Tag Archives: Polska

Heimat

Fajnie czasem wpaść do domu. Wyspać się w swoim łóżku, wyjąć w końcu ciuchy z szafoplecaka i poukładać je w prawdziwej szafie, posiedzieć przed kominkiem, patrząc na śnieg za oknem. A jak w tym czasie zjadą się goście, to i jest okazja, żeby się sprzed tego kominka ruszyć i coś w okolicy zobaczyć.

Szlakiem czystej i kapeli podwórkowych. Plus świąteczne Krakowskie

Przenieśmy się na chwilę jakieś 8000 km na zachód od Indii. Bo przecież w Polsce też jest cała masa ciekawych miejsc.

Warszawa, kiedyś znienawidzona, niepostrzeżenie awansowała do grona moich ulubionych polskich miast. Często przeze mnie odwiedzane fotoplastikon i pijalnie czekolady Wedla :) to bezsprzecznie ulubione miejsca w stolicy. Tym razem chciałam odkryć coś nowego i wybrałam się na krótki spacer po żyjącej swoim życiem Pradze.

Włajaży po Polsce cd.

Samolot z Palmy de Mallorca przybył na lotnisko w Balicach przed czasem. Irlandzki Ryanair chwali się, że ma największa procentowo punktualność spośród wszystkich europejskich linii lotniczych. Dziwię się, że latając z nimi już tyle razy dopiero odkryłam, na czym ten kruczek polega.

Pociąg do Euro

Udało mi się wrócić do kraju akurat na Euro 2012 :) Tym razem pojeździłam trochę po Polsce, głównie pociągami, odwiedzając miasta rozgrywek meczy.

A tymczasem nad Wartą…

…nareszcie wzięli się za odświeżanie naszego słowiańskiego odpowiednika Walentynek :)

Polsza ukochana

Tysiące kilometrów pieszo, na rowerze, skuterze, motorze, w kajaku, na grzbiecie wielbłąda, w tuk-tukach, rikszach, autobusach lokalnych i sypialnych, w pociągach, na łódkach i promach. Drugie tyle w samolotach. Ponad 7 miesięcy spędzonych w podróży.

Więcej szalonych wspomnień i nowych doświadczeń niż w ciągu całego wcześniejszego życia.

Setki poznanych ludzi z różnych kontynentów. Z niesamowitymi, inspirującymi historiami życiowymi. Notatnik pełen numerów tel. i adresów mailowych, które często nawet nie pamiętam do kogo należą. Kilka przyjaźni trwających do dziś.

30 gb zdjęć i filmików, a w głowie mnóstwo obrazów, smaków, zapachów i dźwięków, których nie da się przelać na „papier”.

Wróciłam.

Wild, wild East

Spakowana we ‚wstydzę-się-przyznać-ile’, ale więcej niż te planowane 8 kg, kilka dni temu wyruszyłam. Na początek do Warszawy, żeby pożegnać się z przyjaciółką i odwiedzić rodzinkę, bo przecież w tym roku nie spędzę z nimi świąt. Stolicę znam w miarę dobrze, bo bywam tam często, także ‚zwiedzanie’ ograniczyło się do wizyty w „Koperniku”. Ale potem przyszedł czas na zupełnie mi nieznany wschód Polski i przekraczanie granicy z jakże egzotyczną Ukrainą :)

Reisefieber

(w słowniku języka polskiego jako ‚rajzefiber’- co za okropne spolszczenie!). Fernweh męczący mnie już od dłuższego czasu ustępuje jej miejsca, nareszcie! I jak tu nie lubić niemieckiego? :)

Miało być spontanicznie i bez wielkiego planowania, spakować się jednak trzeba z głową, bo nieduży plecak przez kolejne kilka miesięcy ma być całym moim dobytkiem.

Podróże małe…

i duże.

Odliczanie do wyjazdu rozpoczęte, ale póki co o krótkim, ale intensywnym couchsurfingowym wypadzie, jaki w ostatnim czasie udało mi się odbyć. Kilkudniowa wycieczka zaczęła się w północnej Polsce. Po przejechaniu całego kraju trasa prowadziła dalej przez Słowację, Węgry, Austrię i Czechy z powrotem do Polski.