10 rzeczy których nauczyły mnie podróże

Zastanawiasz się czy warto rzucić wszystko i wyjechać w tę wymarzoną kilkumiesięczną, a może i kilkuletnią podróż dookoła świata/Polski/obu Ameryk? Wyjść ze swojej strefy komfortu i zmierzyć czoła nieznanemu? Pokonać lęk i odkryć, że masz w sobie więcej odwagi niż Ci się wydawało? Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu nie będziesz mieć już wątpliwości!

Kolejni blogerzy wymyślają coraz to nowe teksty na temat zmian jakie zaszły w ich życiu po przekroczeniu magicznej 30tki czy też podsumowań swojego dotychczasowego życia. Nie rozumiem całego tego szumu związanego z niby „starzeniem się”. Któregoś tam października tego roku nie obudziłam się nagle pomarszczona i schorowana, nie uważam też, żebym była za stara na cokolwiek czy czegoś mi nie wypadało robić „w tym wieku”. Życie przed i po 30tce jest takie samo. Nigdy nie miałam spiny, żeby coś osiągnąć akurat przed osiągnięciem „tego” wieku, ale nie ukrywam, przez to całe zamieszanie i mi się udzieliło, trochę mnie ta rocznica skłoniła do refleksji nad swoim życiem – a że istotnym składnikiem mojego życia są podróże, w efekcie powstała ta lista!

CZEGO NAUCZYŁY MNIE (samotne czy też nie, ale na pewno długie) PODRÓŻE?

1. ANGIELSKIEGO – przede wszystkim!

To dla mnie najważniejszy punkt! Uczyłam się go już od przedszkola, mimo to jeszcze po studiach kulał i to bardzo. Czułam się jak kompletne antytalencie do tego języka i nie wierzyłam, że kiedyś jeszcze się go nauczę. Kiedy w 2011 r. pierwszy raz wylądowałam w Tajlandii, ledwo potrafiłam się dogadać z Azjatami, a przecież ich znajomość angielskiego jest na ogół bardzo podstawowa. Potem zaczęłam poznawać Amerykanów, Kanadyjczyków, Australijczyków, Europejczyków mieszkających długo za granicą, i z początku nie rozumiałam nic, co do mnie mówią. Będąc jednak w podróży sama, nie miałam innego wyjścia jak się z tym osłuchać i zacząć z nimi jakoś rozmawiać. Teraz śnię głównie po angielsku, bo to mój pierwszy język w codziennym życiu, i w pracy, i w życiu prywatnym. Nawet do kota mówię dziwną mieszanką indonezyjskiego, polskiego i angielskiego.

2. TUMIWISIZMU, czyli wyluzowanego podejścia do życia

Ile razy przejmowałam się i zasnąć do rana nie mogłam, bo coś tam mnie w podróży/życiu stresowało. Bo lot wcześnie rano, bo mało czasu na przesiadkę, bo ląduję w Azji po raz pierwszy późnym wieczorem i nie wiem co ze sobą zrobić (serio, w dniu pierwszego lądowania w Bangkoku nie miałam nawet pojęcia gdzie będę spać!). I co to zmieniło, że się denerwowałam? Zawsze wszystko kończyło się dobrze. Albo po drodze z lotniska spotkałam kogoś, kto miał namiary na świetny hostel, albo jakiś miejscowy zaprosił mnie do siebie do domu. Nie ma co się martwić na zapas, jakoś to będzie!

3. ASERTYWNOŚCI I WALCZENIA O SWOJE

W tym miejscu szczególne podziękowania należą się Hindusom – rikszarze i sprzedawcy wszelacy w Indiach nauczyli mnie jak nie pozwolić wejść sobie na głowę i nie dać się oskubać z ostatniego grosza. Podróżując po biednych krajach po prostu trzeba się nauczyć powiedzieć wyraźne NIE lub „odwal się ode mnie”, nie siląc się na grzeczności.

4. POKONYWANIA WŁASNYCH SŁABOŚCI

Kiedy podczas trekkingu po tajskiej „dżungli” nasz przewodnik patykiem wywabił z nory tarantulę tuż przed moim nosem, serce waliło mi jak nigdy, ale mimo, że nie ma na świecie rzeczy, której bałabym się bardziej niż włochatych pająków, musiałam obok niej przejść i nie zemdleć, nie miałam innego wyboru. W Laosie z kolei, mimo lęku wysokości, na własne życzenie wspięłam się na kilkudziesięciometrową skałkę i dopiero kiedy spojrzałam w dół (po co?! :P), zaczęłam się cała trząść jak galareta, tak, że zobaczył to instruktor i natychmiast kazał mi zjechać na dół. Snorkując u brzegu Gili i płynąc za olbrzymim żółwiem nagle zorientowałam się, że zostałam sama dobrych kilkaset metrów od brzegu i od łódki, która odpłynęła sobie spory kawałek dalej bez upewnienia się czy wszyscy są na pokładzie (taka „profeska” tylko w Indonezji!). Pływakiem zbyt dobrym nie jestem i niemało ode mnie wymagało, aby nie spanikować i przy drżących już z wysiłku mięśniach pokonać silne fale i dobić jakoś do łódki.

