Krajobraz po wybuchu wulkanu

Prawie każdy odwiedzający Indonezję wspina się na jakiś wulkan. Bromo, Agung, Rinjani czy w końcu Merapi. A mieliście kiedyś okazję zobaczyć, jak przygnębiająco wygląda wioska zniszczona przez jego wybuch? Na mnie wymarła osada w pobliżu Kaliurang zrobiła o wiele większe wrażenie niż włoskie Pompeje, głównie dlatego, że to bardzo świeża historia i ubarwiona lokalnymi wierzeniami. A na dokładkę trochę zdjęć z Yogyakarty przykrytej wulkanicznym pyłem po wybuchu Kelud w lutym tego roku.

Kaliurang odległe od Yogyakarty o raptem 30km to najpopularniejsze miejsce weekendowego wypoczynku mieszkańców miasta. Dlaczego? Położone jest na wysokości 900 m.n.p.m, więc jest tu chłodniej, a powietrze jest rześkie. Poza tym to niezła baza wypadowa do dłuższych spacerów i wycieczek ‚lava tour’.

Do Kaliurang zawitałam na któryś z weekendów poproszona o prezentację o szoku kulturowym dla nastolatków wybierających się po raz pierwszy za granicę, na wymianę szkolną do Australii. Moją poprzedziła prezentacja z ust Indonezyjczyka, który od lat mieszka w Australii właśnie. Dla mnie obserwowanie dzieciaków, które po raz pierwszy słyszały, że „tam nie będzie wody w toalecie, na śniadanie ciężko będzie znaleźć ryż, bilet na autobus kupuje się w specjalnej maszynie podobnej do bankomatu, a przed przejściem przez ulicę wcisnąć trzeba przycisk i czekać na zielone” było dość zabawne ;) Z podobnym rozbawieniem młodzi słuchali o tym, co mnie zaszokowało w Azji, kiedy przyjechałam tu po raz pierwszy, bo było to dokładnie odwrotne od tego, czego oni obawiali się za granicą, np. brak papieru toaletowego czy chaos na ulicach.

Kulinarną specjalnością Kaliurang jest sate kelinci, czyli szaszłyki z… królika! Nie próbowałam i nie polecam, ale co kto lubi…

Jednak największą atrakcją okolicy jest górujący nad mieściną wulkan Merapi, najaktywniejszy z 129 wulkanów Indonezji i jeden z najbardziej aktywnych na całym świecie. Gunung Merapi oznacza dosłownie ‚mountain of fire’ lub ‚górę ognia’ (w języku starojawajskim ‚meru’ to góra’, ‚api’, po indonezyjsku – ogień). Dym wydobywa się z niego przez co najmniej 300 dni w roku! Co jakiś czas wypuści go więcej. Indonezyjczycy mówią wtedy, że Merapi ‚pokasłuje’. Wulkan o wysokości 2911 m n.p.m. tak jak Wezuwiusz czy filipiński Mayon jest (a przynajmniej do tej pory był) stratowulkanem, skąd jego idealnie stożkowaty kształt.

Przez lata był dość przewidywalny, wybuchał w regularnym 2-3 letnim cyklu, a co 10-15 lat zdarzały się silniejsze erupcje. Ostatnia jego większa erupcja, trwająca od października do grudnia 2010 r., była jednak wyjątkowa. Jej przebieg zaskoczył nawet naukowców pracujących w kilku stacjach wulkanologicznych w okolicy, bo była tak silna, że zmieniła charakter wulkanu. Na jaki, do tej pory dokładnie nie wiadomo… Jego wierzchołek obniżył się wtedy aż o 38 metrów! Kaldera została przez wybuch tak zniszczona, że naukowcy nie są w stanie przewidzieć, co będzie się z nim działo dalej.

DSCN0337

koryto pozostałe po lawinie piroklastycznej; w tle sprawca całego zamieszania

Po okolicy zniszczonej przez wybuch Merapi w 2010 r. organizowane są wycieczki jeepami, tzw. lava tour. Na zdjęciach w googlu prezentują się zachęcająco, nam niestety tego dnia pogoda nie dopisała i wulkanu prawie nie było widać zza chmur.

