Ostatnie dni w Jewropie

Od wczoraj jestem w BKK (z 1-dniowym opóźnieniem, żeby nie było za pięknie..). Ale o tym później, na razie jeszcze o Kijowie :)

3dni tam spedzone uwazam za wystarczajace. Po 1 dniu lazenia po tak ruchliwym i szarym miescie mialam dosc. Przed wyjazdem nie doczytalam jakos, ze to jest TAK olbrzymie miasto. Wszedzie zgielk, halas, w metrze do wyjscia z peronu na schody ruchome czekalam razem z tlumem 15minut, i tak przepychajac sie troche. Same schody sa tak dlugie, ze konca nie widac, jedzie sie nimi chyba z 10minut. Cerkwie piekne, ale ileż mozna je zwiedzac;)

Co mnie tu smieszy, to ze obce nazwy pisanej sa cyrylica dokladnie tak, jak sie je czyta, np.: Kofe Hauz albo Nojszwansztajn. Przynajmniej nikt nie ma problemu z tym, jak co przeczytac, ale Andriy- moj host- mowi, ze niektore nazwy sa zle pisane i np. niemiecki Weimar zamiast Wajmaru jest Wejmarem. U nas powinni Carrefoura zastapic „kArfurem”, zeby ludzie w koncu przestali nazywac go „kErfurem” :P

Fajne sa tez handlujace babuszki siedzace na ulicach z wielkimi worami pelnymi slonecznika bez wzgledu na pogode i pore roku.

Po calej Ukrainie szwenda sie mnostwo umundurowanych facetów w wielkich futrzanych czapach- oprocz miliciji tez jacys inni. A. nie bardzo umie mi wytlumaczyc, od czego oni sa, wiec podejrzewam, ze to taki zapychacz etatow.

Andriy ma najfajniejsza prace na swiecie! Testuje programy i gry komputerowe. Prosto z pociagu zabiera mnie do swojego biura. Jest 10.00 i jeszcze calkiem pusto- a pracuje tam ok. 1000 osob. Ludzie przychodza do pracy, na ktora chca i zostaja tak dlugo, jak im sie podoba- do wyrobienia maja 40h w tygodniu. Biuro otwarte jest cala dobe.

Najpierw jemy sniadanie w firmowej kuchni, potem biore prysznic i zaczyna sie zabawa;) Na podlodze wyrysowane sa pasy, znaki, strzalki- jezdzi sie po tym hulajnogami :) Po takiej rundce idziemy pograc w ping-ponga, a potem pilkarzyki i bilarda. Do tego popijajac kwas chlebowy. Jest tez skalka do wspinaczki.

„Andrzej” pokazuje mi, nad czym wlasnie pracuje- gra kung-fu z czujnikami ruchu. Skacze i powalam przeciwnikow kopami, a po wszystkim ogladam na ekranie swoje miny :))

Dopiero ok. 12 A. przeprasza mnie, bo ma wazne spotkanie na skype. Jakies 10minut gada po angielsku i to na tyle. Praca marzen ;)

Jade w miasto zwiedzac, ale do jego pracy wracam jeszcze popoludniu, tak mi sie tam spodobalo;) Przyczyniam sie byc moze do udoskonalenia nowej technologii :P, bo testuje jedna taka „zabawke”, ktorej nie ma jeszcze na rynku. No i sie okazuje, ze nie umiem tego obsluzyc, a to zle, bo mialo byc proste, intuicyjne i dla kazdego. Szczegolow nie moge pewnie zdradzic, powiem tylko, ze nie sadzilam, ze takie bajery ludzie wymysla!

Lawra Peczerska

u nich wielkanoc trwa caly rok :)

punkt widokowy nad Dnieprem. Ten luk w nocy podswietlony jest w kolorach teczy i obok wesole miasteczko z ukrainskim disko, ktore psuje klimat 

..i widok z niego na Dniepr i niezamieszkana wyspe w centrum miasta

Obiad jem w Puzatej Chacie- taka lokalna „stolowka”, o ktorej duzo dobrego sie nasluchalam, ale jestem rozczarowana. Jedzenie takie sobie, a ceny wyzsze niz polskie. Wieczorem jeszcze dlugi spacer po miescie z moim hostem. Super sie dogadujemy, bo studiowal w Bremen i mowi po niemiecku lepiej niz ja :) gadamy w 4jezykach na zmiane i jest kupa smiechu. Czasem przechodze mimowolnie na polski, a on mi odpowiada po ukrainsku i nawet tego nie zauwazam :P Moje ulubione do tej pory ukrainskie slowka to „spalnik” (=spiwor) i „wosmjonoh” (=osmiornica) :D on najwiekszy ubaw ma z polskiej „brzoskwini”.

W nocy budze sie z bolem wszystkiego i okropnymi dresczami- goraczka :/ Rano A. idzie do pracy, a ja zostaje w lozku..Zastanawiam sie, czy to zwykle przeziebienie, ale chyba raczej zemsta faraona (cara? :D), bo nie oddalam sie o krok od toalety :/ Dzien wczesniej jedlismy egzotyczne owoce, ktore jego kolezanka przywiozla ze Sri Lanki…Ratuje sie lekami, ktore mam i wieczorem juz zmuszam sie do wyjscia z domu.

Spotykamy sie ze znajomymi A. Pytaja sie, ile sie juz znamy, na co on odpowiada, ze 3dni. Jestem tu wprawdzie dopiero od wczoraj, ale tez mi sie wydaje, jakbysmy sie znali duzo dluzej :)

Idziemy do shisha baru, gdzie ceny sa iscie norweskie..Kijow jest okropnie drogi! Na szczescie stawia jego kolega,ktory rozumie wszystko, co mowie, bo jak byl maly to ogladal Polsat i Polonie1 :P Chlopaki znaja z youtuba Muminki i Kubusia Puchatka po polsku i zaskakuja mnie niektorymi tekstami, takimi jak „dupa-czlowiek” albo „musze sie odlac”. Nie wiem, jakie bajki jeszcze ogladali, ale w muminkach tego chyba nie bylo :P

Wybor tytoniu maja tu ogromny- kilkanascie stron w menu! Fajki na bazie mleka, soku, wodki..Po paru godzinach tam spedzonych bol glowy i goraczka same przechodza;)

Mysle sobie, ze chetnie bym jednak zostala na tej Ukrainie jeszcze dzien dluzej, ale…trzeba uwazac na to, co sie mysli, bo czasem sie to spelnia. I nie zawsze tak, jak by sie chcialo.

Piatek, 18 listopada- data od dawna wyczekiwana. Jade na lotnisko (po drodze zagaduje mnie 2 Turkow, ktorzy slyszac o Tajlandii pytaja, czy znam japonski, zeby sie tam dogadac :D), a tam niespodzianka. Mojego lotu nie ma na tablicy odlotow :/ jest 2 razy Dubai, ale Abu Dhabi niet.

cdn.

Podobne wpisy:

Przydał Ci się ten wpis? Najlepiej podziękujesz klikając w reklamę :)