Tag Archives: Chiang Mai

Pożegnanie z krajem uśmiechów

Z wizą indyjską w ręku wsiadłam w pociąg sypialny z Chiang Mai do Bangkoku. Podróż okazała się dłuższa niż było to w planie, ale to przecież nie powinno dziwić w Azji. Mieliśmy jechać godzin 14, jechaliśmy 21. I to z dwoma przesiadkami w autobus, bo po drodze były uszkodzone tory. Kilka ostatnich dni w Tajlandii…

Postój na północy

W północnej części Tajlandii musiałam spędzić ponad tydzień, bo w znanym mi już dobrze Chiang Mai złożyłam wniosek o wizę do kolejnego kraju (ci, którzy śledzą bloga na bieżąco, pewnie już się domyślili, jakiego ;)), na którą czeka się 7 dni, co i tak trwa krócej niż w Polsce.

Sporo czasu zostało mi więc na zwiedzanie i miałam ambitne plany zeksplorowania okolicy, a potem zatrzymania się jeszcze w Sukhotai i Lopburi w drodze do Bangkoku, ale przyznaję – zmęczona już jestem ciągłym jeżdzeniem wte i wewte, wybrałam się więc na 2 dni do górskiego miasteczka Pai, a pozostały tydzień spędziłam w Chiang Mai, które okazało się pierwszym w mojej podróży miejscem, gdzie czuję, że mogłabym zamieszkać.

„Pet nitnoj krap”

Oberwało mi się, że za mało piszę o jedzeniu, więc proszę bardzo!

„Pet nitnoj krap” to zwrot, którego powinien nauczyć się każdy, kto nie lubi na ostro ;) Znaczy to ni mniej, ni więcej, tylko „mało pikantne”. Wprawdzie tajskie jedzenie dość rzadko ma aż tyle chilli, żeby nie można go było przełknąć, ale zdarzają się i takie niespodzianki, szczególnie kiedy jada się na ulicznych stoiskach, więc wybierając się do Tajlandii zapamiętajcie te trzy słowa.

Skok z wysp na północ

Mimo mojego wcześniejszego negatywnego nastawienia do Phuketu, podobało mi się tam, bo w końcu udało się poplażować :) A po kilku dniach tam spędzonych przetransportowaliśmy się do Chiang Mai.