Tag Archives: Radżastan

Bikaner – lody z wielbłądziego mleka oraz święte szczury

Jak nie krowy, to wielbłądy… Pewnie już się tym zdążyliście znudzić, dlatego dziś na bloga zawitają szczury, i to nie byle jakie, bo święte! (ale wielbłądy też będą :D)

W Bikanerze z dworca odbiera mnie Natasha – Francuzka w kwiecie wieku. Mówi, że jest jedyną białą mieszkającą w tym mieście.

Jodhpur: wszystkie odcienie błękitu

Do tej pory nie mogę się zdecydować, które z radżastańskich miast podobało mi się bardziej – Pushkar czy Jodhpur. Pewne jest, że to w Jodhpurze udało mi się zrobić kilka z moich ulubionych zdjęć z całej podróży.

Miasto niczym z „Księgi tysiąca i jednej nocy”. Jest niebieskie, bo ten kolor chłodzi w czasie upałów i ponoć odstrasza moskity – choć wersji tłumaczących to zjawisko jest kilka.

Pushkar – kup pan cegłę, mydło i powidło

A ja dalej w Pushkarze. Dziś zapraszam na zakupy. Spacer po bazarze. Tym razem zwykłym, nie na kółkach. Trochę też o dzieciach, mimo, że na pieluszkach się nie znam plus sport i sztuka, coby nieco „wyższej kultury” wpadło. Przegląd radżastańskiej mody męskiej i dwie wycieczki po okolicy.

Pushkar: w stronę pustyni i tysiąca świątyń

Sobie jadę pociągiem. Bilet mam do Jaipuru, ale po drodze, pod wpływem poczytania przewodnika i pogawędki z Hiszpanką, która Radżastan dobrze zna, Jaipur blednie w moich oczach (nazywany jest od koloru budynków „różowym miastem”, co mnie odstrasza) i zmieniam zdanie. Wypada na Pushkar. Tam kolorów jest więcej. Jadę więc pociągiem dalej niż zamierzałam, wysiadam w Ajmerze i stamtąd przepełnionym do granic możliwości lokalnym busem dobijam do Pushkaru. Okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę!

Shanti, shanti

(w dosłownym znaczeniu: pokój, ale używane raczej jako: „wyluzuj, zwolnij”)

Mumbaj był dla mnie szokiem. Miasto kompletnie nie pasujące do reszty kraju, czyste i nowoczesne. Bardzo bogate, choć z drugiej strony z największymi slumsami Azji. Przez chwilę poczułam się jak w Europie. Taki świat oglądany zza szyby klimatyzowanego samochodu mojej couchsurferki (która pisze scenariusze do filmów i zabrała mnie nawet na bankiet z gwiazdami Bollywood!) zupełnie mi nie podpasował. Fajnie było w końcu wziąć porządny prysznic i spędzić noc w łóżku, ale wolę tradycyjne Indie.

Jestem więc tu, w Pushkarze. W Radżastanie.