Pierwszy kontakt z islamem

Tak się złożyło, że nigdy nie byłam ani choćby w Turcji, ani żadnym innym muzułmańskim kraju. Z islamem zetknęłam się do tej pory jedynie w Niemczech i na południu Tajlandii. Niby wiedziałam, czego się spodziewać, ale i tak ciekawość mnie zżerała na myśl o wyprawie do Malezji, która miała być przecież tylko rozgrzewką przed największą muzułmańską potęgą świata, Indonezją. Prosto z tajlandzkiego Railay udajemy się do Georgetown (zwane też Penang, choć to właściwie nazwa wyspy, na której Georgetown leży).

Pierwsze, co uderza po przekroczeniu granicy tajsko-malezyjskiej to budynki! I to wcale nie biurowce, a nowoczesne apartamentowce mieszkalne. Od razu czujemy się jak w innym świecie. Sporo słyszeliśmy też o tym, jaki to drogi kraj i póki co się to potwierdza, jesteśmy lekko przerażeni cenami (choć oczywiście naszym punktem odniesienia są inne azjatyckie kraje, nie Europa).

DSCN8976

Muzułmanie alkoholu tu nie kupią. Mimo, że w Malezji procentowo nie ma ich wcale aż tak wielu (nieco ponad 60% populacji), to są dość konserwatywni (w porównaniu do Indonezji, bo to jedyne odniesienie, jakie mam)

Nie możemy znaleźć żadnego sensownego taniego noclegu. Wszystko w akceptowalnych przez nas cenach to jakieś totalne speluny, a podróżując przez chwilę z Pawłem jakieś standardy muszę trzymać :P W końcu po długich poszukiwaniach znajdujemy coś na pograniczu taniości i przyzwoitości. Na recepcji pracuje Hindus – już pierwszego dnia widzę, że ciężko mi będzie w tym kraju, bo jest ich tu duuużo. Gościu bez przerwy beka w trakcie rozmowy z nami. Unika też mnie wzrokiem, zwracając uwagę tylko na Pawła, a takie ostentacyjne ignorowanie kobiet, mimo, że wiem, że jest częścią ich kultury, mnie wkurza i specjalnie zadaję mu dużo pytań, żeby musiał zauważyć też moją obecność.

Póki co badamy teren, pierwszego dnia tylko tęskniąc za Tajlandią – choć później się to odmieni i polubimy Malezję. Czysto tu i widać, że to bogaty kraj. Do Singapuru jeszcze sporo brakuje, ale nie ma tu typowego azjatyckiego chaosu, ulice jakieś takie spokojne. Największa jednak różnica po przyjeździe z Tajlandii jest taka, że bez problemu można się tu dogadać po angielsku. Wielu Malezyjczyków posługuje się nim płynnie.

Jedzenia ulicznego faktycznie jest pod dostatkiem. Mówią, że Penang to najlepsze miejsce w kraju na jego próbowanie, ale nam niestety przez pierwsze dni nie udaje się trafić na nic super pysznego. Nie wiemy za bardzo, co z czym i jak, a na wygląd nic nam nie podchodzi. Dopiero później przekonujemy się do ichniejszego (a właściwie głównie chińskiego i indyjskiego) jedzenia, stwierdzając, że mieszanka tych dwóch kuchni to kulinarny raj.

Jeździmy po mieście darmowym klimatyzowanym autobusem – to mi się podoba ;) Jego trasa prowadzi dookoła miasta, zahaczając o najciekawsze miejsca. Ani trochę nie czuję się jak w muzułmańskim kraju, bo wybieramy się do paru buddyjskich świątyń i wszędzie widać wpływy chińskie:

smok

DSC_1064

chińskieakcenty

To świątynia Kek Lok Si, największa buddyjska świątynia Malezji, położona na wzgórzu kilkanaście minut drogi autobusem od Georgetown:

żółwie

Przez Michniewicza krytykowana jako turystyczna i kiczowata, ale albo mieliśmy szczęście, bo nie spotkaliśmy tam żadnych turystów, albo inaczej wyobrażam sobie turystyczne mekki. Fakt, przed wejściem mija się stragany z wszystkim, co Chiny kiedykolwiek zdołały wyprodukować, ale tłumów nie ma. Do świątyni można wjechać kolejką linową albo się wdrapać, ścieżka prowadzi jednak dość naokoło.

DSCN9047a

widok z góry świątyni

DSC_1151

DSCN9060

wstążeczki z życzeniami, zawiązuje się je na gałęziach drzewa

DSCN9085

DSCN9084

cokolwiek autor miał na myśli..