5. TOASTÓW W CHYBA WSZYSTKICH JĘZYKACH ŚWIATA

„Skål”, „prost” czy „santé” znałam już wcześniej, z Erasmusa, ale przecież nigdy nie wiadomo kiedy znów przyda mi się wietnamskie „joł” czy „czołmoj” z Kambodży ;)

6. ŻE POMYSŁÓW NA ŻYCIE SĄ TYSIĄCE i wcale nie jestem skazana na siedzenie w biurze do końca swych dni – yuhuuu!

…a jeden z nich już nawet realizuję :) W podróży poznałam całe mnóstwo niesamowitych ludzi żyjących poza schematem ‚9 to 5’. Te historie były tak inspirujące, że już po kilku pierwszych miesiącach w drodze nie wyobrażałam sobie powrotu do wcześniejszego trybu życia. Teraz, po kolejnych kilku latach, z dumą mogę powiedzieć, że udało mi się tego uniknąć.

7. SMALL TALK – czyli gadania o pierdołach

Poznawani w podróży ludzie zadają na początek ten sam zestaw pytań – skąd jesteś? Ile już jesteś w podróży? Co odwiedziłaś wcześniej? Dokąd jedziesz dalej? Nudne to jak flaki z olejem i z większością z nich nigdy nie przechodzi się na wyższy stopień zażyłości, ale opanowanie takich gadek szmatek przydaje mi się teraz w prowadzeniu guesthouse’u w zderzeniu z ludźmi, z którymi nie zawsze mam przecież ochotę rozmawiać. Zawsze byłam nieśmiała i nie miałam pojęcia jak zagadać do nieznajomego, teraz nie mam z tym najmniejszego problemu.

8. Cieszenia się drobiazgami i DOCENIANIA, ŻE URODZIŁAM SIĘ I WYCHOWAŁAM W WYSOKO ROZWINIĘTYM KRAJU

I nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Jeśli ktoś myśli, że Polska to biedny i zacofany kraj, pewnie porównuje ją do zachodnioeuropejskich sąsiadów. Po dotarciu do tajskiej wioski, z której dzieciaki codziennie płyną do szkoły 10 km w górę rzeki lub (do wyboru) zasuwają do niej bez butów kilka godzin przez dżunglę, po przejściu choćby tych kilkudziesięciu metrów slumsami w Kalkucie, problemy mieszkańców „pierwszego świata” i dramaty życiowe jakie dobrze sytuowani Europejczycy sami sobie wymyślają, wydają mi się teraz żartem jakimś. Ponoć jeden na trzech mieszkańców naszej planety nie ma dostępu do toalety, jakimi więc szczęściarzami jesteśmy! W ogóle już nie rozumiem tych „ą, ę” ludzi, którzy narzekają na azjatyckie łazienki nawet jeśli są czyste, tylko dlatego, że wyglądają trochę inaczej. Przylatując pierwszy raz do Azji byłam psychicznie przygotowana na to, że warunki będą inne od tych, które znam. Z kranu leciała tylko zimna woda, toalety były kucane i nie miały spłuczki, sypiałam na piasku na plaży czy na lotniskach, mimo, że nie zawsze było mi wygodnie, ale jakie to ma znaczenie? Czy to naprawdę koniec świata nie mieć dostępu do wypasionej łazienki czy wygodnego łóżka jeśli jesteśmy w miejscu, o którym zawsze marzyliśmy? W jaki sposób umniejsza to wspaniałym doświadczeniom podróży, jakie się ma po wyjściu z hotelowego pokoju?

9. AKCEPTACJI SIEBIE

Wcześniej wydawało mi się, że ludzie podróżujący to same bez wyjątku wulkany energii, dusze towarzystwa. I że ja do tego grona nijak nie pasuję. W podróży okazało się, że wcale nie jestem największym dziwakiem pod słońcem i że samotników i introwertyków jest na tym świecie naprawdę mnóstwo. Nigdy nie rozumiałam jak można nudzić się we własnym towarzystwie, ale dopiero w podróży udało mi się przestać wstydzić bycia takim antyspołecznikiem i, paradoksalnie, otworzyć bardziej na ludzi. Dzięki temu jeszcze lepiej czuję się sama ze sobą.

