Miesiąc w Polsce – zachwyty, odkrycia, rozczarowania

Minęły cztery lata odkąd na dobre opuściłam Polskę. Przylatując z Azji do Europy na wakacje za każdym razem przeżywam nie mniejszy szok kulturowy niż lecąc w drugą stronę! Co mnie zachwyciło, zaskoczyło, zasmuciło tym razem?

Wracając do Polski mniej więcej co rok o wiele bardziej doceniam drobnostki, których nie zauważa się mieszkając tam na stałe, a normalne dla Europejczyków rzeczy mnie zdumiewają. Szokuje mnie wszystko, potem z ulgą przypominam sobie, jak swobodnie się żyje w swoim kręgu kulturowym, jak dziwnie (niekoniecznie fajnie!) jest rozumieć wszystko, o czym rozmawiają ludzie stojący za mną w kolejce do kasy, jak przyjemnie przemieszczać się po polskich miastach bez motoru i jak łatwo robi się tu zakupy.

Co może zachwycać w Polsce?

  • Zieleń! Niesamowite jak zielona jest ta nasza Polska! Niby mieszkam na tropikalnej wyspie, na której wszystko rośnie jak na drożdżach, jednak nie ruszając się z miasta na co dzień nie widzę tej bujnej roślinności wcale. Na przeludnionej Jawie każdy kawałek przestrzeni miejskiej jest zabetonowany. A tu w centrach miast na każdym kroku parki, skwerki, a w nich ławeczki, na których można sobie przysiąść z książką, coś wspaniałego! A na dodatek takie te miasta przyjazne pieszym i (trochę mniej, ale także) rowerzystom! Tak samo jeżdżąc autem pomiędzy miastami, kiedy po drodze nie ma prawie nic innego niż lasy, nie mogłam się na tę zieleń napatrzeć!

lasGdynia

  • Warszawa – ile tam zmian! Niektóre na gorsze (ileż można odbudowywać spalony most? :P), ale większość jednak bardzo na plus! Nowa nitka metra (nareszcie!), wyrastające jak grzyby po deszczu nowe restauracje i miejsca do odpoczynku nad Wisłą, ale największym dla mnie zaskoczeniem jest ilość wydarzeń kulturalnych (nie sposób ogarnąć je wszystkie!) i nowootwartych knajpek ze zdrowym jedzeniem. Na pewno niemały wpływ na takie zachwyty stolicą miał fakt, że wylądowałam tu w środku upalnego lata. Przed wylotem na początku września było już zimno, deszczowo i szaro i trochę mniej pięknie, ale i tak Warszawę polecam teraz obcokrajowcom jako jedno z ciekawszych miejsc w Polsce.

WislaWarszawa

  • No właśnie – zdrowe jedzenie! Weganką ani nawet wegetarianką nie jestem, ale od niedawna bardzo dbam o to, co jem i goszcząc turystów z różnych europejskich krajów od wielu z nich usłyszałam, że w Europie mówi się o Warszawie jako nowej europejskiej stolicy wegan. Faktycznie, ilość nowych miejsc sprzedających w stolicy choćby wegeburgery mnie przerosła, w ciągu tygodnia nie zdążyłam wypróbować nawet ich połowy! W Indonezji bardzo ciężko odżywiać się zdrowo, wszystko jest smażone (i to na najgorszym z możliwych oleju palmowym), warzywa przesadnie rozgotowane, pozbawione jakichkolwiek wartości odżywczych, wszędzie ten biały ryż, który jest niczym więcej niż bezwartościowym zapychaczem, do wszystkiego pakują zabójcze ilości glutaminianu sodu (w proszku czy w płynie), a herbatę jaśminową czy soki zasładzają niemożliwą do zniesienia ilością cukru. W Polsce wprawdzie tradycyjna kuchnia jest niewiele lepsza, ale ta nowa moda na zieloną, nieprzetworzoną żywność bardzo mi się podoba! Minie jeszcze co najmniej dekada zanim ten trend dojdzie do Azji…

vegeburger

  • Sklepiki na każdym rogu i asortyment towarów w nich – to zachwyca mnie niezmiennie od pierwszego powrotu do ojczyzny nawet nie tylko z Azji, ale już wcześniej choćby z cywilizowanej przecież Norwegii. Skończyła się sól w trakcie gotowania? Na pewno jakaś Żabka jest w promieniu pięciu minut pieszo. Jest środek nocy, a zachciało się napić wina? Tesco otwarte jest 24h. A każda rzecz, której potrzebuję, jest dostępna w pięciu różnych smakach, kolorach i przedziałach cenowych, aż się w głowie kręci od tego wyboru.

