Welcome to the Kingdom of Cambodia!

Znajomi wrócili do Polski, a mi przez chwilę było bardzo smutno, bo polubiłam ich wszystkich, mimo, że bałam się wcześniej, że taki układ (przed wyjazdem znałam tylko 1/5 składu) nie wypali.

Teraz już jestem sama w Kambodży, więc dziś trochę o niej, a trochę o ostatnich dniach w Bangkoku.

Pod koniec naszej wspolnej podrozy czesc grupki wybrala sie do Ayutthayi podziwiac swiatynie, ja stwierdzilam, ze moze i sa one „jednymi z najpiekniejszych”, ale świątyń mam juz totalnie powyzej wszystkiego, bo jakby nie patrzec, wszystkie sa podobne, i zrobilam sobie dzien lenia na hotelowym basenie. Odkrylam, ze nawet bedac juz mocno opalonym, wciaz mozna sie konkretnie spalic, ała :/

Na koniec jeszcze wybralismy sie do MBK- najwiekszego centrum handlowego Bangkoku, gdzie mialo byc duzo dobrych i tanich podrobek markowych ciuchow i ogolnie zapowiadalo sie na raj zakupowy z tego, co mowili inni. Niestety, jak sie okazalo, kicz albo drogie sklepy kroluja. Nie udalo mi sie wybrac dla siebie zadnego T-shirta, zakupy zakonczyly sie na wacikach :P

Plynelismy lodeczka kanalem przez slumsy, niezle przezycie! Jest to najszybszy i najtanszy srodek transportu w niektore miejsca w miescie, choc dosc smierdzacy. Moim bohaterem dnia jest kobitka sprzedajaca bilety- biega po burcie, schylajac sie do kazdego po kolei, a pedzimy ze spora predkoscia. Na glowie ma kask, bezpieczenstwo ponad wszystko:) a przy wysiadaniu trzeba sie szybko orientowac, bo lodka zatrzymuje sie doslownie na kilka sekund, wszyscy szybko wyskakuja (a trzeba sie najpierw wdrapac na burte) i odplywa. Nam odplynela tak na dwoch pierwszych przystankach zanim zalapalismy jak ten system dziala :P

misterna drewniana konstrukcja mostu- „petla” kanalowej lodki

W drodze powrotnej trafilismy na bezdennie glupiego taksowkarza, ktory po 5minutach jazdy dookola (wiedzielismy, ze do celu mamy jechac dluzej) wysadzil nas dokladnie w tym samym miejscu, gdzie wsiadalismy, wciskajac nam kit, ze jestesmy na miejscu. Na szczescie skapnelismy sie, gdzie jestesmy i trzasnelismy mu drzwiami, nie placac. Co za bezczel!

Wieczorem bylismy tez w rozrywkowej dzielnicy Pat Pong- nas interesowal night bazaar (przedwyjazdowy szal kupowania pamiatek), ale oprocz niego dzielnica slynie z mnogosci klubow nocnych- na kazdym kroku probowano nam wcisnac „pussy cut banana” tudziez „pussy with fishes in” show. Moze i z ciekawosci bysmy sie na cos takiego wybrali, ale naczytalismy sie, jak to oskubuja z kasy na takich wystepach. Zadowalamy sie drinkiem w wiaderku:)) (pol litra Bacardi albo whisky, a do tego dowolna ilosc slomek).

Chcielismy za to udac sie na „lady boys show”, czyli kabaret facetow przebranych za kobitki, z czego Tajlandia slynie, ale jakos nie udalo sie nam zorganizowac, zeby zaklepac wczesniej bilety. Nastepnym razem. Musialam juz opuscic Tajlandie, bo skonczyl mi sie darmowy 30dniowy okres bezwizowy i musialabym zaplacic za jej przedluzenie, ale z pewnoscia tam jeszcze wroce!

Jeszcze kilka fotek z Tajlandii:

jedzie sobie mnich z obstawa; w autobusie ustepuje sie im miejsca, nawet na lotnisku sa specjalne lawki z napisem „dla mnichow”

widoczek jeszcze z 83. pietra Bayioke Tower- te podswietlone to autostrady

…i sama Bayioke Tower

wlasnie skonczyly sie lekcje

Tajlandia pozegnala mnie chyba bez zalu- ostatniego dnia po raz pierwszy przytrulam sie czyms (obstawiam na kanapke z Subway’a, bo nic lokalnego wtedy nie jadlam- przyszedl pierwszy powazny kryzys i odruch wymiotny na widok wszystkiego, co azjatyckie) i po 3dniach glodowki i leczenia sie cola dopiero wczoraj wieczorem zaczelam jesc. Na szczescie najlepsze lekarstwo na problemy zoladkowe dostepne jest nawet w wiosce w dzungli :)

Tymczasem (juz znow sama) wybralam sie jakies 400km na wschod od Bangkoku- do Siem Reap w Kambodzy, ktore slynie glownie z tego, ze kilka km od niego w dzungli kryje sie „naj” pod wieloma wzgledami kompleks swiatyn- Angkor Wat, nazywany osmym cudem swiata (jak co najmniej kilka innych miejsc na swiecie :P). Wczoraj lazilam po nim 12godzin- od wschodu do zachodu slonca, ale o tym nastepnym razem.