DSCN0342

DSCN0343

pozostałość po jednej z wiosek

Kaliurang wioska Kinahrejo

jeden z domów po przejściu gorącej chmury pyłu

DSCN0352

DSCN0357

DSCN0363

atrakcją wycieczki jest jazda po kamolcach wyrzuconych z wulkanu

DSCN0345

pomnik_krewetki_Kaliurang_pająk

W mieścinie powitał mnie wielki posąg krewetki. Nie do końca wiem, skąd się tam wzięła, ale po jawajsku kali = rzeka, a urang = krewetka, więc już wiadomo, gdzie szukać ;) ; pająk wielkości dłoni wypatrzony w jednym z tych domów

W Kaliurang są dwa muzea – takie o historii Jawy i batiku i, dla mnie o wiele ciekawsze, muzeum wulkanów. Ciekawe, ale niekoniecznie wyróżnia się na tle innych o tej tematyce…

DSCN0364

najbardziej widowiskowe wybuchy

wybuchy wulkanów

znany wszystkim Krakatau i Redoubt na Alasce z 2009 r.

Mimo, że już na kilka dni przed wybuchem  z 2010 r. wystąpiło ponad 500 ostrzegawczych trzęsień ziemi (oczywiście nie wszystkie wyczuwalne) i został wprowadzony stan alarmowy i zarządzenie ewakuacji ponad 300 tysięcy mieszkańców z obrębu 20 km dookoła wulkanu, zginęło wtedy przeszło 350 osób.

 

Dlaczego mieszkańcy nie chcą się ewakuować?

Jak to możliwe, że mimo w miarę sprawnie tu działającego systemu ostrzegania w ostatnim wybuchu zginęło aż tyle ludzi? Pamiętam jak uczyli mnie w szkole, że często miejscowi nie chcą się wyprowadzać z terenów wulkanicznych, bo ziemia jest tam nadzwyczaj żyzna, każdy coś tam uprawia i boi się zostawić pole bez opieki. Pewnie jest w tym trochę prawdy, ale w tym przypadku większe znaczenie mają lokalne wierzenia. Otóż poza tym, że ogromna większość mieszkańców Jawy wierzy w duchy, mieszkańcy okolicznych wiosek, mimo, że oficjalnie muzułmanie, wciąż są w dużym stopniu animistami, czyli czczą… wulkan właśnie. Wierzą, że we wnętrzu Merapi mieszkają duchy, często pod postacią kamieni. Jeden z ich pałaców mieści się wewnątrz wulkanu, a pozostałe to Pałac Sułtana, czyli popularny wśród turystów Kraton w Yogyakarcie oraz plaże Parangkusumo (tam do tej pory odbywają się tajemnicze rytuały) i Parangtritis znajdujące się na południe od Jogji. Jak wszystkie plaże południowej Jawy, są siedzibą Nyai Loro Kidul, królowej Oceanu Indyjskiego. Te trzy miejsca łączy linia prosta.

W wybuchu sprzed czterech lat zginął też ‚mbah Marijan‚, uważany za portiera wejścia do Merapi i pośrednika między ludźmi a duchami. Mianowany został przez sułtana (sułtan Yogyakarty jest darzony wielkim szacunkiem i wielu wierzy, że i on ma moc przewidywania wybuchów wulkanu). Mieszkańcy słuchali jego rad w kwestii ewakuacji, szczególnie, że przy poprzedniej erupcji lawa ominęła jego dom, a co innego miałoby to znaczyć niż to, że ma specjalne moce? I tym razem odmówił ewakuacji, ale niestety nie miał już tyle szczęścia, co wcześniej, bo również jego dom został zniszczony przez chmurę gazów i popiołów o temperaturze 1000 stopni, a wraz z domem i on. Mimo porażki w przepowiadaniu dalej są tacy, co wierzą w te nadprzyrodzone moce – niezwłocznie został wybrany jego następca, najmłodszy syn Marijana.

Po tej erupcji indonezyjski rząd jednak wreszcie poszedł po rozum do głowy i oficjalnie zakazał osiedlania się i budowania czekogolwiek na terenie 9 istniejących wcześniej wiosek. Pytanie, na ile w tak skorumpowanym kraju będzie to przestrzegane…

Praktyczne wskazówki:

  • opłata wjazdowa do Kaliurang to 2-3k IDR, w zależności od tego, czym wjeżdżamy
  • cena za wynajęcie jeepa na 2-3 godzinny lava tour wraz z kierowcą waha się od liczby osób i zdolności negocjacyjnych, ale nie powinna być wyższa niż 300k/pojazd; mają one postój w centrum miejscowości; taniej można wypożyczyć motor
  • chodzą słuchy, że do Kaliurang można się dostać autobusem. Nie znam jednak nikogo, komu by się ta sztuka udała. Ja w jedną stronę zabrałam się autem, z powrotem nie udało mi się autobusu znaleźć, nikt z miejscowych o nim nie słyszał.
  • agencje turystyczne w Jogji organizują lava tour włącznie z dojazdem z miasta
  • w porze deszczowej wulkan na 99% schowany będzie za chmurami
  • lepiej przygotować się psychicznie na liczne wycieczki szkolne i rodzinki proszące nas o zdjęcie, a nawet robiące nam je z ukrycia
  • Kaliurang ma spory wybór miejsc noclegowych, choć może być o nie ciężko w weekendy i indonezyjskie święta
  • wstęp do muzeum wulkanów kosztuje 5k, adres: Jl. Kaliurang km 25,7, Sleman, Yogyakarta
  • drugie muzeum, Ullen Sentalu, zachwalane mi przez miejscowych jako duma regionu, miejsce nowoczesne i interaktywne, mnie zanudziło. To muzeum historii Jawy Centralnej i dwóch rodzin królewskich – Jogji i Solo. Wg mnie tylko dla wyjątkowych pasjonatów historii i batiku. Bilet wstępu dla obcokrajowców to 50k i 30k do 16go roku życia. W cenie jest filiżanka ziołowego napoju i przewodnik, także anglojęzyczny, choć w praktyce wyglądało to tak, że co chwilę pytał Indonezyjczyków, z którymi tam byłam „jak to będzie po angielsku?”.
  • w pobliżu Kaliurang, w wiosce Selo, rozpoczynają się kilkugodzinne wspinaczki na wulkan. Tu dobre buty to podstawa – w porze suchej wspinać się trzeba po pyle wulkanicznym, który może być gorący, przydaje się też wtedy maseczka, w deszczowej z kolei można spłynąć razem z błotem.

Merapi jako stratowulkan wyrzucał z siebie do tej pory więcej lawy i kamieni, a mało pyłu. Dlatego jedynie największe erupcje były zauważalne w odległym o 30 km mieście. Inaczej było w przypadku wulkanu Kelud, który w lutym 2014 r. wypuścił takie chmury pyłu, że nawet w odległej o 300 (!) km Yogyakarcie spadło go dobrych kilka cm. Zobaczcie zdjęcia z tegorocznej zimy w środku lata ;)

DSCN0002 DSCN0019 DSCN0056 DSCN9982 DSCN9983 DSCN9985 erupcja_Kelud

Kto jeszcze nie widział, odsyłam na fejsbuka, gdzie wrzucałam więcej zdjęć – zaraz po wybuchu Kelud i parę dni później.

24 komentarzy do posta Krajobraz po wybuchu wulkanu

  1. Asia napisał(a):

    swój wyjazd na Jawę opieram w 80% na Twoim blogu :D piszesz, że biura organizują wycieczki na wulkan prosto z Yogyakarty, ale czy są to te wycieczki ze wschodem słońca? a jak chce się wejść na górę, to lepiej pojechać tam do Kaliurang na nocleg?

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Tak, ze wschodem – na wulkany lepiej wspinać się nocą, bo wtedy tak nie praży słońce. Wycieczki z miasta wyjeżdżają ok. 22, wspinaczkę zaczyna się o 1 w nocy i powrót do miasta jest w południe następnego dnia. Z Kaliurang dostęp jest trudny, lepiej zacząć od strony Selo jeśli chciałabyś organizować to na własną rękę.

      P.S. Dobrze, że tylko w 80% i jeszcze jest tam miejsce na improwizację, bo to w podróżach najfajniejsze ;)

  2. Nasta napisał(a):

    Od kilku godzin czytam twoje wpisy o Indonezji… Najlepsze w necie jakie znalazłam. Nie za długie, nie za krótkie, treściwe i bardzo przydatne. Super!
    Układam właśnie plan i zastanawiam się nad jednodniową wycieczką LavaTour? Ciekawa jest? Czy jest szansa żeby tego samego od rana we własnym zakresie dojechać do Borobudur, a potem załapać się jeszcze na ta wycieczkę? Możesz kogoś polecić?

