Tanio do Azji z Norwegianem – na pokładzie Dreamlinera

Tanie linie latają już nawet do Azji! Nie trzeba wcale polować na żadne specjalne promocje, żeby do Bangkoku czy Singapuru polecieć (i wrócić) za mniej niż 1800 zł. To szczególnie interesująca opcja dla tych, którzy szukają lotu w tylko jedną stronę, chcą wrócić na innej trasie lub… mieszkają w Skandynawii. Jeśli ma być naprawdę tanio to tylko z bagażem podręcznym i… własnymi kanapkami :P , za to Dreamlinerem! Moja relacja z grudniowego lotu na trasie Bangkok-Sztokholm-Berlin.

Jeśli nie wyobrażacie sobie latania bez wielkiej walizki i ciepłego posiłku i alkoholu na pokładzie, to zdecydowanie nie jest to opcja dla was. Ale jeśli zależy Wam na naprawdę tanim locie, tak możecie zaoszczędzić naprawdę sporo! Oczywiście można czekać na super promocje regularnych linii lub polować na czartery za 300 zł, ale tanie linie mają ceny dobre nawet bez promocji – o ile tylko jesteśmy trochę elastyczni w wyborze dat i tras.

Norwegian chwali się jedną z najbardziej „zielonych” flot na świecie, składającą się z samolotów o średnim wieku 3,6 roku, w tym 21 Dreamlinerów – co mnie bardzo do nich przekonuje, bo o ile latać lubię, nie jestem dumna ze śladu węglowego jaki po sobie co roku zostawiam – a tak mogę go choć trochę ograniczyć, bo palą one o 20% mniej niż inne samoloty.

Dreamliner linii Norwegian, foto ze strony luxurytraveldiary.com

 

Wnętrze samolotów, komfort podróży

To był mój pierwszy lot Dreamlinerem i czekałam na niego z niecierpliwością!

Co zauważyłam od razu to na pewno łagodniejszy start – wciąż trochę zatykały się uszy, ale nie wciskało mnie w fotel tak jak w innych samolotach, nie robiło mi się też tak słabo i nie kręciło w głowie jak to zwykle przy starcie. Dla mnie bomba. Na pokładzie było znacząco ciszej, ponoć dzięki dobrej wentylacji jest też mniej bakterii i nie tak suche powietrze.

Ciśnienie na pokładzie odpowiada temu w górach na wysokości 1.800 metrów, gdy, dla porównania, w innych samolotach, czujemy się jak na 2.400 metrach. Ponoć redukuje to oznaki jet-lagu.

Każdy fotel ma wejście USB do ładowania sprzętów – super sprawa, niestety moje nie działało.

Reklamują się też niby super przyjaznym dla oka światłem – przez większość lotu było naturalne, jednak przed samym lądowaniem w Sztokholmie, kiedy robiło się już ciemno, załączyli jakieś kolorowe, zmieniające się światła jak w tanim barze karaoke – taki kicz na sam koniec trochę psuje świetne wrażenie z całego lotu.

System rozrywki ma sporo filmów, jednak do ich oglądania potrzebne nam własne słuchawki (można je też kupić za 3$), kilka gier, interaktywne mapy lepsze niż te, które widziałam dotychczas, z dużym zoomem. Można w nich wybrać widok z okna lewego, prawego, kabiny pilota – i to widać dokładnie miasta, nad którymi się akurat przelatuje, rewelka!

 

 

 

Jak to w tanich liniach wszystko jest dodatkowo płatne – koce do przykrycia się też, mi w czasie lotu było chłodnawo.

Zawsze na dłuższe trasy wybieram miejsce przy oknie, bo tylko tak, opierając o nie głowę, udaje mi się zasnąć – a tu niespodzianka! Dreamliner ma niepozorne z wyglądu zagłówki, które niesamowicie poprawiają komfort spania na siedząco:

Okna są większe niż zwykle i niezasłaniane, a przyciemniane – jest kilka stopni takiego przyciemnienia i faktycznie, nawet przy ostrym słońcu świecącym prosto w szybę efekt jest mocny, na zielone słońce można nawet patrzeć bez mrużenia oczu:

Jedzenie

Jest oczywiście opcja dokupienia posiłku – za grubo ponad 100 zł, czy też bagażu, ale jakby zsumować tak te wszystkie dodatki to przestaje być tanio. Ja bez problemu spakowałam się w mały plecak ważący niecałe 7 kg, nie widziałam też w problemu w zjedzeniu większego posiłku przed lotem i oparciu się pokusie zamawiania czegokolwiek w samolocie – kilkanaście godzin bez jedzenia wytrzymać się da, gorzej z piciem, zabrałam więc ze sobą na pokład w dwóch małych butelkach litr wody.