alejapiwna

Zdaję sobie sprawę, że rzeczy, którymi się tak zachwycam straciłyby na wartości jakbym wróciła do kraju na stałe i wszystko to stałoby się takie „normalne” i oczywiste. I że przyjeżdżając tu tylko na wakacje to mogę sobie tak Polskę wielbić, a zaraz mi powiecie, że wcale nie jest tak różowo, że trawa jest bardziej zielona… Czy nie? ;) Bo moi znajomi, którzy w Polsce zostali, jednak wcale nie narzekają. A mówią, że Polacy to nic tylko marudzą? Może po prostu otaczam się pozytywnymi ludźmi, może mam szczęście, że nie trafiam na tych malkontentów, ale naprawdę wydaje mi się, że ludziom żyje się tam wcale nie najgorzej.

Co rozczarowuje?

  • Cieszyłam się, że wracam do cywilizowanego kraju, gdzie na ulicy będę przezroczysta i nikt mnie nie będzie nagabywał, a tu zaraz po wyjściu z lotniska taksówkarz grzecznie i nie drąc się, ale jednak zapytał „może taksówki pani potrzebuje?”, aaa! Miałam ochotę zawrócić. No dobra, to jeden taki przypadek w ciągu miesiąca, nie ma na co psioczyć :)
  • Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy w drodze po odbiór bagażu na Okęciu to wielkie reklamy biura podróży zachęcające do wakacji w Maroku. Czy my naprawdę nie mamy nic ciekawego do zaoferowania obcokrajowcom, którzy przylatują nas odwiedzić? W Bangkoku na lotnisku witają nas piękne posągi niczym żywcem z buddyjskich świątyń, w Auckland korytarze wypełnione odgłosami ptaków, które spotkamy na wyspach, a u nas pierwsze, co można przeczytać po angielsku to „Warning! Be aware of the taxi scams”…  Wprawdzie Indonezja wita przybyłych jeszcze gorzej  – słowami „Welcome to Indonesia. Death penalty for drug traffickers”, ale i tak trochę mi przykro było, że po kolejnym roku spędzonym na obczyźnie nie przywitał mnie napis „Welcome to beautiful Poland” ;)
  • Kawa – przed przylotem parę osób poprosiło mnie o przywiezienie dobrej indonezyjskiej kawy. Pomyślałam, że to też dobry pomysł na zarobienie paru złotych i kupiłam jej więcej, żeby potem sprzedać. Mina mi zrzedła jak wybrałam się do Lidla i zobaczyłam, że paczka półkilogramowej kawy (tylko jakiej? zero informacji choćby o kraju jej uprawy) jest tańsza niż 100 gram w indonezyjskim supermarkecie! Poza tym to głównie kawa mielona, nie w ziarnach. Jestem zaskoczona, że tak mało ludzi u nas świadomie kupuje dobre kawy, a zadawalają się najtańszym byle czym niewiadomego pochodzenia.
  • Pogoda nad polskim morzem – byłam nad Bałtykiem w czasie największych upałów. I co? W całej Polsce ponad 30 stopni, na Pomorzu okazjonalnie niby też coś w okolicach tego, ale standardowo o wiele krócej niż w reszcie kraju, a woda w morzu? 8 w porywach do 10 stopni!!! Nie, nie wracam! :P

wodawbaltyku

Nie są to absolutnie rzeczy (oprócz tej pogody!), które uniemożliwiają przyjemne tu mieszkanie, ale zapisuję, żeby zaglądać do tego wpisu jak zatęskni mi się za domem ;)

A co mnie zaskoczyło?

