„Archipelag znikających wysp” – recenzja książki

„Archipelag znikających wysp” S. Prokurata i P. Śmieszka wydawnictwa „Bezdroża” połknęłam jednym tchem, bo to w końcu „mój” temat i jedyna znana mi książka o współczesnej Indonezji.

Tytuł, jak tłumaczą autorzy, nawiązuje zarówno do wdzierania się globalizacji na egzotyczne pod każdym względem (a szczególnie kulturowo) wyspy archipelagu indonezyjskiego, jak i dosłownego znikania wysp przez rozkradanie gruntu ich tworzącego.

Archipelag_znikajacych_wysp

TREŚĆ

Autorom udało się uchwycić masę absurdów, które napotkamy w tym wyspiarskim kraju. Piszą o wszechobecnej korupcji, walkach kogutów czy wypożyczalniach psów. Zwracają uwagę na ważne sprawy – Indonezja to zlepek kultur przymusowo połączonych językiem i administracją i mieszkańcy jednej wyspy często nienawidzą tych z wysp sąsiednich. Poruszają kwestie nietolerancji wobec indonezyjskich Chińczyków, którzy przecież mają indonezyjskie obywatelstwo od pokoleń i po chińsku nawet nie mówią.  Zauważają hipokryzję wielu Indonezyjczyków, choćby na Bali, której mieszkańcy jako hinduiści wierzą niby w harmonię między człowiekiem a naturą, a jest to najbardziej zaśmiecona wyspa, jaką znam.

Przedstawiają fatalny wpływ upraw palm olejowych, z których produkty masowo spożywa się na całym świecie, na środowisko. Podkreślają fakt złego traktowania zwierząt, do czego w znacznej mierze przyczyniają się turyści, np. korzystając z popularnych atrakcji turystycznych wymyślonych na ich potrzeby – takich jak przejażdżka na słoniu na Bali, na której słonie nawet nie występują w naturze. Od siebie dodałabym też wizyty na farmach cywet na Bali, gdzie produkowana jest kopi luwak, która nie jest wcale balijską specjalnością, bo tu cywety na wolności nie żyją, a trzymane są na potrzeby turystów w klatkach w tragicznych warunkach. W książce pojawia się opinia, że „Bali jest najbardziej przereklamowaną wyspą świata”. Nie mogłabym zgodzić się z nią bardziej! W końcu nawet obecna kultura balijska wywodzi się z Jawy.

Czasem autorzy dokonują kontrwersyjnych osądów: „jedziemy w nieznane głównie po to, aby zaspokoić własne egoistyczne dążenia. Nic tak nie polepsza nastroju, jak zobaczenie, że inni żyją inaczej, często jeszcze gorzej niż my.” – choć może to i prawda? W końcu wszyscy jesteśmy egoistami.

Ciężko jest mi być obiektywną, bo wiele rzeczy opisywanych w książce to teraz i moja codzienność i sama mogłabym przytoczyć drugie tyle historii na poruszone w niej tematy, chociaż i ja dzięki niej dowiedziałam się kilku nowych rzeczy o Indonezji, w szczególności z rozdziału o islamie, z którym mimo życia pośród muzułman nie mam aż tak bliskiej styczności co jeden z autorów.

Niektóre z rozdziałów pochłonęłam błyskawicznie, inne szły mi bardzo topornie. Każdy z nich napisany jest w innej formie – a to reportażu, a to relacji z podróży do najodleglejszych zakątków kraju czy wręcz encyklopedycznych notek. Zanudził mnie rozdział pierwszy, ostatni oraz ten o „Dylematach turysty niemasowego”, w których za dużo przeskakiwania z tematu na temat, są przydługie, dość oczywiste (choć może nie dla wszystkich?), za dużo w nich filozofowania i ekonomicznych wstawek, które niekoniecznie interesują przeciętnego czytelnika. Książka pisana jest niby przez ludzi mających dużą wiedzę o Indonezji, a tu taki Australijczyk tłumaczy któremuś z autorów, że w tym kraju obowiązuje więcej niż jeden język – pewnie to celowy zabieg, który jednak do mnie nie przemawia.

Bardzo mi w czytaniu przeszkadzało, że nie wiadomo, która część pisana jest przez kogo, przez co trudno było mi zaufać przekazywanym informacjom, bo o ile jednego z autorów znam osobiście (od kilkunastu lat mieszka w Yogyakarcie) i wiem, że ma o tutejszej kulturze ogromną wiedzę i zjechał kraj wzdłuż i wszerz, to drugi raptem „liznął” życia na Bali – był tu na rocznym stypendium, co jakoś niekoniecznie mnie przekonuje do wiarygodności wszystkiego, co pisze o całym kraju, nie tylko tej jednej wyspie. Tylko w niektórych fragmentach łatwo mogłam się zorientować, kogo akurat czytam. Lubię książki podróżnicze i nie przeszkadza mi wtedy, że autor spędził gdzieś wtedy tylko miesiąc, co innego jednak w przypadku książki aspirującej do skarbnicy wiedzy o jakimś kraju. Ja po dwóch latach mieszkania na Jawie zdecydowanie nie podjęłabym się jeszcze pisania książki o niej.