Bałam się, że lecąc z głównie Szwedami na pokładzie będę jedynym cebulakiem nie zamawiającym posiłku – w końcu dla Skandynawa te 120 zł to nie aż taki wydatek. Jednak para szwedzkich emerytów siedząca obok mnie przez kilkanaście godzin szamała chleb tostowy z serem. Spora część pasażerów też nic do jedzenia w trasie nie zamawiała.

Dla tych, którzy nie zdecydowali się wcześniej na pre-booked meal, a w międzyczasie jednak zgłodnieli, wybór jest. Barek rozwiązali całkiem sensownie – nie ma stewardess jeżdżących wte i wewte z wózkiem i nagabujących na kupno napoi jak w Ryanairach i innych takich, a jedzenie zamawia się dyskretnie wybierając je na ekranie dotykowym i płacąc kartą kredytową:

Obsługa

Szczerze mówiąc wybierając opcję bez posiłków, nie miałam z nią najmniejszego kontaktu, więc niewiele mogę powiedzieć. Wszyscy byli Azjatami i to, jak na stewardów, prawie emerytowanymi.

Wczesny wylot z Bangkoku

Minusem jest dość wczesny wylot z Bangkoku – ok 9 rano. Śpiąc w okolicy Khao San road można o każdej porze dnia i nocy wybrać się na lotnisko minibusem za 150b od osoby. Ja spałam na uboczu i za Ubera na lotnisko (który kosztował tyle samo co taksówka!) zapłaciłam ok. 400 bahtów. Metro działa dopiero od 6 rano i mój host powiedział, że dość ryzykowne jest wybierać tę opcję, bo na lotnisku często tłumy i dobrze być na nim co najmniej 3 godziny przed lotem. Posłuchałam go, ale niepotrzebnie, bo nie dość, że super szybko i bez kolejek się odprawiłam i przeszłam wszystkie kontrole, zjadłam coś na miejscu to jeszcze jakąś godzinę siedziałam przed bramką w oczekiwaniu na lot.

Dobrze jest więc wybrać nocleg gdzieś na linii metra jadącego prosto na lotnisko, wtedy spokojnie można nim dojechać na czas zaczynając równo o 6 rano.

Na bangkockim lotnisku w wielu punktach jest darmowa woda pitna – warto wziąć ze sobą puste butelki, które po napełnieniu pozwolą wam przetrwać cały lot bez pragnienia :)
Mają tam tani foodcourt przeznaczony głównie dla pracowników lotniska, jednak jest dość ukryty. Lotnisko ma całe mnóstwo knajp i knajpek, jednak cenowo, wiadomo – jak to na lotnisku. Żeby jednak najeść się „na zapas” i nie być głodną podczas lotu, zjadłam tam ostatnią tajską zupkę:

Przesiadka w Sztokholmie lub Oslo

Na maciupeńkim lotnisku w Sztokholmie miałam mieć 3,5 h przerwy. Wyszło więcej, bo w międzyczasie zaczął padać śnieg i samolot nam oblodziło, musiał więc być oczyszczony. Opóźnienia była ostatecznie prawie godzina, jednak nie z winy linii. Przesiadki w Oslo są krótsze.

Trasy międzykontynentalne Norwegiana

Oprócz Bangkoku Norwegian lata też na trasie Londyn-Singapur, to najdłuższa trasa, jaką na całym świecie obsługuje low-cost.

Jeśli mieszkacie w zachodniej Polsce, często taniej niż z Warszawy będzie wylecieć z Berlina. Przesiadka jest jedna – w Oslo lub Sztokholmie. Można tak przy odrobinie szczęścia skompletować lot powrotny z Polski za nawet 1400 zł – najtańszy bilet jaki widziałam był za ok 600 zł. W danej chwili widzę, że z Berlina do Bangkoku można polecieć w kwietniu czy maju za 960 zł, a z Londynu do Singapuru za 902 zł. Bilet z Bangkoku do Warszawy (z przesiadką w Oslo) w październiku to 838 zł, a do Oslo jedyne 619 zł – to dobra opcja dla mieszkających w różnych skandynawskich miastach, do których lata Norwegian. Można też wrócić z Singapuru tanim Scootem do Aten (o tej trasie napiszę w przyszłym miesiącu), z których do Polski dolecieć ostatnio bardzo tanio, lub odwrotnie.

P.S. Norwegian lata także w bardzo dobrych cenach do Stanów, a w przyszłym roku ma ponoć otworzyć nową trasę – do Buenos Aires.

Podobne wpisy:

28 komentarzy do posta Tanio do Azji z Norwegianem – na pokładzie Dreamlinera

  1. Klaudia napisał(a):

    Bardzo przydatny wpis, wraz z przyjaciółmi planujemy wypad do Hongkong’u i już wiem na jaką linie się zdecydujemy! A kwestia jedzenia i bagażu myślę, że jest do przeżycia ;)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Nie wiem czy akurat do HKK jest to najlepsze połączenie, trochę dużo kombinowania, ale na wypad do Tajlandii czy Malezji jak najbardziej!

