Klikając w reklamę dorzucasz się do moich podróży, dzięki! :)

Koronawirus w Indonezji

Jak bezpiecznie jest obecnie w Indonezji? Kiedy Indonezja otworzy się na turystów? Czy i jak można wlecieć tu teraz gdy granice oficjalnie są zamknięte?

AKTUALIZACJA 04.07.2021: Nie dość, że otwarcie Bali znów zostało przełożone na bliżej nieokreśloną przyszłość (bo o otwarciu całej Indonezji nawet się jeszcze nie mówi) to od 6go lipca do kraju wpuszczani są jedynie obcokrajowcy w pełni zaszczepieni, a kwarantanna (nawet dla zaszczepionych!) została przedłużona z 5 do 8 dni. Jawa i Bali ma najwyższe liczby zachorowań od początku pandemii, w większych miastach ponownie wprowadzony został ścisły lockdown i potrwa co najmniej do 20go lipca. Przewiduje się, że Indonezję może lada chwila dotknąć sytuacja jaka miała miejsce w Indiach.

AKTUALIZACJA 05.05.2021: znów możliwy jest wlot do Indonezji przy użyciu wizy biznesowej (jak opisane w poniższym tekście), wyłącznie przy pomocy agenta. Koszt to kilka mln rupii, plus obowiązkowa 5dniowa kwarantanna w przylotniskowym hotelu w Dżakarcie, której łączny koszt (noclegi, wyżywienie, dwukrotny test PCR) to ok. 9 mln rupii. Wciąż nie wiadomo kiedy Indonezja otworzy się na turystów.

AKTUALIZACJA 24.01.2021: kolejne przedłużenie blokady granic, do 08.02.2021

AKTUALIZACJA 11.01.2021: przedłużono zamknięcie granic dla obcokrajowców do 28.01.2021

AKTUALIZACJA 06.01.2021: rząd ogłosił częściowy lockdown na wyspach Jawie i Bali w dniach 11-25.01. 50% pracowników firm ma pracować zdalnie z domów, dopuszczalne obłożenie restauracji to max. 25%, wszystkie biznesy mogą operować, ale tylko do godz. 19. Hotele wciąż działają całodobowo

AKTUALIZACJAuw 28.12.2020: wszyscy obcokrajowcy z wyjątkiem tych posiadających pozwolenie na pobyt tymczasowy (KITAS/KITAP) w dniach 1-14.01.2021 mają zakaz wjazdu do Indonezji. Nie jest już możliwy wjazd z wizą biznesową opisywaną w tym artykule, ani żadną inną

mistrzowie kreatywności, czyli jak zrobić kran z niczego  

O wirusie przez miesiące nie pisałam, bo skoro i tak nie można było do Indonezji przyjechać turystycznie, co tu rozstrząsać? Do czasu kiedy kilka tygodni temu zauważyłam olbrzymi wzrost wejść na bloga po zapytaniach o aktualną sytuację wizową. Zgadniecie czemu? Ano dzięki Agnieszce Włodarczyk, która wpadła na długie wakacje na Gili Air. To co, może ktoś jeszcze rozważa przyjazd? Jest to możliwe i już piszę jak :)

Ale tytułem wstępu kilka słów odnośnie aktualnej sytuacji na miejscu.

OGRANICZENIA I KRYZYS EKONOMICZNY

Mnie wirus zaskoczył w połowie marca na Bali. Planowałam spędzić tam kilka tygodni, jednak atmosfera paniki udzieliła się i mi (spora część znajomych Polaków w popłochu opuszczała Indonezję, ja postanowiłam zostać) i po kilku dniach wahania wróciłam do domu w Yogyakarcie. Nieciekawie zaczęło się robić gdy Balijczycy wołali za mną “korona”, zakładając, że to turyści przywlekli im ten problem. Od marca nie ruszam się poza Jogję (choć nie powiem, jest to super czas na jednodniowe wycieczki dookoła miasta!). Przez długi czas zamknięte były tu wszystkie atrakcje turystyczne, a nawet plaże (co ciekawe, niektóre otwierali tylko w weekendy ;D), wciąż zamknięte są szkoły – to dopiero jest wyzwanie, bo w tym wyspiarskim kraju mało kto ma laptopa i dobry dostęp do internetu, na wsiach dzieci uczą się z telefonów!

Jak wygląda obecna sytuacja zagrożenia wirusem w poszczególnych indonezyjskich prowincjach, podejrzycie tu.

Podobnie jak i w kraju nad Wisłą, i tu pojawia się mnóstwo absurdów, i tak np. w Yogyakarcie, którą jak za dawnych czasów wciąż rządzi sułtan (i to on decyduje czy wprowadzić odgórne obostrzenia), na totalny lockdown nikt się tu nie zdecydował zapewne z tego powodu, że jednak życie tu toczy się głównie na ulicach – ogromna część Indonezyjczyków pracuje w małych biznesikach, gdzie przejście na pracę zdalną po prostu nie jest możliwe. Przez pewien czas na ulicach był mniejszy niż zwykle ruch, jednak szybko wszystko wróciło do normy. Zakazów (oprócz obowiązku noszenia maseczek, do którego jednak nie tak wielu się stosuje) jak na lekarstwo. Dopiero teraz, w szczycie sezonu świąteczno-noworocznego, w ostatniej chwili wprowadzono ograniczone godziny otwarcia lokali (max. do godz. 22) oraz obowiązek posiadania testu antygenów przy wjeździe do prowincji – przez to mnóstwo turystów odwołało swój przyjazd.

