Siostra malarii – denga

Byliście u lekarza medycyny tropikalnej przed pierwszym wyjazdem w tropiki? Jeśli tak, na pewno próbował was przekonać do zrobienia zapasu tabletek przeciw malarii, ale czy wspomniał choć słówko o dendze? Ryzyko zachorowania na nią w Azji czy Ameryce Pd jest o wiele większe niż na malarię. Co to za wstrętna choroba i jak jej uniknąć?

!!! Nie jestem lekarzem, o dendze piszę na podstawie własnych doświadczeń i informacji znalezionych w internecie.

Większość lekarzy medycyny tropikalnej (tak przynajmniej słyszę od znajomych, którzy się z nimi konsultują) przed wyjazdem do np. Tajlandii wspomina o malarii i próbuje nam wcisnąć drogie leki niszczące wątrobę, które tak naprawdę nie są potrzebne przeciętnemu turyście przemieszczającemu się od miasta do miasta i od plaży do plaży, a pomijającemu dżunglę, ale rzadko który uczula na dengę, która występuje tu o wiele częściej. Ja o tej chorobie ledwo co słyszałam do czasu bliskiej styczności z nią. Do tej pory za to wkurza mnie jak słyszę, że ludzie, wybierając się do Azji na krótki urlop, trują się Malarone, „bo tak lekarz poradził”.

cdc.gov

na zielono tereny, na których występuje denga w tej części świata; ze strony http://wwwnc.cdc.gov

Jak rozprzestrzenia się denga?

Gorączka denga (jedna z gorączek krwotocznych) to wirus występujący w krajach tropikalnych, przenoszony przez komary Aedes aegypti – takie duże, w białe prążki. Najbardziej aktywne są one wczesnym rankiem oraz krótko przed zachodem słońca.
Komary te do rozmnażania się potrzebują wody stojącej – idealne do tego warunki mają w miastach, gdzie w przydomowych ogródkach znajdą np. pustą doniczkę czy stare opony, do których napadał deszcz. Z tego względu najwięcej jest ich w porze deszczowej w miastach. W Indonezji dodatkowo idealnym dla nich siedliskiem są zastępujące prysznic i spłuczkę zbiorniki wody w łazienkach – bak mandi.

Dengę łatwo byłoby znacznie ograniczyć poprawiając świadomość miejscowych, którzy pousuwaliby przedmioty gromadzące wodę ze swoich ogródków i przestrzeni publicznych, ale niestety nawet rządowe kontrole domostw (w okolicy, w której mieszkam są akcje kontroli pod tym kątem raz w roku) na niewiele się zdają w słabo wyedukowanym społeczeństwie.

Komary te dotarły już też do Europy. Mogą one, oprócz dengi, przenosić też kilkanaście innych chorób. Kilka lat temu była już epidemia dengi na portugalskiej Maderze. Obecnie, oprócz Azji Pd-Wschodniej, choroba występuje w Ameryce Pd. i środkowej oraz Afryce.

Choroba zaczyna się między 3. a 14. dniem (najczęściej 4.-7.) od dziabnięcia przez zarażonego komara.

Jak to się objawia?

Nie będę przytaczać encyklopedycznych objawów – to możecie sobie poczytać na wikipedii. Podzielę się własnym doświadczeniem, bo na dengę zachorowałam i ja. Był 4 lipca 2013 r. Przez cały dzień mocno bolał mnie tył głowy. Próba położenia się do łóżka skończyła się pogorszeniem samopoczucia – w pozycji leżącej ból się tylko nasilał. Wieczorem organizowaliśmy grilla z okazji amerykańskiego Dnia Niepodległości, a ja, patrząc na te wszystkie smakowite mięska, w ogóle nie miałam na nie ochoty. Nie mogłam nic przełknąć. Noc była upalna, a ja nakładałam na siebie kolejne warstwy ciuchów, telepiąc się z zimna – dostałam wysokiej gorączki z dreszczami. Pojawił się też ból całego ciała (denga bywa też nazywana ‚gorączką łamiącą kości’). Jakoś przetrwawszy noc, przeczuwawszy już, co mi jest, następnego dnia trafiłam do szpitala (właściwie do przychodni, ale w Indonezji lekarze przyjmują najczęściej bezpośrednio w szpitalach). Lekarz zajrzał mi w gardło, zmacał brzuch i postawił diagnozę – zapalenie wyrostka robaczkowego! Yyy?! Mnie nie bolał nawet brzuch… Zamiast na usg, na które dał mi skierowanie, udałam się prosto do innego lekarza, który od razu stwierdził, że najprawdopodobniej to denga, ale na razie i tak nie można tego sprawdzić i muszę poczekać jeszcze 3 dni i dopiero zrobić badanie krwi, bo wtedy prawdopodobnie zacznie mi gwałtownie spadać poziom leukocytów we krwi i na 99% będzie wiadomo, że to denga. I tak właśnie było. Po paru dniach białe krwinki poleciały na łeb, na szyję, każdego dnia coraz bardziej zbliżając się do krytycznego poziomu, w którym miałam zgłosić się do szpitala. Krew przez kilka dni miałam badać codziennie, śledząc jej parametry bez konsultacji z lekarzem (takie dał mi wytyczne…) i od razu jechać do szpitala jakby coś poszło inaczej niż w książkowym przebiegu choroby. Te kilka dni było koszmarem – bolało mnie wszystko, moim ciałem wstrząsały bolesne dreszcze i nie miałam siły ruszyć się z łóżka, a paracetamol (bo nic innego właściwie stosować nie można ze względu na ryzyko krwotoków) przynosił tylko niewielki spadek temperatury i to na krótko. Pod koniec choroby na skórze wyskoczyły mi mocno swędzące krwawe wybroczyny. Nie mogłam przestać się drapać przez kilka kolejnych dni.