Raziły mnie dziwne słówka, które w języku polskim nie istnieją – „Australus” i powtarzane do bólu „ofering” – a które przecież bez problemu można było zastąpić polskimi słowami.

Znalazłam w książce kilka nieścisłości, większość drobnych, ale jeden byk jest dość konkretny i z pewnością nie powinien się znaleźć w takiej pozycji. Może książka pisana była już od kilku lat, może coś się w tych kwestiach przez ten czas zmieniło, ale takie rzeczy wypadałoby jednak sprawdzić i zaktualizować przed wydaniem. Przeczytamy, że „maksymalna długość wizy indonezyjskiej to dwa miesiące. Można ją przedłużać trzy razy. Potem trzeba opuścić terytorium Republiki Indonezji. Za to wiza turystyczna, miesięczna, jest nieprzedłużalna”. To błąd. Tę pierwszą wizę można przedłużać cztery, a nie trzy razy, turystyczna jest też jak najbardziej przedłużalna o kolejny miesiąc bez żadnego problemu i to odkąd pamiętam, czyli od co najmniej dwóch lat. Sprawdzone na własnej skórze wielokrotnie.

Rozbawiła mnie puenta na zakończenie – jakże trafna!

WYDANIE

Na pierwszy rzut oka książka wydana jest pięknie – przyciągająca wzrok ciekawa graficznie okładka, w środku też sporo zdjęć i dobrej jakości papier. W trakcie czytania okazuje się jednak, że czcionka jest zbyt cienka i nie kontrastuje dobrze z białym tłem (szczególnie na niektórych podpisach obrazków!), przez co wzrok męczy się dość szybko. Kolejnym mankamentem są niektóre zdjęcia – o ile ujęcia są ciekawe, to nie wszystkie wyglądają na poddane choć podstawowej edycji. Nie twierdzę, że robię lepsze, jednak wydając książkę na pewno bym o takie zadbała. Poza tym z porządnej niby okładki już w połowie czytania zaczęła odchodzić folia – a ja z książkami obchodzę się jak z jajkiem. Wkurzyłabym się jeśli wydałabym na nią faktycznie sugerowane 44,90 zł.

Podsumowując – na pewno warto przeczytać. Im mniej wie się o Indonezji, tym bardziej warto, szczególnie, że na chwilę obecną jest to jedyna sensowna pozycja o tej części świata na polskim rynku. W jednym z ostatnich wpisów pytałam was, z czym kojarzy się wam Indonezja. Mam nadzieję, że dzięki tej książce każdy z was będzie miał z Indonezją więcej niż te trzy skojarzenia!

Czytaliście? Czytacie? Planujecie przeczytać „Archipelag znikających wysp”? Dajcie znać, co sądzicie o książce!

P.S. To moja pierwsza recenzja książkowa, więc jeśli dotrwaliście do jej końca to bardzo mi miło ;)

Podobne wpisy:

19 komentarzy do posta „Archipelag znikających wysp” – recenzja książki

  1. madzia napisał(a):

    Książkę przeczytałam dwa miesiące temu a wczoraj wróciliśmy z Mężem z trzytygodniowej wyprawki objazdowej po Jawie Bali Lombok i Komodo. Przeczytany materiał mocno mnie podreperował merytorycznie, chociaż rozdział o rozważaniach turysty trochę zmęczył.Generalnie wielkie dzięki Emi za podpowiedź, świetna Indonezja w pigułce :)

  2. Sergiusz napisał(a):

    Czesc Emi, Dzieki za pozytywna recenzje książki. Faktycznie skonczylismy ja w 2013 stad ten problem z wizami. Ciezko jest wydac ksiazke… :-) Mysle ze troche niesprawiedliwie opisujesz ze jedynie liznalem Indonezji. Bylem w Indonezji kilkadziesiat razy (w tym raz 1 rok na stypendium), piec lat prowadzilem firme eksportowa z Indonezji, napisalem wiele ekspertyz dla polskich ministerstw oraz doktorat na podstawie historii gospodarczej Indonezji, który w przyszłym roku pojawi się jako książka. Zdziwilabys sie kto napisal ktory rozdzial :-)
    Pozdrowienia,SP

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Cześć Sergiusz, miło Cię tu widzieć! Dzięki za komentarz :) Absolutnie nie neguję Twojej wiedzy na temat Bali, skoro to tam mieszkałeś, ani w kwestiach ekonomii i gospodarki. Wciąż mam jednak wrażenie, że są rzeczy, które da się ogarnąć europejskim umysłem tylko będąc tu na miejscu przez czas dłuższy niż rok czy dwa.

