudnia) , na wyjazd zdecydowaliśmy się trzy dni temu :) więc teraz muszę zrobić szybki plan podróży :). Prosiłabym o Twój komentarz , sugestię jakieś rady co do naszego planu ,będę baaardzo wdzięczna :)
    1. Przylot do Dżakarty 15.45 jesteśmy na miejscu – planujemy od razu wsiąść w pociąg i dojechać do Semerang. (o 19.30 jest pociąg )
    2. Z Semerang rano , najlepiej skuterem lub publicznym transportem udać się do Borobudur (jakieś 80km drogi) i jeszcze tego samego dnia wrócić się do Semerang i popłynąć na KANIMUNJAWA – spędzić tam 3 dni
    3. Kolejny nasz punkt to wulkan BORMO – z Semerang do Surabaja jest pociąg (6 h jazdy) – plan jest taki żeby od razu dostać się do Cemero Lawang lub następnego dnia z rana – ( nocleg) chcielibyśmy na Bromo pojechać sami czy w ogole ma to sens czy jednak lepiej pojechać z wycieczką ? Nie zależy nam na wschodzie słońca kiedy jest multum turystów
    4. Oczywiście nocleg w okolicach Bromo i rano wyjazd do Bondowoso lub Banyuwangi ( pytanie z jakiej miejscowości najlepiej się tam udać i czym :)?) – Wejście na IJEN też wolelibyśmy na własną rękę – i tutaj chyba pójdziemy za Twoją rada i pojedziemy z miejscowości Bondosowo – nie zależy nam żeby być tam przed świtem chcemy to po prostu zobaczyć a jaka będzie pora to już nam to obojętne…
    5.Tego samego dnia /wieczora chcemy już dostać się na BALI tam zostać 2 dni objechać wyspę skuterkiem następnie udać się na Nusa Lembongan i tam już zostać i nic nie robić :) ewentualnie jeszcze myśleliśmy o wyspach GILI ale w związku z wybuchem wulkanu zastanawiam się jak to teraz wszystko wygląda jeżeli tak to odpoczynek podzielimy na GILI i NUSA …
    6. 13 grudnia z Denpasar polecimy do Dżakarty no i wrócimy do domu …

    Przepraszam że tak chaotycznie i mało stylistycznie ale śpieszę się a bardzo mi zależy na zdaniu osób które już przeżyły taki wyjazd :).

    Pozdrawiam – Ewelina

    • Emiwdrodze napisał(a):

      hej Ewelina! Niestety nie wiem jakie są opcje dojazdu do Borobudur z Semarangu, ale patrząc na mapę wygląda to na co najmniej 3 godziny drogi indonezyjskim transportem (Jogja-Semarang to 4-5 godz.).

      Karimunjava jest przepiękna, ale o tej porze roku to może być trochę loteria, bo przy większych falach promy nie pływają i można utknąć na wyspach na dłużej – nawiasem mówiąc prom z Semarang odpływa tylko w weekendy i jest zatłoczony, lepiej płynąć z Jepary, stamtąd promy płyną codziennie rano oprócz czwartków (o ile nic się nie zmieniło, bo to info sprzed paru miesięcy).

      Odnośnie Bromo – ZDECYDOWANIE warto samemu, szczególnie jeśli nie zależy wam na wschodzie. Z wycieczką tylko się umęczycie w tym tłumie, a tak idąc tam późnym rankiem/popołudniu będziecie mieć widoki dla siebie no i zaoszczędzicie sporo kasy :)

      Do Banyuwangi bez problemu dostaniecie się pociągiem z Probolingoo, które jest ze 2godz minibusem od Bromo, ale już dostanie się do Bondowoso to trochę więcej kombinacji, bo nie dojeżdża tam pociąg. Z drugiej strony z Bondowoso dotarcie na Ijen jest wygodniejsze/tańsze niż z Banyuwangi. Skoro będziecie tu w porze deszczowej to jednak może się tak zdarzyć, że deszcz wam trochę poprzeszkadza w wejściu na wulkany – weźcie to pod uwagę planując, bo może lepiej będzie przeczekać kilka godzin i dopasować godzinę wejścia do opadów.

      Aktywność wulkanu może się diametralnie zmienić do waszego przylotu, więc nie rezygnowałabym definitywnie z Gili ani innych okolicznych wysp, trzymam kciuki, żeby Rinjani się uspokoił!

      No i dziękuję :)

  4. ollap. napisał(a):

    Super, dzięki, na pewno się zgłosimy :) eksplorując blogowe wpisy pozdrawiamy :) ola i remik

  5. ollap. napisał(a):

    Nie omijamy :)Tylko mamy dość skomplikowaną trasę, bo kombinowaliśmy trochę z lotami, żeby taniej wyszło i tak oto lecimy na tydzień na Sulawesi, stamtąd do Surabayi, z której chcemy jechać na Bromo i Kawah Ijen, dalej na Bali, stamtąd promem na Lombok, później z Mataramu mamy lot do Yogyakarty, pewnie wybierzemy się do Borobudur i Prambanan, a pięć dni później mamy powrót z Jakarty do domu. Z wejściem na Rinjani to z tego co czytałam może być problem porą deszczową, są lata, że w ogóle zamykają szlak ze względów bezpieczeństwa. Więc się na wejście na Rinjani jakoś nie nastawiamy, chociaż jakby się udało to byłoby super.