Na szczęście któregoś pięknego dnia leukocyty odbiły się od dna (najniżej ich poziom sięgnął ok. 1 000/µl przy normie 4-10 000) i ich ilość zaczęła rosnąć :) Z dnia na dzień było ich coraz więcej, aż osiągnęły poziom sprzed choroby. Wydawało się, że jestem już zdrowa, ale lekarz nadal kazał leżeć w łóżku. Dopiero później dowiedziałam się, że to właśnie najniebezpieczniejszy okres choroby. Trochę się buntowałam przeciw siedzeniu w domu, bo „przecież dobrze się czułam”, ale jak tylko zdecydowałam się jednak gdzieś wyjść, zaraz tego żałowałam. Nogi były jak z waty, kręciło mi się w głowie. Po przejściu 50 m czułam się jak po przebiegnięciu maratonu. Dwa razy w ciągu kilku dni zdarzało mi się zemdleć idąc. Jeszcze do trzech miesięcy po chorobie po wypiciu jednego piwa czułam, jakbym opróżniła już co najmniej 5 jego butelek. Lekarz tłumaczył, że moja krew jest jak krew noworodka i dopiero co powstałe w miejsce tych wymarłych leukocyty potrzebują czasu, żeby dojrzeć i zacząć znów pełnić swoje funkcje prawidłowo.

Inne objawy, których nie miałam, ale które mogą wystąpić to np. krwawienie z dziąseł czy nosa (bo krew jest rozrzedzona).

Wysoka gorączka trwa 2-7 dni (u mnie było to 5), może opadać i powracać, mojej nie dało się zbić prawie wcale przez te dni, co było naprawdę wyczerpujące. Potem następuje etap pozornego polepszenia samopoczucia, który wbrew pozorom jest najgroźniejszy, bo wtedy występuje największe ryzyko krwotoków. Właśnie ze względu na duże ryzyko ich wystąpienia gorączkę w dendze można zbijać tylko paracetamolem, bo inne leki rozrzedzają krew.

4 podtypy dengi i od tego, na który zachorujemy, zależy nasza przyszła odporność na jej inne rodzaje i reakcja na kolejne zachorowanie. Do tej pory nie wiem jednak, który przeszłam ja, bo takich badań się nie wykonuje, można sprawdzić tylko czy ma się we krwi jej przeciwciała – to znaczy czy chorowało się na nią czy nie.

Mówi się, że 5% przypadków choroby ma ostry przebieg, z krwotokami zagrażającymi życiu, a tylko w 25% zachorowań występują te charakterystyczne objawy, reszta przebiega bezobjawowo. Dlatego jeśli mamy podejrzenia, że w czasie wakacji w tropikach przechodziliśmy dengę, dla spokoju ducha można zrobić sobie badania krwi (test ELISA) na przeciwciała dengi, dzięki którym dowiemy się, czy mamy odporność na którąś z jej czterech odmian. W Polsce takie badanie wykonamy m.in. w instytucie chorób tropikalnych w Gdyni.

Co jak już zachorujemy?

Niestety na dengę nie wynaleziono jeszcze szczepionki, nie ma też na nią lekarstwa. Leczy się wyłącznie jej objawy. Zbijając gorączkę i uśmierzając ból trzeba unikać aspiryny i innych środków rozrzedzających krew, np. ibuprofenu. Praktycznie jedynym bezpiecznym w tym wypadku środkiem jest więc paracetamol. Dbać też trzeba o ciągłą ochronę przed komarami, bo mimo, że my w tym czasie jesteśmy na kolejną dengę odporni, w ten sposób zarażamy innych, przenosząc chorobę na komara. Standardowy przebieg choroby nie jest wskazaniem do hospitalizacji (chociaż kroplówka z pewnością pomaga w szybszej regeneracji gdy nie chce nam się jeść i pić, a pić trzeba duuużo!), ale w przypadku ostrzejszych objawów nie ma co zwlekać z położeniem się w szpitalu.

