A tymczasem nad Wartą…

…nareszcie wzięli się za odświeżanie naszego słowiańskiego odpowiednika Walentynek :)

Okazuje się, że w Polsce nie zawsze musi być szaro i nudno. W noc Kupały (nie mylić ze Świętojańską, która jest dwa dni później!) oprócz puszczania wianków na wodę, Poznaniacy wypuszczają tysiące lampionów w niebo. Mimo deszczu i słabej organizacji (nie pozwalali wnosić własnych lampionów na tereny nad Wartą i policzono tylko te, które sprzedawali w środku dwa razy drożej), w tym roku było ich ponoć 15 tysięcy (spodziewali się 50 tys., ale sporo ludzi odpadło ze względu na kiepską pogodę i mecz). Przyjechała ekipa od Guinessa, wstrzymano na jakiś czas ruch lotniczy nad miastem i mamy oficjalny rekord świata.

Stojąc w środku całego zamieszania (i tylko w środku, z boku wrażenie już o wiele słabsze!), wydaje się, że lampiony zakrywają całe niemal niebo, widok to nieziemski. Jak ktoś jeszcze nie był, polecam wybrać się do Poznania w przyszłym roku na bicie kolejnego rekordu. Bo to już impreza z większym rozmachem niż dość podobne słynne tajskie święto światła- Loi Krathong, obecność na którym zawsze mi się marzyła.

Niestety moim umiejętnościom fotograficznym jeszcze sporo brakuje do zrobienia dobrych zdjęć w takich warunkach, wrzucam ich więc tylko kilka:

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę, to nic nie kosztuje! :)