  6. ollap. napisał(a):

    Dzięki bardzo za pomoc, myślę że w takim razie powinno się udać :) Przygotowania do podróży już w pełni i wygląda na to, że jak wszystko pójdzie dobrze, to 5 stycznia trafimy do Yogyakarty :) taki przynajmniej jest plan – zabookowaliśmy właśnie tani lot z Lomboku. Oby do tego czasu Rinjani przestał dymić :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Trzymam kciuki! Myślę, że jest duża szansa na to, że w ciągu dwóch miesięcy Rinjani się uspokoi :) Ale zaraz, to w końcu Ijen omijacie? Bo ja o nim pisałam, o Rinjani w porze deszczowej nie mam bladego pojęcia…

  7. ollap. napisał(a):

    Świetny opis i w ogóle bardzo pomocny blog :) Mam nadzieję, że mi też niedługo uda się dotrzeć na Ijen i tu mam małe pytanie :) Czy da się tam zejść podczas pory deszczowej? Czy w ogóle porą deszczową chodzenie po wulkanach to możliwa opcja? Wybieram się na Jawę w grudniu, z deszczem oczywiście się liczę. No i oczywiście zasadniczo od deszczu się człowiek nie rozpuszcza, ale nie wiem na ile taki deszcz może utrudnić poruszanie się w terenie. Coś mi się ostatnio na oczy rzuciło zagrożenie lawinami błotnymi w porze deszczowej na Rinjani na Lomboku i tak się zastanawiam jak się sprawy mają na Twojej wyspie :) bardzo będę wdzięczna za jakieś wskazówki

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Ja na Ijen byłam pod koniec pory deszczowej i lekki deszcz złapał nas jeszcze nocą podczas wspinaczki, ale dość szybko się rozpogodziło. Podczas silniejszej ulewy może tam być faktycznie niefajnie, szczególnie w połączeniu z tym zimnym wiatrem, który z tego co słyszę prawie zawsze tam jest. W najgorszym wypadku będziesz po prostu musiała dopasować godzinę wejścia do pogody, najczęściej w porze deszczowej pada tylko popołudniami/w ciągu dnia. A skoro górnicy tam pracują cały rok to znaczy, że i zejście w deszczu musi być możliwe – nie jestem pewna, ale tak mi się wydaje! A błoto chyba nie grozi, bo najtrudniejsza część, czyli zejście do krateru, jest kamienista.
      Aha, i dzięki! ;)

  8. Niesamowite miejsce, a zdjecia cudne!

  9. Kinga Bielejec napisał(a):

    Koniecznie muszę wrócić na Jawę m.in. po to, żeby zobaczyć to niesamowite miejsce. Dziwi mnie trochę zachowanie Sri – nie pomyślałabym, że taka będzie… Straszna praca, jak tak patrzę na tych mężczyzn to aż mi głupio, że narzekam na moje malowanie domów w Norwegii…

  10. Jeździec napisał(a):

    Marzy mi się Indonezja! :) jeśli da mi się niedługo tam wybrać postaram się odwiedzić miejsce, które pokazałaś bo wygląda niezwykle interesująco!

  11. Agnieszka Ilnicka napisał(a):

    Od teraz moim kolejnym marzeniem jest pojechać w to miejsce. Kopalnia, siarka, wspinaczka (nocą!)… Musi być tam niesamowicie! I koniecznie założę maskę :) Dzięki wielkie za ten post!

  12. Ollie napisał(a):

    O to widzę, że maska mocno pomogła. Mi ze schodzeniem do krateru w oparach nie było do śmiechu i momentami czułam się jak pijana ;)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Pomogła, dzięki za wskazówkę :) Ja też się czułam jak lekko wstawiona, ale to raczej z niewyspania. Mimo wszystko zdjęcia udało Ci się zrobić bajkowe! Mój aparat niestety chwilę wcześniej zalało i musiałam zadowolić się pożyczonym kompaktem…

  13. %name napisał(a):

    Fajny pomysł z wyjściem nocnym – widać kolory ognia. :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      niektórzy idą też na zachód słońca i obserwują ognie późnym wieczorem, następnym razem chyba na tę opcję się skuszę, ponoć turystów wtedy o wiele mniej!

  14. %name napisał(a):

    czytałam kiedyś o tym miejscu. Jeszcze nie byłam na Jawie, ale jak się wybieram. Wyziewy siarkowe pamiętam z Islandii i wytrzymałam tam tylko 10 min.

  15. %name napisał(a):

    Niezła przygoda. A w masce nawet do twarzy ;)

  16. %name napisał(a):

    hmm widoki nieczgo sobie, ale wspolczuje tym gornikom tak ciezkich warunkow pracy..

  17. %name napisał(a):

    Sprawdzałaś, czy te naleśniki na śniadanie to nie są takie żółte od siarki? :P

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Łukasz na początku przeczyłam ‚zielone’ i aż wróciłam do tego zdjęcia, żeby im się przyjrzeć, chyba mi się już kolory poprzestawiały od tych oparów haha :P

  18. %name napisał(a):

    Niesamowite miejsce! ;)

  19. %name napisał(a):

    Super przygoda! Indonezja jeszcze przede mną, mam nadzieję, że już wkrótce :)

  20. %name napisał(a):

    jedno z moich najważniejszych podróżniczych wspomnień!

  21. %name napisał(a):

    Fajny opis:) chociaz ja nie pamietam bym cokolwiek płaciła np za wstep… a dojechalismy tam normalnie asfaltówką jeepem 4×4 :)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)