Jak się chronić?

Wydaje się to proste – trzeba unikać ugryzień komarów, najłatwiej nosząc długie spodnie i rękawy (szczególnie w ciągu dnia, kiedy komary przenoszące dengę są aktywne), odsłonięte części ciała spryskiwać/smarować DEETem (ja upieram się przy wersji że, o ile nie udajemy się do dżungli, jego 12-13% stężenie wystarczy, wpływ DEETu na organizm nie jest jeszcze do końca znany). Takie spraye lub balsamy dostępne są bardzo łatwo (i są tańsze niż w Europie!) w Indonezji, Tajlandii (w każdym sklepiku 7eleven), Malezji i Singapurze, są do znalezienia w Kambodży, Wietnamie czy Laosie, natomiast na Sri Lance i w Indiach nie udało mi się ich dostać, tam popularne są jedynie olejki citronella, które na mnie nie działają w najmniejszym stopniu, więc lepiej pomyśleć o zabraniu swojego.

Tam, gdzie się da, śpijmy pod moskitierą – to zapewni ochronę w okolicy wschodu słońca, kiedy dengowe komary się budzą. Mi w przypadku jej braku, w zależności od natarczywości komarów, zdarza się spać w długich spodniach i skarpetkach nawet jak jest gorąco. Zostawiajmy na noc włączony wiatrak skierowany na łóżko – komary nie potrafią pokonać pędu powietrza. Najlepsze są oczywiście pokoje z klimatyzacją i szczelnymi oknami, ale to wersja dla tych o większym budżecie.

Próbowałam antykomarowych spirali do palenia, olejków na prąd – te pierwsze działały, ale tylko w domu (bo przecież nie będę paradować po mieście ze spiralą w ręku :D), na drugie szkoda pieniędzy, efektów ich działania nie zauważyłam. A jak się gdzieś ruszyć do gry wkraczał DEET. Miejscowych komary nie tykały i ze zdziwieniem patrzyli się, po co ja się tą trucizną smaruję. A słysząc moje narzekanie, że strasznie dziś komary tną, Indonezyjczycy stwierdzali, że pewnie nie brałam dziś prysznica. Zabrzmi może głupio, ale trzeba się więc MYĆ ;) Zapach potu (nawet jeśli dla nas neutralny) przyciąga komary. W tropikach prysznic dwa-trzy razy dziennie to konieczność, żeby ograniczyć ilość komarów nami zainteresowanych.

Ciągle uważam, że polskie komary potrafią być o wiele bardziej upierdliwe, ale tam przynajmniej nie przenoszą żadnych poważnych chorób… Mnie w Azji, mimo stosowania tylu różnych środków (w tym jeszcze łykania dużych dawek wit. B – nie działa…), i tak cięły. Zawsze znalazł się jakiś upierdliwy, nieustępliwy osobnik, który pożarł mi stopy (często jedyna nieosłonięta część ciała) w momencie nieuwagi. Swędzące bąble po ukąszeniach zaklejałam taśmą klejącą (polecam ten sposób, najlepszy na złagodzenie swędzenia i bąble nikną w błyskawicznym tempie!) albo smarowałam tiger balmem. W końcu jednak miałam pecha…

Dlaczego lekarze lekceważą dengę?

Na ten temat mam swoje zdanie, choć pewnie część je wyśmieje – przeciw dendze nie ma szczepionki ani nie leczy się jej niczym poza tanim paracetamolem, przemysł farmaceutyczny ma więc zerowe zyski ze „straszenia” tą chorobą. Podróżując w endemiczne rejony, oprócz wizyty u lekarza, zadbajmy więc sami o wyedukowanie się w kwestiach tego, jakie realne zagrożenia tam na nas czyhają.

Podobne wpisy:

75 komentarzy do posta Siostra malarii – denga

  1. magda napisał(a):

    Widzę ogrom ciekawych informacji !:) To ja chyba też zapytam w takim bądź razie ;) W niedziele wróciłam do Polski z Indonezji(bali,jawa,komodo). Przywitał mnie deszcz i 2stopnie :O Naturalnym dla mnie było przespanie 16h ciągiem po dość morderczej podróży. Niestety już następnego dnia kaszel, katar, z drobnymi krwotokami z nosa. Sprawdziłam swoje ciało, no i rzeczywiście kilka ugryzień komarów znalazło się. Od dwóch dni doszła mega biegunka, lekki ból głowy. Co prawda zapisałam się do rodzinnego, i oczywiście powiem Mu o moim powrocie z Indonezji, ale czy powinnam sie obawiać własnie dengi w tym momencie? co sądzicie? Zastanawiam się nad zrobieniem testu Elisa, ale czy w Poznaniu jest on możliwy ?
    dzięki za info ! :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Nie panikowałabym tak od razu :) Pewnie zwykłe przeziębienie i przemęczenie podróżą. Zresztą pewnie już byłaś u lekarza? Jakby co to test Elisa na 100% robią w Gdyni w Instytucie Chorób Tropikalnych, ale być może i w Poznaniu na zakaźnym też.