  • Ceny w sklepach i knajpach – jaka ta Polska tania! Oczywiście życie na Jawie jest tańsze, ale tylko kiedy mieszkamy i jemy jak miejscowi. Ja tak tanio żyłam przez pierwsze prawie dwa lata. Ale ileż można jeść smażony ryż na zmianę ze smażonym makaronem? Chcąc zjeść w knajpie o europejskim standardzie czystości i tęskniąc za swoimi smakami (po dłuższym czasie czasami chce się jednak zjeść pizzę z talerza umytego pod bieżącą wodą, a nie w misce!), płaci się słono. Za dobre jedzenie w Polsce nie zdarzyło mi się zapłacić więcej niż 10-15 zł za dwudaniowy obiad (ubóstwiam bary mleczne!), w Indonezji te 15 to minimum za przyzwoity posiłek po europejsku. Znów nie mogłam się nadziwić, jak tani jest u nas ser żółty i inne przetwory mleczne, czekolada czy alkohole. Koniec końców i tak lepiej dla mnie, że nie mam tu dostępu do takich niezdrowych dobroci ;)
  • Jak bardzo brakuje mi kwaśnego smaku. Nigdy wcześniej tego nie zauważałam, a tym razem doszłam do wniosku, że nie ma to jak śmietana, kefir, grejpfrut czy jabłko (w Indonezji owoce są prawie bez wyjątku słodkie!), a ryba musi być pokropiona cytryną zamiast słodkiego sosu sojowego z dodatkiem wzmacniaczy smaku. Na Jawie wszystko jest słodkie lub lekko ostre.
  • Ameryki nie odkryłam, ale po raz pierwszy stwierdziłam, że prysznic to najlepszy z wynalazków naszej cywilizacji, a nawet w upały przyjemniej kąpać się w lekko ciepłej wodzie. W Indonezji jedynie hotele i nowe, bogate domy mają ciepłą wodę, przeciętny dom nie ma nawet prysznica, a tylko zbiornik, z którego nabiera się wodę do mycia polewaczką. Przez długi czas mi to nie przeszkadzało, będąc w Polsce byłam jednak przeszczęśliwa codziennie biorąc (ciepły na dodatek!) prysznic. Ze zdobyczy cywilizacji dużo nie korzystam, ale przyznaję, ta jedna jest niezastąpiona i na dłuższą metę nie wyobrażam sobie bez niej życia!
  • Nie jesteśmy już sto lat za Murzynami! Po kilku latach nieobecności w Niemczech wybrałam się na weekend do Berlina i stwierdzam, że o ile kiedyś szczęka mi opadała po samym przekroczeniu granicy polsko-niemieckiej, teraz Polska nie wypada źle na tle zachodnich sąsiadów. U nich boom nastąpił już dawno temu, a potem spoczęli na laurach, u nas zmiany ciągle pojawiają się jak szalone i pod wieloma względami prześcigamy Zachód. Naprawdę nie ma się czego wstydzić! Wyjątkiem, który nie daje zapomnieć, że jedną nogą wciąż jesteśmy w Europie Wschodniej, są panie pracujące w urzędach – to jedne z niewielu nie poddające się żadnym zmianom i wciąż za punkt honoru stawiają sobie pokazanie człowiekowi, że jest nikim.

Polsko, już tęsknię! Do zobaczenia (oby!) za rok!

Emigranci! A was co zachwyca, zaskakuje, rozczarowuje, kiedy wracacie do ojczyzny z „zagranicy”? Mieszkający w Polsce! Doceniacie to, co macie na co dzień?

Podobne wpisy:

63 komentarzy do posta Miesiąc w Polsce – zachwyty, odkrycia, rozczarowania

  1. Emilia napisał(a):

    My też latamy do Polski na wakacje, tyle, że z Australii :)
    Uważamy, że Polska jest krajem drogim do życia. Owszem, przeliczając na $ bywa taniej (ale nie zawsze!), ale stosunek zarobków do wydatków w Polse jest totalnie niekorzystny.

    Ale tak, Polska się zmienia nie do poznania. Za każdym razem coś nowego nas zaskakuje. A to nowa droga, a to odremontowane stare, poniemieckie kamienice itp ;)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Ja uważam, że nawet w Indonezji wyższej klasie średniej żyje się lepiej niż ludziom pracującym na podobnych stanowiskach w Polsce… Pensje przeliczając na złotówki dostają podobne, a wydaje się tu mniej. Dlatego lubię do Polski wracać (tylko) na wakacje :)