10. MINIMALIZMU, wyzbycia się potrzeby gromadzenia rzeczy materialnych

Kiedy wróciłam do domu rodziców po pierwszej ośmiomiesięcznej podróży i weszłam do swojego pokoju, nie mogłam się nadziwić co tam robią wszystkie te graty. Zabrałam się za porządki, wyrzucając lub sprzedając szpargały, których braku w ciągu tych kilku miesięcy nie odczułam ani razu i taką segregację robię za każdym razem na nowo kiedy znów wracam do domu. Teraz moja garderoba mieści się w jednej walizce i doszłam do wniosku, że posiadanie zbyt wielu rzeczy mnie tylko unieszczęśliwia. Gdy ktoś mnie pyta co chciałabym dostać w prezencie urodzinowym czy na Gwiazdkę, nie mam pojęcia! Mimo że odkąd przestałam przemieszczać się aż tyle minęło już trochę czasu, nadal mam raptem pięć Tshirtów na krzyż i chodzę w dwóch parach butów na zmianę. A jaka to oszczędność kasy, którą można wydać na podróże!

Czarnogóra_z_plecakiem

Jedna z moich pierwszych podróży, Czarnogóra, 2009 r. Jak teraz patrzę na to zdjęcie, przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz, której mnie podróże nauczyły: pakowania plecaka ;) Tu nie byłam w tym jeszcze mistrzem, ważył chyba z 15 kg!

To jak, może czas wyruszyć w podróż? :) Kiedy jak nie teraz! W końcu żyje się raz, a nikt za Ciebie marzeń nie spełni…

Masz za sobą długą podróż? Czego nowego Cię nauczyła?

Podobne wpisy:

22 komentarzy do posta 10 rzeczy których nauczyły mnie podróże

  1. Adrianna napisał(a):

    Świetny artykuł:) Też chciałam podróżować ale niestety plany się pomieszały….:) Gratuluje że podążasz za własnymi marzenia:) Życzę powodzenia!!

  2. Hrabina Weltmeister napisał(a):

    Bardzo mi się podoba ten punkt o postrzeganiu Polski. Rzeczywiście, mówić o Polsce, że to zacofany kraj, mogą chyba tylko ludzie, którzy nie wyściubili poza niego nosa!

  3. Emiwdrodze napisał(a):

    To na pewno, zawsze! :)

  4. Pawel Pawel napisał(a):

    masz jaja Emi nie ma co, gratuluje i życzę kolejnych podróży :)

  5. Tati Belenkova napisał(a):

    Podpisuję się pod wszystkimi! :)

  6. Random Travel Stories napisał(a):

    Świetna ta lista, po ponad półtora roku w Azji podpisuję się pod wszystkimi punktami, zwłaszcza 2 (tego uczy Indonezja niewątpliwie!), 6, 9 i 10. Tylko do podróżniczego small talku jakoś nie mogę się przekonać, a asertywność cały czas ćwiczę ;)
    Ogólnie podróże mogą nas nauczyć wielu rzeczy…. jeśli tylko chcemy :) https://randomtravelstories.com/2016/03/09/5-rzeczy-ktorych-moze-ale-nie-musi-nauczyc-cie-podrozowanie/

  7. Kamila Kowalewska napisał(a):

    ze wspólnych punktów mamy przede wszystkim tumiwisizm, pokonywanie słabości i cieszenie się drobiazgami. za to czuję, że mój angielski, w którym kiedyś musiałam trzaskać 50str skomplikowane analizy ledwie po dwóch miesiącach w Indo mi się uwstecznił! ;) a te toasty… to nie było już na Erasmusie? :P

  8. Joanna Kiecka napisał(a):

    dodałabym jeszcze otwarcie na inne kultury ale to jest chyba oczywiste :)

  9. Paulina napisał(a):

    No jakbym o sobie czytała! :) Brak smykałki do języków obcych, strach przed pająkami, aspołeczność, nieśmiałość. Cieszy mnie bardzo, że te wszystkie cechy podróże są w stanie zmienić i przełamać :) Najwidoczniej ja za mało jeszcze widziałam, a przede wszystkim nigdy nie podróżowałam samotnie. Świetny wpis! :)

  10. Darek Jedzok napisał(a):

    Jak mnie zmieniły? Patrz punkt dwa: dały opanowanie i dystans do codziennych problemów :) Różne rzeczy się po drodze przytrafiają, człowiek nauczy się nie wydziwiać przy byle okazji…

  11. Ewelina Malina napisał(a):

    święte słowa Emi, ale mnie jeszcze nauczyła dystansu do siebie…tego, żeby zatrzymać się na chwilę i porozmawiać z drugim człowiekiem i podróże uświadamiają, że za każdymi drzwiami kryje się jakaś tajemnica.

  12. Odnova napisał(a):

    Niesamowite hobby. Wspomnienia z podróży pozostają na zawsze. Gratulacje bardzo fajny wpis.

  13. Magdalena Czekaj napisał(a):

    Wogoel bym nie pomyslala, ze jestes niesmiala! Twoj small talk jest idalny, wogole nie wymuszony :)
    Dla mnie moja osttania podroz, czyli do Indonezji byla chyba najwazniejsza podroza i dosc przelomowa w roznych sprawach. Wiele sie nauczylam. Dlatego tak cieplo o niej ciagle mysle i tak wracam myslami do Indonezji.

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)