  2. Agnieszka napisał(a):

    Hej! Za 2 tyg lecę na Sri Lankę (sama tak btw. takze jak spotkam wycieczke z Polski to tez się nasłucham pewnie :D) i zamierzam kupić DEET przez internet (mugga.pl nie wiem czy to ma jakies znaczenie). Mysliscie, ze powinnam uzywac go juz od 1szego dnia na Sri Lance? Jak stosowac? od razu po prysznicu? na odsloniete czesci ciala? na twarz rowniez, czy lepiej omijac? To moje takie większe zmartwienie:D pytanie nr 2: Czy po przylocie (2 dni w drodze, przez Dubaj i Doha) warto zostać w Negombo na jeden dzień i odpocząć, czy od razu w pociąg i do Kandy? (tam glownie po to, zeby wyruszyc na Pidurangale), biorac pod uwage, ze bede tam tylko 8 dni? Z gory wielkie dzieki! :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Nie wiem czy już nie wróciłaś z tej Sri Lanki, ale może jeszcze Ci się przyda: pewnie, że stosować spraye od razu! Mnie w twarz raczej komary nie gryzą, więc jej nie psikam – jeśli już koniecznie chcesz zabezpieczyć też twarz muggą to lepiej pryskać na dłoń i tak nakładać.
      Ja w Negombo nie byłam, więc się nie wypowiem… Udanej reszty podróży!

  3. Kasia napisał(a):

    Witam mam bardzo ważne pytanie. Mój chłopak z Kuby pare tygodni temu przywiózł jakaś chorobę. Wylądował w szpitalu. Ponoć to grypa żołądkowa była ale naczytałam się o dendze. Jego objawy by sie zgadzały. Dwa dni temu spotkałam się z nim i uprawialiśmy masturbacje. Doszło do jego wytrysku i trochę się pobrudziliśmy. Czy jest możliwość zarażenia się denga przez spermę? Ostatnio krwawiło mi dziąsło a teraz zaczęło bolec mnie w okolicach oka i chyba boli samo oko i boli gardło. Chociaż to może być wina bolu zęba który mam. Bardzo się boje i proszę o odpowiedź. Nie wiem już nawet gdzie i kogo zapytać pomyślałam ze może tutaj znajdę odpowiedz.

    • Iwona napisał(a):

      Kasiu nie martw sie. Pewnie jestes bardzo mloda i dlatego sie tak przejmujesz. Z tego co wiem, denge przenosza komary i to jeden specjalny gatunek. Nie wstydz sie i idz ze swoimi objawami do lekarza. Powiedz mu o wszystkim. Po prostu, od tego sa, by leczyc i podnosic nas na duchu. Glowa do gory. Iwona

      • Kasia napisał(a):

        Dziękuje za odpowiedz. Chyba będę musiała iść… to raczej nie denga ale objawy podobne do ziki. Oko mnie bolało, niedobrze mi, kości pobolewają. Nie wiem jak to możliwe żebym coś złapała ale z moim szczęściem :( na Kubie raczej nie występuje ani mój chłopak nie miał podobnych ale już sama nie wiem co się dzieje :( muszę iść do lekarza po prostu.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Pewnie to jednak wina bólu zęba. A tak w ogóle to mam nadzieję, że albo masz 15 lat albo ten komentarz ktoś napisał dla jaj, bo to nie może być prawdziwe :O

  4. Anna napisał(a):

    Witajcie. 7 grudnia 2016 wrocilam z Kostaryki. Poczatkowo tak jak Emi, mialam silny bol glowy z tylu. Potem pojawily sie objawy grypy (katar, bol gardla, silny kaszel i lekka goraczka). Poszlam do lekarza i dowiedzialam sie, ze to pewnie zeykla wirusowka. Na wszelki wypadek unikalam ibuprofenu i aspiryny, zwlaszcza ze zaczelam wydmuchiwac nos z krwia. Pojawila sie tez lekka wysypka ba szyji i rece. Poszlam zrobic test Elisa w kierunku dengi na wlasna reke i oczywiscie wyszedl w klasie IgM dodatni. Uwazajcie podwojnie na siebie w trakcie podrozy. Ja nosilam dlugie rekawy i nogawki, pryskalam sie deetem 50%, a i tak mnie cholerstwo dopadlo (nawet donyslam sie gdzie, Quepos Costa Rica w poblizu Manuel Antonio Park). 03.01 mam wizyte u specjalisty Pani Dr Mrowki w Poznaniu. Oczywiscie, przed wyjazdem bylam na konsultacji w medycynie podrozy i otrzymalam jedynie info o malarii (o dendze ani slowa).