W busiku na trasie BKK-Kambodza jest nas tylko szostka, w czasie postoju i wypelniania wniosku o wize jedna z dziewczyn zagaduje mnie po polsku :) poznala mnie po plecaku Campusa (bo to polska firma)! (smieje sie, ze nastepny plecak kupie sobie Deutera albo jakiejs innej niemieckiej firmy :P).

na postoju; malpka z powazna mina zneca sie nad zajacem, rzucajac nim z wsciekloscia

Na postoju chca nam wcisnac wize za 1200B, co wychodzi o wiele wiecej niz 20USD, ktore placi sie na granicy, mowiac, ze to jedyna opcja, zeby nie czekac na granicy 5 godzin. Co za bzdura! Holenderki jadace z nami juz na to przystaly, ale my, Polki, na szczescie wczesniej zorientowalysmy sie, ile co kosztuje i gdzie nie dac sie oszukac i buntujemy sie. Koles w pierwszej chwili niemal chce wyrzucic nas z busika, ale w koncu wszyscy jedziemy pod granice i tam bez problemu dostajemy wizy on-arrival. Czekamy jakies 2godziny na przejsciu, ale czekaja wszyscy, czy zaplacili wiecej, czy mniej. Niestety celnicy chca od nas dodatkowe 100B, nie wiadomo za co. Buntuje sie troche, ze nie zaplace, ale w koncu nie mam innego wyjscia. Co z tego, ze w mundurach- to tez oszusci, ale ciezko to w jakikolwiek sposob ominac, bo jeszcze nie oddaliby mi paszportu :/

Ale po wszystkich papierkowych formalnosciach wita nas taka oto piekna brama:

welcome to Cambodia!

Dalej juz kambodzanskie widoczki, ktore zbytnio nie roznia sie od dotychczasowych:

skuter z przyczepka:)

cos, co nazywam „sklepikiem z Buddami”:P przy drodze w wielu miejscach sprzedaja te budki dla duchow (tak jak u nas krasnale ogrodowe), ktore stawia sie w domach, sklepach. O dobre duszki trzeba dbac- na takim „oltarzyku” zawsze stoi swieze jedzenie i najczesciej truskawkowa Fanta (ktora jest ohydna), zeby byly najedzone i pilnowaly domostwa

W Kambodzy glowna waluta jest riel, ale niemal nikt go tu nie uzywa. W sklepach ceny sa w dolarach, czasem tylko zdarza sie, ze wydaja reszte w rielach- trzeba szybko przeliczac, czy kwota sie zgadza.

Nie wiedziec czemu balam sie przyjazdu do Kambodzy. Nie wiedzialam o tym kraju zbyt wiele i nie mialam pojecia czego tu oczekiwac. Przecietny Polak pewnie kojarzy ten kraj tylko z Czerwonymi Khmerami, minami i wojna wietnamska. Slabych maja specow od PRu ;)

Od trzech dni siedze w jednej okolicy, wiec ciezko mowic o calym kraju, ale tu jest tak samo turystycznie, jak w Tajlandii, z ta tylko roznica, ze jakby sympatyczniej. Ludzie sa milsi i nawet niektorzy tuk-tukarze potrafia rozbawic, zamiast wkurzac.

Wjazd do Siem Reap to cos okropnego- po pieknych wiejskich widoczkach, zniszczonych polach ryzowych (tu tez byla powodz, choc telewizja wspominala tylko o Tajlandii) tu wyrasta mnostwo cztero- i pieciogwiazdkowych hoteli- po prostu Las Vegas :/ przed kazdym oczywiscie stoi choinka- tak, tak- jestesmy w kraju opanowanym przez buddyzm.. O co w tym chodzi? centrum miasta nie wyglada lepiej- maja nawet Pub Street, na ktorej jest knajpa na knajpie, taka lokalna Khao San Road. Ale ciekawy maja bazarek, ale o tym juz nastepnym razem.

Za to mi i mojemu zoladkowi bardzo sie podoba, ze lubia tu jesc bagietki (a to pewnie stad, ze Kambodza byla francuska kolonia). Sa stoiska z mega tanimi „sandwiczami”- taka bula wypchana czyms w rodzaju dzemu, mieskiem i czyms podobnym do kiszonej kapusty (wiem, brzmi jakby to do siebie nie pasowalo, ale jest pycha) kosztuje pol dolara. To fajna alternatywa dla okropnego „american breakfast”, ktorymi katowali nas wszedzie w Tajlandii, chcac za to kupe kasy.

Wrazen mam juz duzo wiecej, ale czas do spania (u mnie jest szesc godzin do przodu), bo jutro o 7 rano plyne lodeczka do Battambong, wiec Angkor Wat i wioska sierot (wlasnie stamtad wrocilam ze lzami w oczach) nastepnym razem.

2 komentarzy do posta Welcome to the Kingdom of Cambodia!

  1. Krzychu napisał(a):

    jak będziesz się jarała bagietkami, nie pozwól sobie napchać do kanapek kambodżańskiego masełka, to taka płynna maź wyciągana ze słoika albo plastiku zrobiona z surowych jajek, wylądowałem po tym w szpitalu w Phnom Penh :-)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)