DSCN9036

swastyka – buddyjski symbol szczęścia i pomyślności (inna niż ta indyjska czy nazistowska)

DSCN9039

DSCN9066

prawie jak żywy

disneyland

na terenie świątyni porozstawiane są tajemnicze disneyowskie figurki

DSCN9067

a w sklepie z pamiątkami tradycyjnie- kotki machające łapą

DSCN9065

musiałam…;) przyświątynny kibelek

Z powrotem w Georgetown:

DSCN9018

DSCN9019

niebo

DSCN9002

DSCN9013

na nasz pobyt w Malezji przypadał okres przed ważnymi wyborami parlamentarnymi. Na ulicach (a nawet na rajskiej, ledwo co zaludnionej wyspie, na którą wybraliśmy się później) pełno było flag z logo tej i drugiej z wiodących partii- „rakiet”. Wybory śledziłam już po wyjeździe z kraju, wygrali, ku rozczarowaniu większości młodych ludzi, konserwatyści.

DSC_1190

rikszarze w oczekiwaniu na klientów

ludzie

L: słynne jedzenie uliczne Georgetown; P: póki co post wyszedł bardziej w buddyjskich klimatach, więc w końcu proszę: oswajam się z widokiem dżilbabów

DSCN8997

DSC_1082

mężczyźni wyznający islam też często zakrywają głowy

DSC_1204

wieczorne rozrywki miejscowych

DSC_1091

..a turyści ubierają się jak chcą

DSCN9016

są i chrześcijanie

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że przedstawiciele różnych kultur i religii żyją tu w pełnej harmonii, ale wypatrzyłam taki plakat:

DSCN8995

strajk głodowy w walce o zaprzestanie represji Hindusów

…a znajomi Chińczycy z Kuala Lumpur opowiadają nam o traktowaniu ich przez rząd jak obywateli drugiej kategorii, ale o tym więcej będzie właśnie przy okazji KL.

Skoro już jesteśmy na ulicach Georgetown, nie można pominąć kolejnej oprócz jedzenia wizytówki tego miasta – sztuki ulicznej, zapoczątkowanej tu przez Litwina Ernesta Zacharevica. Sama zbyt wielu zdjęć murali nie robiłam i żałuję, te dwa kultowe wygrzebane są z czeluści Internetu:

onlypenang4

„The Awaiting Trishaw Paddler”, Penang Road (autor: Desmond Yeo); fot. onlypenang.com

A dzieciaki na huśtawce są autorstwa głuchoniemego Malezyjczyka Louisa Gan:
cappyfish blogspot com

fot. cappyfish.blogspot.com

*część zdjęć pochodzi od Pawła

Podobne wpisy:

10 komentarzy do posta Pierwszy kontakt z islamem

  1. ChillVan napisał(a):

    Georgetown ma w sobie coś cudownego…. chce się tam wrócić :)

  2. Alicja napisał(a):

    Ciekawe. Zwiedzanie śladem murali to fajny pomysł na zwiedzanie, którego wcześniej jakoś nie brałam pod uwagę :). Czekam na kolejne opowieści!

  3. baixiaotai napisał(a):

    Być może od tego czasu już się zdążyłaś tego dowiedzieć, ale tak czy siak podpowiem – ponieważ w niektórych buddyjskich tradycjach można w określonej intencji darować życie, niektóre jeziorka przy buddyjskich świątyniach, zwłaszcza tych popularnych, są przepełnione. Stąd znak, by nie wpuszczać do jeziora żadnych stworzeń. Pisałam o tym tutaj: http://baixiaotai.blogspot.com/2012/01/jezioro-darowania-zycia.html

  4. Magdalena Typel napisał(a):

    O, bardzo na czasie bo wybieram sie za chwile m.in. do Malezji i bede podazac tym szlakiem, takze mam lekture na kolejne dni :)

  5. Agnieszka Ilnicka napisał(a):

    Ja jeszcze nigdy nie miałam styczności z Islamem. Wiedziałam, że nie mogą pić alkoholu, ale żeby takie napisy w sklepach! Niesamowite. Piękne zdjęcia :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Ja teraz mam z nim styczność na codzień i widzę, że sporo z nich pije i tak „jak allah nie widzi” ;) Za to w Ramadanie wszyscy stają się święci i udają najbardziej pobożnych na świecie, hipokrytów co nie miara! Dziękuję :)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)