    • Emiwdrodze napisał(a):

      hej Anna, i co Ci ta specjalistka jeszcze powiedziała? To już trochę po ptokach, więc pewnie niewiele już mogła zdziałać… Wracasz do zdrowia szybko?

    • jul napisał(a):

      ważne że jak już cię paskuda ukąsi to by się nie drapać i nie doprowadzić do wtórnego zakażenia.
      A jak jesteś w terenie to w Polsce dość proste, by nie swędziało.
      Wystarczy gdzieś na trawniku czy łące znaleźć Babkę lub jeszcze lepiej Babkę Lancetowatą zmiażdżyć i potrzeć ukąszenie sokiem i za minute już nie swędzi
      w tropikach to same działanie ma wewnętrzna strona skórki banana lub aloes

      • Emiwdrodze napisał(a):

        Swędzenie to w obliczu dengi pikuś, ale dzięki za cenne wskazówki, zawsze o tej skórce banana zapominam.

  5. Ania napisał(a):

    Do ilu dni po ugryzieniu komara moga wystapic objawy ?? Czy jak wrocilam w czwaerek a jest pon i narazie nic mi nie dolega to juz nie zachoruje?

  6. Paweł napisał(a):

    Hej :) W piątek jadę do Indonezji na dwa tygodnie – w sumie na Bali (ale nie byczyć sie na plażach tylko trochę pooglądać świątyń, trochę w Ubud, Sanur, Padang Bai), dwa dni na Nusa Lembongan, a potem na Bromo i Ijen. Napisałaś we wstępie do tego, jak starać się unikać Dengi:
    „Wydaje się to proste – trzeba unikać ugryzień komarów, najłatwiej nosząc długie spodnie i rękawy (szczególnie w ciągu dnia, kiedy komary przenoszące dengę są aktywne),” – czy faktycznie należy nastawić się na chodzenie cały dzień w długich spodniach i koszulkach z długim rękawem – chodzi mi o ubiór w ciągu dnia? Mam ze sobą repelenty z Deet, zamierzam się smarować, w nocy oczywiście przestrzegać zasad wymienionych, ale w dzień przy takiej temp nie bardzo sobie wyobrażam rezygnacji z krótkich spodenek bądź t-shirta. Nie jest to mój pierwszy wypad do Azji, w zeszłym roku zrobiłem Malezję i Singapur – choć zdaje sobie sprawe, że to kraje z mniejszym zagrożeniem Dengą niż Indonezja, chodziłem w ciągu dnia ubrany jak w lecie…Być może miałem szczęście? Jak to wygląda w praktyce z Twojego pkt widzenia?

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Najlepiej się zaopatrzyć w długie, ale przewiewne, cienkie ciuchy, a to, co odsłonięte, spryskiwać. Nie wszędzie komary są, ja chodzę w krótkich spodenkach tam, gdzie wiem, że ich niewiele, a jak wybieram się gdzieś nad stojącą wodę/do zacienionego ogródka to dopiero wtedy wdziewam długie spodnie.

  7. Greg Bąbalicki napisał(a):

    I nie! Zdrowiej szybko i dbaj o siebie!

  8. Maciek Roszkowski napisał(a):

    Też kiedyś chorowałem na dengę. Okropna choroba. Tydzień w szpitalu, pod kroplówką, z dużą gorączką, okropnym bóle głowy i generalnie całego ciała oraz mdłościami. A przez następne parę miesięcy lekka depresja i duże osłabienie.

    • Emi w drodze napisał(a):

      Pierwszy raz wyglądał podobnie, przechodziłam to (na własne życzenie) w domu, więc było jeszcze gorzej, bo kroplówka mocno ułatwia sprawę jednak. A tym razem nie było na tyle źle, żeby się kłaść do szpitala, więc znów w domu leżę. Gorączka przeszła wyjątkowo szybko, po 3 dniach i już tylko to osłabienie i codziennie badanie krwi, bo ciągle jest ryzyko krwotoków. W każdym razie już mnie nosi, bo wydaje mi się, że czuję się dobrze, a tu jak próbuję się z łóżka podnieść to zonk, jestem flakiem ;)

  9. Paulina Kwaśniewska napisał(a):

    Czy to jest inny rodzaj dengi niż porpzednim razem? czy to oznacza, że po wyleczeniu będziesz juz uodporniona na oba rodzaje dengi które przeszłaś? Dbaj o siebie…ALOHA

  10. Domi Nika napisał(a):

    Dużo zdrowia! Nie daj się!