  2. Shi napisał(a):

    Czytam wpisy i mi się wszystko podoba, bardzo ładnie Pani opisuje. :) Mam koleżankę w Indonezji i tak się zastanawiam, czy kiedyś tam nie polecieć. Niestety u mnie największym problemem jest, że nawet w Polsce – jestem nieśmiałym i cichym człowieczkiem. W Azji mogłabym „zniknąć”. Bardzo mnie ciekawią i ekscytują takie podróże, ale z drugiej strony nie wiem jak ten strach przezwyciężyć, eh. :(

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Ależ ja też jestem nieśmiałym i cichym człowieczkiem, uwierz mi! A już na pewno takim byłam jak wyruszałam ze strachem w oczach w swoją pierwszą podróż do Azji! Zniknąć to w Azji na pewno nie znikniesz, bo pewnie będziesz wyróżniać się wzrostem :D A w Indonezji Twoją białą skórą i pięknym, długim nosem (serio!) będą zachwycać się wszyscy – przy okazji dowartościować się można ;) Trzymam kciuki za spełnianie marzeń!

  3. student napisał(a):

    „Bałam się, że lecąc z głównie Szwedami na pokładzie będę jedynym cebulakiem nie zamawiającym posiłku – w końcu dla Skandynawa te 120 zł to nie aż taki wydatek. Jednak para szwedzkich emerytów siedząca obok mnie przez kilkanaście godzin szamała chleb tostowy z serem. Spora część pasażerów też nic do jedzenia w trasie nie zamawiała.”

    Czy nie przepłacanie za posiłek to jakiś wielki grzech?
    Bo według tzw. nowoczesnych to wielki.

  4. Agnieszka Trolese napisał(a):

    Też mi ta Tajlandia chodzi cały czas po głowie! Buziaki!!

  5. Paweł Jakubowski napisał(a):

    Norwegianem jeszcze nie leciałem :P

  6. Krystian Łysyganicz napisał(a):

    I super, teraz podróżowanie jest dużo łatwiejsze :) Tylko czas trzeba znaleźć ^^

  7. Szymon Król napisał(a):

    też właśnie muszę zacząć planować, bo za chwilę nowy rok :D

  8. Joanna Kiecka napisał(a):

    O tak, my właśnie planujemy przyszłoroczne wakacje i trochę opornie nam idzie ;)

  9. Paulina napisał(a):

    ej, bo to jedzenie samolotowe wcale dobre nie jest ;-)) Skandynawowie patrzą zawsze na sprawę tak czy czegoś potrzebują czy nie – i tyle, czy coś jest dobre czy nie – jak oba warunki są spełnione to dopiero kupują :D a Polak niestety zawsze czuje się taki… biedny :-(( ja chyba zawsze leciałam dreamlinerem – jakoś tak wyszło :-))
    ale super news, że loty od 1400 można kupić! Z Londynu do NYC można też za jakiś niewielki pieniądz polecieć :-))

    • Emiwdrodze napisał(a):

      No ja myślę, że oni tak nie z oszczędności… :) Mogłam w sumie napisać, że ja też przez wzgląd na wartości odżywcze i w ogóle, ale właśnie, ta mentalność – człowiek ze wsi wyjedzie, ale wieś z człowieka… Czy jakoś tak ;)) Nawet jak mnie stać i jak z głodu bym zdychała to 120 zł za jedzenie w samolocie nie dam, o nie.
      Do Stanów to w ogóle taniej niż do Azji polecieć się da z tego co ostatnio widzę!

  10. Paulina Wierzgacz napisał(a):

    o kurde! nie sądziłam, że Norwegian lata do Azji, nie wiem czemu żyłam w przeświadczeniu, że on realizuje tylko loty w zakresie Europy i Ameryki Północnej :O

  11. Kinga Bielejec napisał(a):

    Coraz więcej promocji i po prostu niskich cen za dalekie loty – tego nie da się nie lubić <3

  12. Kamila Kowalewska napisał(a):

    O, miałam wracac z mojej podróży norwegianem właśnie, więc ciekawaj jestem Twojej opinii. Biorę się do czytania!

  13. An Ta napisał(a):

    Och, to najlepsza pora! :-)

  14. Jarosław Jarzyński napisał(a):

    Fajny wpis, ale z tą ilością dreamlinerów to trochę przesadziłaś :-) Wszystkich 787 jak do tej pory wyprodukowano 625 sztuk, ale linie Norwegian łącznie mają około 100 maszyn różnych typów… :-)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Dziękuję za czujność! :)) Faktycznie trochę mnie fantazja poniosła, i aż sprawdziłam źródło – na oficjalnej stronie Norwegiana piszą, że „Norwegian has 21 787 Dreamliner aircraft today”, a mi się te cyferki w całość zlały, stąd pomyłka.

      Dobrze, że zostało skorygowane zanim wpisem się podzieliłam z szerszym gronem :D

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)