  2. Mery napisał(a):

    Super się czytało:) zawsze mi się miło czyta dobre opinie o naszym kraju. Ja kocham podróżować, ale powiedzenie „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” jest o mnie. Wróciłam z emigracji do Polski i nie zamierzam wyjeżdżać! Wiesz co ja kocham w Polsce i Polakach? Nie wiem jak to nazwać trochę jakby kombinatorstwo ale w dobrym tego słowa znaczeniu i życzliwość. Tzn: przyjechałam a tu już koleżanka mnie zabiera na darmowe lekcje angielskiego, następna poleci gdzie tanio zrobić paznokcie, sąsiadka przyniesie świetny syrop na spróbowanie i przepis, w pracy kupie bardzo dobry chleb, bo któraś wypieka, ktoś naprawi auto czy rower a inny powie ze na targu można fajki z przemytu kupić za pół ceny :p Przykłady mogę mnożyć w nieskończoność. Ja byłam w szoku jak tu przyjacielsko po Danii w której zdarzało się, że trzeba bylo zapłacic gdy ktoś wiedział o fajnym mieszkaniu do wynajęcia. I jeszcze jedno. U nas w Polsce mamy np koty mieszkające na dziko gdzieś przy blokach. W moim mieście jest kilka takich miejsc. Ludzie je dokarmiaja, na zimę robią im ciepłe schrony itd. Ja sobie takiego kotka przygarnelam- bo mogłam, nie musiałam mieszkać w specjalnym osiedlu by mieć zwierzę itd. I to mi się podoba- hycle nie wylapuja i nie usypiaja zwierząt – jest przyzwolenie by sobie żyły, a człowiek jest bardziej wolny. Czy kolejna sprawa która mi się podoba w Polsce- nieprzestrzeganie przepisów tak do końca. Jak jadę rowerem i pojadę kawałek chodnikiem – nikt na mnie krzywo nie patrzy, policja nie łapie itd. Czy jak przejdę na czerwonym świetle – u nas to normalne. Wniosek jest taki: wyższy stopień życia w zachodniej Europie łączy się z ograniczeniami itd. A u nas jest jeszcze trochę dziko i żyje się swobodniej, jak u siebie :) zna się sąsiadów z którymi można urządzić pogawędki czy wpaść na kawę czy coś pożyczyć. Nikt krzywo nie spojrzy ( no może prawie nikt ). Żyje się swojsko. Ja kocham ta swojskosc w Polsce:) To taki kometarz oczami kogoś kto wrócił i został :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      I tak trzymać, dzięki za tak pozytywny komentarz! :) Akurat tego kombinatorstwa w dobrym słowa znaczeniu i przyjaznych ludzi to mi w Indonezji też nie brak, choć dziko to tu bardziej niż to polskie „trochę” :)) I też przygarnęłam sobie kotka! :D
      Mimo wszystko mam nadzieję, że kiedyś o sobie też tak powiem „wróciłam do Polski i nie zamierzam wyjeżdżać”! Oczywiście wyjeżdżać na stałe, bo podróżować nie mam zamiaru przestawać.

  3. Agata napisał(a):

    Mieszkając teraz w Nowej Zelandii chyba najbardziej brakuje mi polskiego jedzenia-chleba, warzyw, owoców…Chleb od czasu do czasu piekę sama, bo na tostowy patrzeć nie mogę ;p No i komunikacji miejskiej! Będąc póki co jeszcze bez auta jesteśmy z mężem uziemieni w małym mieście na południowej wyspie:(

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Kwaśnych owoców mi też brak! W Indonezji niby tyle tych egzotycznych nowości, ale to wszystko słodkie. Akurat w NZ macie kiwi – superowoc, tego wam zazdroszczę :) Bez chleba nauczyłam się żyć, nawet na dobre mi to wychodzi, bo zdrowiej ;) Ale w razie czego mam pod nosem świetną belgijską piekarnię, w której nawet chleb na zakwasie mają! Komunikacji też mi brak, takiej z prawdziwego zdarzenia, nawet nie wiesz jak! Mimo, że mieszkam w wielkim mieście. Ale przecież i w Polsce są wioski, z których bez własnego auta ciężko się wydostać.

  4. Sylwia napisał(a):

    Jak miło czytać taki wpis :)

    Niestety Polacy nadal bardzo dużo narzekają… :/ Jesteśmy z mężem miłośnikami Camino de Santiago (sami przeszliśmy je parokrotnie i również śledzimy relacje innych z drogi) i kiedy ktoś pytał nas o aktualną sytuację w Polsce i to jak nam się żyje szczerze mówiliśmy o Polsce w wielu superlatywach. Także nóż mi się kiedyś w kieszeni otworzył, kiedy przeczytałam na jednym fanpage’u na facebooku coś takiego:
    „Po drodze spotkałem małżeństwo, Polaków od długich już lat mieszkających w Kanadzie. (…) Długo rozmawialiśmy. W którymś momencie pani stwierdziła, że jak teraz odwiedzają Polskę po tych latach, to są zachwyceni jaki to wielki postęp i ogromne zmiany zaszły: zabytki odrestaurowane, autostrady pobudowane… etc. Stwierdziła, że efekt końcowy jest piorunujący. Czułem, że temat idzie w złym kierunku. Pytała mnie o zdanie, a widziałem, że była wyraźnie zafascynowana. Jej mąż spojrzał na mnie wymownie, czuł klimat. Odpowiedziałem, że z ich perspektywy faktycznie tak może to wszystko wyglądać. I niech tak już zostanie. Zmieniłem temat, bo byśmy się pokłócili.”