  11. Emi w drodze napisał(a):

    Szczepionka już jest! Tylko ciągle trudno dostępna, muszę się nią już teraz koniecznie zainteresować, bo to nie żarty…

    • MarcinM napisał(a):

      Cześć!
      Jest już szczepionka p-ko dendze? Gdzie, za ile? Podaj proszę więcej info!
      Ja wylatuję w marcu na Bali z żoną i znając nasze szczęście… Wolę zapobiec :)

      • Emiwdrodze napisał(a):

        Z tego co wiem to w Europie nie jest dostępna i się nie zapowiada – za mały popyt. W Indonezji ponoć już się zaszczepić można, ale to ciągle seria próbna, ja wolę poczekać jeszcze przynajmniej kilka miesięcy aż ją zakończą. Ceny nie znam.

  12. Hanna Sobczuk napisał(a):

    ja wiem tylko tyle, że nie ma na nią ani szczepienia ani leków, tylko leczy się objawy i że przypominają one grypę… nie wiem czy ta wiedza jest dla mnie wystarczająca, muszę się douczyć ;)

  13. Ola Wysocka napisał(a):

    Zdrówka!

  14. Ewa Jermakowicz napisał(a):

    Osz kurde :( trzymam kciuki, zdrowiej szybko!

  15. Dużo zdrówka! Nam jak narazie przez 8msc w Azji udało się uniknąć tego choróbska, choć wiadomo krwiopijcy czają się wszędzie :)

    • Emi w drodze napisał(a):

      Ja niestety stwierdzam, że z czasem zaczęłam sobie za bardzo olewać temat, bo nikt z lokalsów dookoła mnie żadnych sprayów, moskitier czy długich rękawów nie używa, tylko, że oni jakoś nie chorują… Przyzwyczaiłam się do komarów zbytnio.. Eh, trzeba będzie zacząć się znów bardziej pilnować.

  16. Kinga Bielejec napisał(a):

    Oj nie… Kuruj się!

  17. Dominika Sidorowicz napisał(a):

    I zdrowia życzę, ofkors :D

  18. Dominika Sidorowicz napisał(a):

    Przeczytałam artykuł. Chyba sobie zrobię te testy…

    • Emi w drodze napisał(a):

      Jak masz wątpliwości czy chorowałaś choć raz w ogóle to warto, ale przy kolejnych zachorowaniach na nic się nie zdaje, bo wykrywa tylko czy JUŻ się chorowało, nie wiadomo ile razy i na jaki podtyp – próbowałam to zbadać w Instytucie Chorób Tropikalnych w Gdyni i nie bardzo jednak ogarniali temat…

  19. Łukasz Przybyłek napisał(a):

    Trzymaj się. Ja wlasnie kończę z pierwszą…

  20. Oj… Dużo zdrowia!

  21. Artur Malek napisał(a):

    Zdrowiej. Trzymam kciuki:)

  22. Marta Kowalska napisał(a):

    Dużo zdrówka życzę :)

  23. Magdalena Jania napisał(a):

    Biedna… trzymaj się i oszczędzaj. Ja pamiętam pierwsza denge. Nie było kolorowo… trzymam za Ciebie kciuki

    • Emi w drodze napisał(a):

      Mery, ale czyją Ty dengę pamiętasz? :P Moją czy ja o czymś nie wiem, wyjeżdżałaś w tropiki? :D Dziękuję kochana!

    • Magdalena Jania napisał(a):

      Pamiętam relacje z dengi heh Ciebie niestety nie mogłam pielęgnować:( myślami z Tobą byłam. I jak ozdrowiałaś to rozmawiałyśmy. Widzę, że Ty nie pamiętasz..ale wybaczam może to ta denga

  24. Karolina Pierzchała napisał(a):

    Znowu?! :/ Trzymaj się! Chociaż pamiętaj, że pierwsza denga dobrze się skończyła i była fajnym początkiem :3 :)

  25. Maciek Wawa napisał(a):

    Wow fuck! Trzymaj się dzielnie !

  26. Agnieszka Bk napisał(a):

    trzymam kciuki zeby bylo dobrze, ja tez mialam i wiem, co to znaczy denga… i tez w tropikach dalej mieszkam…. trzymam kciuki..

    • Emi w drodze napisał(a):

      I dobrze, że się nie dałaś! Pamiętam jak miałaś wątpliwości czy w tropiki wracać, bo lekarze i internety tak straszą… Niedługo (mam nadzieję :P ) będę mogła Ci opowiedzieć jak to jest za drugim razem ;) Dzięki!

