Tag Archives: góry

Manali: spotkanie z jakiem i o obleśnych zwyczajach Hindusów cd.

Droga do Manali jest kręta i w tragicznym stanie. Podróż trwa całą noc i nie da się spać, mimo że tym razem szarpnęłam się na „deluxe” busa, następnym razem biorę znów najtańszy lokalny autobus, bo różnica prawie żadna… Ciągle trzeba się trzymać, żeby nie wypaść z siedzenia, o pasach tu przecież nie ma mowy. Na dodatek jest przeraźliwie zimno. Mijamy połacie śniegu i meczące stada owiec na drodze, a w wioskach potężne jaki! :)

Kraina, w której zaległy cienie

Fanką Tolkiena nie jestem i gdyby nie te 20 km przebyte przez Park Narodowy Tongariro, pojęcia bym nie miała, co to Mordor. Ale słysząc na okrągło skojarzenia z Władcą Pierścieni trudno było dać temu wpisowi inny tytuł ;)

Tongariro Alpine Crossing to taki długi spacer z najpiękniejszymi widokami, jakie północna wyspa NZ ma do zaoferowania. I trzy aktywne wulkany naraz!

Eden w obłokach

Sri Pada, bo tak nazywa się szczyt Adama po singalesku, oznacza dosłownie „odcisk stopy”. Buddyści (ich jest tu najwięcej) wierzą, że należy on do Buddy, hinduiści- że do Shivy, a muzułmanie i chrześcijanie- do Adama (lub św. Tomasza). Mówi się, że w tym miejscu Adam postawił swój pierwszy ziemski krok po wyjściu z Edenu. Niektórzy twierdzą nawet, że to właśnie Sri Lanka była tym rajem- w to jestem w stanie uwierzyć ;) Nie jest to wprawdzie najwyższa góra Cejlonu (ma 2243m), ale najbardziej monumentalna.  Zdobywamy szczyt w nocy, żeby podziwiać z niego wschód słońca.

Laos wiejski

Na koniec pobytu w tym górzystym kraju wybieram się w rejony przeze mnie najbardziej wyczekiwane – na północ, w okolice wioski Muang Ngoy.

Do miejscowości można dostać się tylko płynąc ponad godzinę łódką z Nong Khiaw. Brzmi to tak, jakby była ona nie wiadomo jak odcięta od świata, tyle że takich łódek przypływa tu dziennie kilka i jest turystycznie na maksa. Niedokładnie o to mi chodziło…Mam wrażenie, ze turystyka za bardzo tu ingeruje w życie miejscowych.

Za siedmioma górami i stu jaskiniami

Jedyne, z czym kojarzyłam Laos będąc jeszcze w Polsce to „sticky rice” (słodki ryż podawany w bambusowym pudełeczku, sklejony tak, że je się go palcami, odrywając z bryły) i „tubing” w Vang Vieng. Tubing zbytnio mnie nie zachęcał, choć nie powiem, z ciekawości chciałam zobaczyć, o co w tym chodzi, więc planowałam zatrzymać się tu na 2, góra 3 dni, żeby „zaliczyć” tę dla niektórych główną atrakcje kraju. Zostałam tydzień, bo jak wysiadłam z autobusu, szczena mi opadła na widok górskich krajobrazów.

Motorbajkiem przez góry

Nowe dla mnie doświadczenie- wycieczka motorem z prawdziwego zdarzenia po krętych drogach górskich. I wizyta w „wietnamskim Paryżu”.

Skok z wysp na północ

Mimo mojego wcześniejszego negatywnego nastawienia do Phuketu, podobało mi się tam, bo w końcu udało się poplażować :) A po kilku dniach tam spędzonych przetransportowaliśmy się do Chiang Mai.

widok z okna

69°40’33” N, 18°55’10” E – nadchodzi noc

Kilka dni temu skończył się dzień polarny, nareszcie! W Polsce świętuje się najdłuższy dzień w roku. Cieszymy się, kiedy dni robią się coraz dłuższe. A tu (ponad 1600 km na północ od Oslo, w mieście zwanym „wrotami Arktyki”), chciałoby się, żeby w końcu choć na chwilę nadeszła ciemność. Teraz około północy słońce zachodzi na jakieś 2 godziny. Zanim na dobre zdąży się ściemnić, z powrotem wschodzi.