    Także bardzo miło, że Ty przyjeżdżając do Polski z za granicy, mając tu znajomych masz takie miłe spostrzeżenia na temat naszego kraju! :)

    Pozdrawiam!

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Fakt, z azjatyckiej perspektywy złego słowa o Polsce nie mogę powiedzieć, ale chyba zawsze tak jest, że dobrze tam, gdzie nas nie ma ;) Wiem, że jakbym wróciła tam na dłużej to też zaczęłabym narzekać, tak jak teraz narzekam na Indonezję, którą zachwycają się turyści przyjeżdżający tu na chwilę. Chyba taka już nasza polska natura, choć ja z malkontenctwem walczę! ;)

  5. Zu napisał(a):

    Fantastyczny post! Już sama nie moge się doczekać powrotu na święta :D Sery i alkohol, tak bardzo tęsknię!

  6. Paulina Pochrybniak napisał(a):

    EMIgrantka haha…wcześniej tego nie zauważyłam:D

  7. Karolina napisał(a):

    Ha, pamiętam jak opowiadałaś na spotkaniu o lokalnej kuchni. Nawet mi, kulinarnej poszukiwaczce przygód, zrzedła trochę mina na myśl o stołowaniu się w Indonezji ;-) Ale z tego samego względu uwielbiam Warszawę. Jako wyznawczyni kuchni wege od ponad roku z całą pewnością mogę stwierdzić, że pod tym względem mamy w Warszawie prawdziwy RAJ. Ściskam!

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Jest w Indonezji parę kulinarnych perełek, jednak to, co jada się na co dzień, to niewiele ponad ryż i hektolitry oleju. Niestety kuchnia indonezyjska jest najsłabszą z azjatyckich, jakie znam :(

  8. Ewelina Malina napisał(a):

    Podoba mi się: „Przyjeżdżam z Azji do Polski na wakacje”. Przyznam, że i ja mieszkając poza Polską zaczęłam doceniać to, czego nie widziałam wcześniej…nie wiem czy nie chciałam, ale może po prostu było tak wygodniej. W tym roku miałam okazję spędzić tygodniowe wakacje na Pomorzu i Mazurach, których wcześniej nie widziałam…Było czadowo!
    P.S. Oczywiście, że nie jesteśmy już sto lat za Murzynami. W ostatnich latach rozwój infrastruktury w naszym kraju kładzie inne państwa na łopatki!

    • Emi w drodze napisał(a):

      Mi też się to podoba! <3 :D Cieszę się, że więcej osób zaczyna doceniać Polskę, ale chyba jeszcze ze dwie generacje potrwa zanim się staniemy szczęśliwszym, pewnym siebie narodem ;)

  9. Daria Świetlik napisał(a):

    A właśnie teraz jest cudna!;) W Polsce najpiękniej jest jesienią;)

    • Emi w drodze napisał(a):

      To już kwestia gustu :P Na zdjęciach faktycznie ładnie się prezentuje, ale czynnik zimna odejmuje parę punktów z mojej oceny estetycznej ;)

  10. Traveling Rockhopper napisał(a):

    no i przypomniała mi się moja tęsknota za ogórkami małosolnymi… :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Haha, widziałam ostatnio w sklepie w promocji – jedyne 172.00 rupii (ponad 40zł) za 900g… Ale za to ORGANIC :P od kilku dni rozważam ten zakup ;) Najlepsze jest to, że mieszkając w Polsce, nie jadałam takich rzeczy :D

  11. Ola Wysocka napisał(a):

    Jak mieszkałam przez jakiś czas na kontrakcie to uwielbiałam przyjeżdżać do Polski na urlop. Raz na 2-3 miesiące, 2 tygodnie w kraju to akurat tyle, żeby najeść się znajomych, wytęsknionych smakołyków, obskoczyć wszystkich lekarzy, fryzjerkę itp i nacieszyć się „łatwością” życia. Powyżej 2 tygodni zaczynało (niestety) kłuć mnie w oczy wszystko, czego w Polsce nie lubię. Kocham Polskę ale w małych dawkach:) (oj, słaba ze mnie patriotka:P )