    • Agnieszka Bk napisał(a):

      Emi w drodze opowiesz na pewno i czekam na odwiedziny u mnie zapraszam :)

  27. My niestety nalezymy do tych, ktorzy truli sie Malaronem. Glownie ze wzgledu na dziecko, nie chcielismy ryzykowac. Ja malarie przechodzilam, wielu moich znajomych tez i chcialam sie upewnic, ze dla Mlodego wyelimonujemy to ryzyko. Ale i tak uwazam, ze lepiej dziala moskitiera i spraye z Deet.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      To jeszcze zależy gdzie! W Afryce pewnie też zastanowiłabym się dwa razy, ale w Azji nie słyszałam o zbyt wielu przypadkach malarii. Na Jawie i Bali wręcz o żadnym! Wiem za to, że w dżunglach na Lomboku i Borneo malaria jest…

      • Marta napisał(a):

        Witam, mam do Was pytanie odnośnie dengi. Dwa dni temu wróciliśmy z dzieciakami z Borneo. W czasie pobytu na wyspie (część malezyjska) syn miał wysypkę na tułowiu (przypominała trochę potówki) na szyi i brodzie, a także na ramieniu (ale tylko na fragmence ramienia). Czuł się dobrze , nie miał gorączki, osłabienia, łamania w kościach itd. Czy możliwe aby mieć dengę i w zasadzie tylko jeden z objawów – wysypkę ?

      • Emiwdrodze napisał(a):

        hej, „nas” jest tylko jedna sztuka ;) Z tego co wiem większość przypadków dengi przebiega właśnie bez pełnych objawów, ja też miałam kiedyś jej podejrzenie i do tej pory nie wiem, ile już razy ją przechodziłam… Wydaje mi się, że wysypka to niekoniecznie jednak denga, ale lekarzem nie jestem, po powrocie do cywilizacji na wszelki wypadek możecie synka przebadać to będzie jasność.

  28. Tomek Pierzchała napisał(a):

    Złapałem dengę w Indonezji, prawdopodobnie na Flores, w połowie 2012 roku. Na szczęście, na sam koniec wyjazdu i tę łagodniejszą jej formę. Obeszło się bez „krwawych” incydentów. W życiu nie zapomnę, jak na lotnisku w Jakarcie, przy 40-stopniowym upale, wyciągałem z plecaka wszystkie ubrania, aby nałożyć je na siebie, a potem jeszcze owinąć ręcznikiem – a i tak trzęsłem się z zimna. Zresztą w przychodni na lotnisku lekarz z automatu postawił diagnozę: „denga, Pan się nie przejmuje, Pan bierze te tabletki”. A potem był równie niezapomniany lot z Singapuru do Frankfurtu, kiedy dopadło mnie łamanie w kościach – wszystkich, nawet tych, o których na tamtą chwilę nie miałem pojęcia, że istnieją.
    Po pierwszych dniach koszmaru, z paracetamolem pod ręką i w ciepłym łóżku, już było lepiej. Oczywiście, wylądowałem na tydzień w szpitalu w Krakowie na oddziale chorób zakaźnych, gdzie byłem niejaką sensacją tak dla lekarzy, jak i dla studentów na praktykach. Rzadko się im zdarza mieć pacjentów z tą chorobą. Malaria jest bardziej popularna. Ale uważam, że tak samo wyzdrowiałbym w domu.
    Dostałem też informację przy wypisie ze szpitala, że przez pięć lat od zakażenia nie powinienem jeździć do krajów, w których jest zagrożenie dengą. Tymczasem w ciągu ostatnich dwóch lat odwiedziłem Birmę, Tajlandię, południowe Indie i Sulawesi (kocham Indonezję!) i na szczęście nic niepożądanego do Polski ze sobą nie przywlokłem. Choć ciągle mam lekkiego stracha za każdym razem, kiedy mnie dziabnie jakiś komar. Pół biedy, jak wiem, że zwykły. Gorzej, jak albo go wcale nie zauważam, albo widzę u niego paski… :)
    W sumie po dendze została mi jedna zastanawiająca „pamiątka”: otóż praktycznie przestałem używać… soli. W czasie choroby, kiedy próbowałem coś jeść, wszystko było za słone. A po wyzdrowieniu, jak już mogłem jeść normalnie, dalej wszystko, co zostało posolone, średnio mi smakowało. A przecież kiedyś sypałem kosmiczne ilości soli do jedzenia.
    Przy okazji, słyszałem niedawno, że dengą można się już zarazić na południu Włoch.