      Niektóre „rewelacje” po ich obgadaniu ze znajomymi Indonezyjczykami z różnych części kraju budziły moje wątpliwości – ale, jak pisaliście w książce, oni często sami nie wiedzą, co dzieje się na wyspie obok… Chyba po prostu Indonezję ciężko jest zrozumieć nawet Indonezyjczykom…;)

      Pewnie i bym się zdziwiła, tylko czemu żaden z autorów się nie chce przyznać do żadnego z rozdziałów?! :P

      P.S. Niestety, ale w 2013 fragment o wizach też już był nieaktualny…

  3. Kasia napisał(a):

    Mimo kilku minusów zachęciłaś do kupna… tak więc za jakiś czas pojawię się w księgarnii :)

  4. Monia napisał(a):

    Cześć Emi. Dzięki za polecenie, chyba właśnie takiej książki szukam! Już za bardzo niedługo wybieram się do Indonezji na rok i właśnie jestem na etapie polowania na bilet :) I choć nie chcę patrzeć na ten piękny kraj czyimiś oczami, to chyba skuszę się i tę akurat książkę przeczytam. Łaknę wszelakiej wiedzy na temat Indonezji, kulturowej, historycznej czy to praktycznej, bo nie mogę się doczekać, aż wreszcie tam będę! :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Jeśli lecisz póki co tylko w jedną stronę to polecam Saudia Airlines – linie, które miewają świetne ceny na loty OW, leciałam już z nimi do Jakarty za ok. 1200 zł, tylko trzeba pokombinować z miastami wylotu, często tani jest Mediolan, Madryt, Frankfurt czy Genewa. No i wziąć też pod uwagę lotniska w Kuala Lumpur i Singapurze.

      Czyżby Darmasiswa? Dobrze się chyba choć trochę przygotować na wyjazd czytając książkę, masz wtedy szansę na nieco mniejszy szok kulturowy ;) Na bloga też zaglądaj w takim razie, bo zaraz planuję nowe wpisy o podróżowaniu po Indo! No i zdradź, gdzie tu będziesz stacjonować? :)

      • Monia napisał(a):

        Dokładnie tak, Darmasiswa. Mieszkać będę w Malang. A na bloga zerkałam już wcześniej, jak Indonezja była dopiero wizją ;) dzięki za wszystkie podpowiedzi, te blogowe i samolotowe, no i czekam na więcej! Każda dobra rada na wagę złota.

  5. Anonim napisał(a):

    Wczoraj skończyłam czytać, łatwiej czytać e-booka bo druk w książce za jasny, ale zdjęcia w książce rewelacyjne. Książka ciekawa, historia wplątana w bieżące czasy -polecam.

  6. Anonim napisał(a):

    Wybornie – Indonezja zawsze bardzo nas pociągała, a akurat szukaliśmy nowej lektury podróżniczej :)

  7. agata mor cadı napisał(a):

    książka czeka na mnie w Polsce, przeczytam mając na uwadze Twoje komentarze :) no i może w końcu kiedyś do tej Indonezji trzeba będzie się wybrać ;)

  8. Anonim napisał(a):

    Jak się dorwę to pewnie też połknę. Choć w Indonezji nie byłam, to to musi się zmienić, bo marzę o tym od dzieciństwa.

  9. Anonim napisał(a):

    Przeczytałam! Super ciekawa książka, dowiedziałam się z niej na prawdę dużo (kult cargo w 21 wieku, wypożyczanie psów – whaaat?, odcinanie palców jak ktoś umrze, etc.), ale też mam jakieś ale :) Dziwne słownictwo, skakanie z tematu na temat, który wcale Indonezji nie dotyczy i faktycznie rozdział o masowym turyście dłużył się w nieskończoność, nie zgadzam się z opinią o Bali, bo wielbię to wyspę z całego serca, ale każdy może mieć swoje zdanie. Ogólnie książka na duży plus, pochłonęłam ją w mgnieniu oka :) Emi jaką książkę o azjatyckiej tematyce jeszcze polecasz?

    • Emiwdrodze napisał(a):

      akurat o tych rewelacjach w stylu kultu cargo i wypożyczalniach psów moi znajomi Indonezyjczycy (ci z „cywilizowanej” Jawy) też nigdy nie słyszeli i twierdzą, że to bzdury, ale ja jestem skłonna już chyba we wszystko tu uwierzyć ;)
      Książek o Azji czytałam mnóstwo zanim wyruszyłam w pierwszą długą podróż, wtedy wszystkie mnie zachwycały, a im więcej Azję znam tym ciężej mnie zadowolić, na bieżąco z nowościami też nie jestem, tu podejrzyj sobie parę polecanych: emiwdrodze.pl/ulubione/ i jeśli Ty z kolei masz jakieś swoje typy to zapodaj, niedługo będę w Polsce i będę się zaopatrywać w zapas książek na kolejny rok ;)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)