  12. Bastian Blaszczyk napisał(a):

    Emilia Smolka – dokładam się do Twojego artykułu, mam wręcz identyczne odczucia i przemyślenia. Ciesze się że zostaje tutaj trochę dłużej niż TY – ps. ja uwielbiam zimę :)

  13. Piotr Pawlikowski napisał(a):

    Zgadzam sie z autorka, ze kawa supermarketowa w Polsce jest tragicznej jakosci, to samo dotyczy herbaty i pewnie wielu innych rzeczy

  14. Piotr Pawlikowski napisał(a):

    Apropos smakow, niesamowite jak zanizaja sie wymagania co do smakow, po dluzszym poscie. W czasie ostatniego pobytu w Indonezji mialem ze soba najtansze biale chardonnay w kartonie, poczestowalem Francuza, ktory przebywal w Indonezji juz 4 lata i przez tem czas nie mial w ustach zadnego wina. Powiedzial, ze nigdy zadne wino mu tak nie smakowalo :) a byly to mowiac szczerze regularne szczyny :). Chyba podobnie jest z Emi i polskim zoltym serem, to „cos” w granicach 15-25zl za kg to nawet nie jest serem, tylko substancja stworzona na bazie preparatow sojowych lub oleju palmowego ( znowu Indonezja :)) i ma smak parafiny ze znicza nagrobnego. Do zrobienia 1 kg normalnego sera zoltego trzeba min 10 litra mleka a wiec jak to „cos” kosztuje 15zl/kg to raczej nie powstalo z mleka krowiego tylko uroslo na plantacji palmy olejowej w Indonezji. Mozna wybaczyc Emi ten surrealistyczny zachwyt na tanim polskim serem, jesli karmila sie przez dluzszy czas np indonezyjska „mozarella” :) Degustacja wyzej wspomnianej „mozarelli” to juz jazda naprawde bez trzymanki :)

    • Emi w drodze napisał(a):

      Ale w którym miejscu ja się zachwycam jakimkolwiek, polskim czy niepolskim serem za 15zł/kg? :P Napisałam, że „nie mogłam się nadziwić, jak tani jest u nas ser żółty i inne przetwory mleczne”. Sera raczej nie jadam nawet będąc w Polsce, szczególnie odkąd przestawiłam się na zdrowe jedzenie, no może z plasterek na tydzień po takim dłuższym pobycie w Azji. Zgadzam się z tym, co piszesz tylko nie rozumiem, czemu Ci się ubzdurało, że ja lubię ser?! :D

    • Piotr Pawlikowski napisał(a):

      Skad ta napastliwosc?

    • Emi w drodze napisał(a):

      napastliwość? :O W Twoim powyższym poście wyczułam jej więcej…

    • Emi w drodze napisał(a):

      P.S. Z tym zaniżaniem wymagań trochę się zgadzam (jadłam ostatnio gulasz w czeskiej knajpie tu w Indonezji i smakował wybornie, mimo że podany z chlebem tostowym zamiast knedliczków i każdy, komu to mówię, oburza się „gulasz bez knedliczków?!” ;) ), ale trochę jednak nie – bo mi dalej indonezyjska czekolada ani trochę nie smakuje.

  15. Piotr Krychniak napisał(a):

    Piękna notka Emi ! Przeczytałem jednym tchem Jestem w Polsce 3 czasem 4 razy w roku by odwiedzać Rodziców i jestem wielkim kibicem zmian na lepsze, które wiedzę wszędzie nawet w urzędzie dzielnicowym gdzie pani z uśmiechem wydała mi nowy dowód osobisty Wielka prawda z wege w Warszawie czy Krakowie – raj dla wege ! Podziwiam nowe wygodne autobusy tramwaje metro i pociągi Podróżuje się na prawdę fajnie W miastach jest czysto i po prostu są zadbane Dużo kwiatów i ta zieleń parków i skwerów tak dobrze zadbana w porównaniu do Stanów Wiem, że ludzie narzekają porównujac się do Szwajcarii czy Austrii ;^) ale ja im mowię, że gdyby Polskę przenieść do Ameryki Płd to byłby najzamożniejszym krajem bardziej zamożnym niż Chile Podobnie gdyby Polskę przenieść do Azji tak myślę a i wiele stanów w Stanach mogłoby pozazdrościć Polsce :^) Ale jest coś co mnie bardzo smuci Nadal wiele nietolerancji czy tez ksenofobii, którą rozdmuchują i wykorzystują ciemne siły polityczne dla swych celów. Bardzo chciałbym aby Polska powróciła do tradycji Złotego Polskiego Wieku nie tylko w zamożności ale i w tolerancji dla innych