  3. Agnieszka Ilnicka napisał(a):

    Niesamowite być w takim miejscu :)

  4. podróżna napisał(a):

    Animizm to ciekawe zjawisko, nie tylko w Indonezji. Nie wyobrażam sobie, aby można było żyć tak jak oni. Wierząc w coś co jest totalnie absurdalne.

    Jestem gotów przyjąć do wiadomości powody budowania się i mieszkania w takim miejscu, jednak nie jestem w stanie ogarnąć braku chęci na ewakuację.

  5. Ewa napisał(a):

    Tak jak większości powyżej rownież nie rozumiem dlaczego ludzie wola ryzykować życie, zwłaszcza ze z odpowiednim wyprzedzeniem mozna nawet ewakuować co cenniejsze rzeczy. Z drugiej strony pewnie sami do końca nie wiemy jakbyśmy sie w podobnej sytuacji zachowali, bo czasem to co sie nam wydaje logiczne przestaje takie byc w sytuacjach kryzysowych ;)

  6. Tati B. napisał(a):

    nie wiem czy do końca trafne porównanie, ale pewnie z podobnych powodów ludzie nadal mieszkają wkoło Czarnobylu a turystów fascynuje poziom zniszczenia

  7. Greg Bąbalicki via Facebook napisał(a):

    Niesamowite przeżycie. Matka natura po raz kolejny pokazuje swoj ogrom siły.

  8. Wygląda jak w burzy śnieżnej.

  9. balkanyrudej napisał(a):

    Wierzenia są zazwyczaj na tyle ważne, że ludzie nie przejmują się racjonalnymi argumentami. Druga rzecz, to przywiązanie do „ojcowizny” – ziemi, na której się wychowano, na której żyli przodkowie. Pamiętam, że jak miałam zajęcia z negocjacji środowiskowych, to głównym przykładem były te negocjacje, które GDDKiA przeprowadza z osobami, przez których ziemię ma przechodzić autostrada. I jaki jest główny argument na Nie? Że to ziemia ojców, z dziada, pradziada. Koniec. Co z tego, że dostają za to kasę.
    Podobnie może być w przypadku Indonezji – wulkan, czczony i szanowany, nie może być powodem opuszczenia tych stron. Racjonalne argumenty przegrywają i tyle.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Ja to nawet w jakimś stopniu rozumiem, jeśli chodzi o przeprowadzkę na stałe, w końcu ludzie boją się wszystkiego, co nowe. Ale żeby nie ewakuować się na kilka dni/tygodni w obliczu zmiecienia tego domu z powierzchni ziemi i utraty życia? To już prawdziwy upór.

  10. lkedzierski napisał(a):

    to fakt, że wiara ludzi bardzo często jest tak wielka, że żadne racjonalne argumenty do nich nie trafiają.
    byliśmy prawie rok po wybuchu Merapi, a nadal pracownicy sprzątali pył i czyścili z zabrudzeń świątynię Yogyakarta, której górny taras był na tę okoliczność zamknięty.

    http://www.lkedzierski.com/indonezja/borobudur-swiatynia-buddyjska/

    • Emiwdrodze napisał(a):

      indonezyjskie tempo ;) lotnisko po Keludzie sprzątali przez tydzień, i to ręcznie, miotłami!
      Dzięki za linka, bo u mnie wciąż o Borobudur nic nie było. Mimo że mam tak blisko, ze względu na te ceny odwiedziłam ją tylko raz i to podczas buddyjskiego święta, kiedy tłok był taki, że ledwo można było przez niego świątynię zobaczyć.

  11. Nadia vs. the World napisał(a):

    W końcu ktoś mi wyjaśnił dlaczego ludzie nie chcą się ewakuować! Nie przypuszczałabym… Fantastyczne fotki po przejściu chmury.

  12. Ewa napisał(a):

    Świetny artykuł! Ostatnio fascynują mnie wulkany i to, co się wokół nich dzieje. Te zapylone ulice – niesamowite!

  13. T&M podróżniczo napisał(a):

    Bardzo interesujący wpis. Dobre zdjęcia. Interesująca wycieczka. Choć wiem, że to co przedstawiasz sprawia ludziom problemy, nieszczęścia to jednak chciałbym kiedyś zobaczyć takie miejsce.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Jakby nie patrzeć, te problemy mają na własne życzenie głównie ci, którzy budują domy na tak niebezpiecznym terenie, a potem nie chcą się ewakukować…

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)