    • Emiwdrodze napisał(a):

      czołem Tomek! Brawo za najdłuższy komentarz w historii bloga! :)
      Wiem, jak zimno potrafi być nawet w tropikach jak się choruje, dlatego nie zazdroszczę tego lotu!
      Ciekawe jak to jest, że w polskich szpitalach lekarze chorób tropikalnych wiedzą o nich tak mało. Pisała kiedyś do mnie dziewczyna, która dengę (też łagodną odmianę) przywiozła do PL z Bangladeszu i lekarze na warszawskim oddziale chorób tropikalnych leczyli ją sterydami…
      Też słyszałam o tych 5 latach „karencji”, ale cóż… Indonezyjczycy też chorują i na 5 lat z kraju przecież potem nie wyjeżdżają ;) U mnie komary tną jak szalone cały czas, te dengowe też, więc cały czas stracha mam i walczę z nimi jak mogę :(
      Wiem, że była fala zachorowań na portugalskiej Maderze, o Włoszech nie słyszałam, ale ponoć komary zdolne do przenoszenia dengi w Europie są już obecne.
      Z tą solą hmm, ciekawostka, nie spotkałam się z tym wcześniej, ja sól jak lubiłam tak dalej lubię ;)

      • K Maria (@MaryKry68) napisał(a):

        Hej, czytam Cie z przyjemnością. Trochę się wystraszyłam wiadomością o komarach przenoszących tą chorobę (mieszkam pod Neapolem i w ostatnich latach zauważyłam sporo nowych rodzajów komarów i insektów ). Proszę opisz jak wygląda ten komar.
        Pozdrawiam!

      • Emiwdrodze napisał(a):

        hej, komar jest w paski, jak tygrysek ;) Najlepiej wygoogluj sobie zdjęcie, powie Ci więcej niż mój opis :)
        Wiadomo, że każdego komara nie ogląda się pod lupą, ale te są znacznie większe i niełatwo je przeoczyć.

  29. To wy juz tam! muszę nadrobić przerwę w czytaniu was! pamiętajcie w tych stanach, ze komary przenoszą jeszcze 20 innych, mniej groźnych chorób :p pozdrawiam całą trójkę!

  30. To fakt, o dendze nikt nie mówi … Dobrze, że o niej napisałaś! Pozdrowienia z USA, gdzie dajemy się gryźć komarom ile wlezie ;))))

  31. Zapałek napisał(a):

    Niedawno miałem okazję podróżować z człowiekiem, który walczył z dengą. Straszne paskudztwo. Pierwsze zachorowanie jest łatwo wyleczalne i działa jak ospa, prawdopodobnie nie zachorujemy ponownie… na ten podtyp dengi. Pozostają jeszcze trzy znane (i cholera wie ile nieznanych). Drugie zachorowanie jest też wyleczalne ale znacznie trudniejsze, natomiast przy trzecim lepiej zadzwonić do św. Piotra aby znalazł dobry hostel u aniołków ;)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      ciężko o takie dane niestety, znam chłopaka, który chorował już 3razy i nie miał żadnych komplikacji, standardowy przebieg choroby, ponoć jak się trafi odpowiednio szybko do szpitala w takim ciężkim stanie i przejdzie transfuzję krwi to umieralność jest jednak niewielka :) Mówią też, że wszystko zależy od krzyżówek- który podtyp z którym nam się przytrafi kolejnym razem

  32. Paulina, nie ma chyba znaczenia, jaka taśma, chodzi o to, żeby zablokować na trochę dopływ powietrza do skóry. Działa? :) ja nie jadłam nic specjalnego, w ogóle mało jadłam, bo apetyt miałam zerowy i wmuszałam w siebie jedynie dużo jambu jus, czyli soku z guavy, bo lekarze powtarzali, że ma coś, co przyspiesza odbudowę limfocytów no i dużo wody wody wody

  33. Paulina Kwaśniewska via Facebook napisał(a):

    Ej dziewczyny mam taśmę w domu, ale ta matowa która jest jakby delikatniejsza. Dzięki za extra pomysł :-) ja też na każde osłabienie i przeziębienie reaguję lekkim strachem. Emi, a jak się odżywiałaś w czasiw choroby? Jadłaś na przykład wątróbkę i inne wzmacniające potrawy? Ja mam wrażenie, że nawt deet na mnie nie działa, a w Kostaryce tylko widzę off family.

  34. Justyna Jot via Facebook napisał(a):

    Gdzieś to wyczytałam w internecie podczas pierwszego tygodnia na Sri Lance jak siedziałam cała pogryziona pod moskitierą i wychodziłam z siebie ;)

  35. Jak chyba większości Azjatów.. Szczęściarze ;) czyli znasz to jeszcze z Polski?

  36. Justyna Jot via Facebook napisał(a):

    Tak na marginesie to pozdro ze Sri Lanki, wczoraj byłam tak osłabiona, że miałam poważnego stracha, ale dziś jest OK… jednak ten strach pozostanie już na zawsze za każdym razem jak tutaj zaczyna się nawet przeziębienie..

  37. Justyna Jot via Facebook napisał(a):

    Mój ;) Isuru się komary nie tykają ;)

  38. Tip Isuru zdaje sie? ;) to najprzydatniejsza z rzeczy, jakich nauczyła mnie Sri Lanka!

  39. Justyna Jot via Facebook napisał(a):

    Zgadzam się w 100% !

    Czy ta taśma klejąca to ode mnie, czy już wcześniej słyszałaś? ;)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)