    • Emi w drodze napisał(a):

      zazdroszczę, że możesz wpadać tak często :) Ja z urzędami mam niestety mniej przyjemne doświadczenia – wyrabiałam nowy paszport i panie robiły wszystko, żeby mi dać do zrozumienia, kto tam jest ważniejszy. Polskim problemem jest za dużo porównań z zachodnią Europą.

  16. Anna Nadia Bandura napisał(a):

    Weganizm w Warszawie? Nie słyszałam, ale bardzo się cieszę :)

  17. Czasem trzeba wyjechać, by docenić co się ma. Wszędzie się znajdzie plusy i minusy.

  18. Ania Szymiec napisał(a):

    Bardzo fajny wpis! :) Nasz kraj jest naprawdę piękny i miło patrzeć, jak się rozwija. Chyba też potwierdza się reguła „wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej”? ;)

    • Emi w drodze napisał(a):

      Na pewno, przyzwyczajenia z dzieciństwa robią swoje! Dla takiego Jawajczyka np. te nasze kwaśne smaki byłyby nie do zniesienia :P

    • Ania Szymiec napisał(a):

      Hahaha, tak trochę z innej beczki – przypomniałaś mi, jak kiedyś moją rodzinę odwiedził krewny z Argentyny (wnuk wujka mojego dziadka ;)) wraz ze znajomymi – mnie akurat nie było w domu, w tym czasie byłam w podróży i znam historię z opowieści rodziców. Dziadkowie, oczywiście jak zawsze bardzo gościnni, poczęstowali Argentyńczyków bigosikiem… ;) Na drugi dzień zaproponowali im to samo, a tamci ze strachem w oczach odpowiedzieli tylko coś w stylu: „no bigosik, no!” Wyobrażam sobie, co musieli przeżywać po takiej ilości kapusty.. :D :D

    • Emi w drodze napisał(a):

      Jak można nie lubić bigosu!? :P Mój Jawajczyk zajada się schabowymi i kabanosami (generalnie wszystkim, co ma w składzie wieprza), ale jak już coś ma kwaśną nutkę to nie tknie.

  19. Kasia Zajkowska napisał(a):

    Btw przeczytałam juz – fajny artykuł i dużo prawdy.W Polsce jest super cywilizacja nawet w porównaniu do Grecji gdzie byłam niedawno- duże miasto a do bankomatu zapieprzalam 4 km.tymczasem w PL bankomat na kazdym rogu ulicy;-) to samo asortyment w sklepach a zwlaszcza wybór wędlin;-) ale wiesz co mnie w PL denerwuje tak samo jak pogoda?mentalnosc niektóry ludzi – ksenofobia,nienawiść do tego co inne ( teraz uchodźców),zaściankowość,pruderia .Nie do końca sie tu dobrze czuje,pytanie: gdzie byloby mi dobrze…moze Hiszpania;-)

    • Emi w drodze napisał(a):

      W internetach ciągle czytam hejterskie komentarze odnośnie uchodźców, ale osobiście się z tym nie zetknęłam pewnie dlatego, że obracam się jednak w środowisku ludzi otwartych na świat i dużo podróżujących. Z jednej strony trochę mnie cieszy jednak, że nie dajemy sobie wchodzić na głowę tylu imigrantom co np. Niemcy – nie podoba mi się, co tam się dzieje.
      W Hiszpanii podejrzewam, że do szewskiej pasji by mnie po jakimś czasie doprowadzała ‚manana’ – tak samo jak w Azji to ich ‚jutro, jutro’ z rozbrajającym uśmiechem na ustach… Na wakacjach to jest cudowne, odstresowujące, jak chcesz wieść normalne życie – upierdliwe strasznie.

      • Sonia napisał(a):

        Hej, ja teraz zaczynam 4ty rok w Hiszpanii, jeśli chodzi o sprawy urzędowe, to jedne dużo szybciej niż w Polsce można załatwić, a inne dłużej. Np. na dyplom ukończenia studiów się czeka do 4 lat (sic!), w między czasie można dostać tylko prowizjonalne zaświadczenie.
        Tęsknię za polskim chlebem, białym lub tymi wszystkimi ciemnymi, razowymi etc….mam dosyć bagietek!

      • Emiwdrodze napisał(a):

        Bagietki… marzenie! :P W Indonezji w „normalnych” sklepach nie znają chleba innego niż tostowy. Mam w pobliżu belgijską piekarnię dla turystów (bo dla Indonezyjczyków taki prawdziwy chleb jest…za kwaśny!), a w niej nawet chleb na zakwasie :D Ale rzadko tam bywam, akurat z tego, że się odzwyczaiłam od jedzenia chleba, się cieszę – dzięki temu i braku czekolady i innych zapychaczy w ciągu 2 lat samo z siebie spadło mi 10 kg :)
        P.S. Nie ogarnęłam nawet, że przeniosłaś się do Hiszpanii w końcu na dłużej! :O Super!

  20. Kasia Zajkowska napisał(a):

    Zawsze,kiedy jest sie daleko,to Polske sie idealizuje.dziś patrzę na ołowiane chmury,czapkę i rękawiczki wyciągnęłam i myślę: co za beznadzieja:-P Polska ma podstawowy minus – jest za zimno!

  21. chillvan napisał(a):

    Świetny post. Czekamy na następne :)

  22. Kasia Tutko napisał(a):

    chetnie przeczytam. od jakiegs czasu czytam sporo blogow eimgrantów. Jestem ciekawa jak widzą Polskę po wyjeździe z kraju i dlaczego wyjechali gdzie indziej.

  23. wiola.starczewska napisał(a):

    Ja teraz przyjechałam do Polski i stwierdzam co następuje: jest za drogo, jest zdecydowanie drożej niż pamiętam. Może dlatego, że nie mam jeszcze pracy i boli mnie każde 3 złote na bilet mpk… A te wegańskie historie to bardzo fascynujące!

    • Emiwdrodze napisał(a):

      To chyba byłyśmy w dwóch różnych Polskach! :P Fakt, bilety jednorazowe są drogie, ale już miesięczne (jak się dużo jeździ) – śmiesznie taniutkie. Mnie najbardziej zaskoczyły ceny jedzenia – naprawdę tanio, szczególnie porównując, ile zarabia Azjata, a ile Polak.
      W Lublinie też mają ponoć jakąś ekstra wegeburgerownię, obczaj!

  24. ChillVan napisał(a):

    Za Polską zawsze się tęskni i to prawda, że wraz z dystansem czasu, jej obraz staje się wyidealizowany. Jedak co by nie było, Polska to wspaniały kraj, może nie jest idealna, ale ideałów przecież nie ma. Pozdrawaim

  25. Wiola Starczewska napisał(a):

    nie udało nam się spotkać, więc tylko poczytam o twoich doświadczeniach w Polsce…:)

  26. Kinga Bielejec napisał(a):

    Super wpis! Naprawdę powinniśmy doceniać to co mamy, w sensie my-Polacy. Właśnie do takiego wniosku doszłam po półrocznej podróży do Azji płd-wsch. Staram się cieszyć z drobnostek i zawsze powtarzam, że sklepy całodobowe i stacje benzynowe otwarte non stop to piękna sprawa. I naprawdę można u nas tanio zjeść, bo w barach mlecznych to nawet za kilka złotych, czyli tak jak w Azji! Jedyne co mi przeszkadza to temperatura – właśnie wróciłam z Malty i zmiana z 29 na 10 była brutalna. No ale przynajmniej mamy śnieg zimą i śliczne 4 pory roku. Także warto widzieć pozytywy :)

    • Emiwdrodze napisał(a):

      Pisząc ten post na siłę próbowałam się doszukać innych wad niż okropny klimat (to dla mnie nie do przeskoczenia – nawet astronomicznym latem bywało mi zimno :/ choć kiedyś chętnie tam wrócę na krótkie wakacje zimą!), ale w ciągu miesiąca naprawdę nic więcej mi nie zaczęło przeszkadzać.
      Słabe są jeszcze w Polsce warunki do prowadzenia własnego biznesu – a to jedyna opcja, jaką biorę pod uwagę jeśli miałabym do Europy wracać.
      Indonezja codziennie uczy mnie dopatrywać się pozytywów w beznadziejnych wydawałoby się sytuacjach ;)

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)