Na początku masowo odwoływane były loty i łódki kursujące między wyspami. Potem lotów pojawiało się coraz więcej, ale dostępne tylko dla podróżujących biznesowo. Nietrudno domyślić się, że biznesmena udawać mógł każdy, kto dysponował zbędną gotówką. Za większą sumkę można było przepłynąć z Jawy na Bali tym niekursującym statkiem, a nawet kupić sobie negatywny wynik testu na koronawirusa.

Największym zagrożeniem są lokalni turyści, a tych praktycznie nikt nie kontroluje. Masy Dżakartczyków czy mieszkańców Surabai i innych metropolii wpada na weekendy do Jogji czy na Bali, przywożąc unikalną pamiątkę z wakacji ;) Nikt nic w tym kierunku nie robi, oprócz wprowadzania kolejnych czerwonych stref, z których nie wynika nic oprócz pewnie zastrzyku funduszy na zwalczanie wirusa ze stolicy. Testy wymagane są przy locie samolotem, jednak już wjazd do miasta autem jest poza kontrolą.

Hotele cały czas otwarte były normalnie – bo i kto by to sprawdzał? Sama z okazji pandemii zmuszona byłam zamknąć hostel, bo z dnia na dzień stał się nierentowny, ale korzystając z okazji bujam się od jednego pustego resortu do drugiego wygrzewając się nad basenami, bo przecież taniej nigdy nie będzie ;)

Indonezyjczycy nie myślą zbyt przyszłościowo – żyją z dnia na dzień, mało kto tu zbiera oszczędności, ma jakiekolwiek ubezpieczenie, świadczeń socjalnych praktycznie brak. Z tego powodu mnóstwo ludzi mocno dotknęła pandemia. I to wcale nie z powodu braku przyjazdu turystów zagranicznych – bo turystyka to tylko 4(!)% PKB Indonezji, poza tym w skali kraju ogomna część turystów to lokalsi. Jedynie na Bali to coś pod 80%. Jednak wiadomo, gastronomia, sklepy – przez częściowy lockdown i załamanie gospodarki ucierpiało dużo biznesów pozaturystycznych. A najgorsze dopiero przed nami, jak mówią…

Daleka jestem od ogłaszania zbiórek pieniędzy dla potrzebujących. Nie zaprzeczam, że mnóstwo ludzi (nie tylko przecież w Indonezji!) znalazło się teraz w dramatycznej sytuacji finansowej, ale… przesyłając pieniądze rozleniwiamy ludzi i uczymy ich, że od “białego” zawsze dostaną coś za darmo. Nieraz słyszałam historie, że za pieniądze przesłane od wdzięcznych znajomych zza granicy jakiś przewodnik, zamiast wyżywić siedmioosobową rodzinę, kupił sobie nowy telefon… Często ci ludzie mają inne rozwiązanie – nie zapominajmy, że Indonezja przed przybyciem turystyki bazowała na innych źródłach zarobku – i ci naprawdę potrzebujący często mają możliwości, żeby do tych trudniejszych i mniej dochodowych, ale pewnych źródeł zarobku wrócić. Nie mówię, że każda sytuacja wygląda tak samo, ale pomyślcie dwa razy zanim wyślecie gotówkę tym, którzy o nią proszą.

Nie od dziś wiadomo, że Indonezyjczycy mają luźne podejście do wszystkiego. Nie inaczej jest z wirusem. Przez cały czas trwania pandemii obowiązuje nakaz noszenia maseczek, w praktyce wygląda to jednak tak, że nikt go nie egzekwuje, jeżdżąc motorem większość ludzi maseczki zakłada, jednak już wchodząc do knajpy czy rozmawiając z kimś, je ściągają, “bo przecież lepiej słychać”. Tak jak w przypadku innych chorób, dengi czy duru brzusznego, tak i tu większość zdaje się na domowe metody leczenia, ziółka, podejście typu “widocznie bóg tak chciał” lub, co gorsza, tłumaczy choroby urokiem rzuconym przez wroga – tak, czarna magia wciąż ma się tu dobrze. Ale chociaż ręce myją jak szaleni – oto kolekcja moich ulubionych prowizorycznych stacji mycia rąk:

super high-tech stacja myjąca z pedałami – lewa stopa to woda, prawa mydło vs. coś ala wodopój dla świń ;)

grunt to fantazja! Popularnym wzorem maseczek są te z uśmiechem….białasa

Mało kto nosi tu jednorazowe maseczki – raczej kupujemy te bawełniane, kilkuwarstwowe, i codziennie je pierzemy. W mojej kolekcji królują te z batiku. Prawdziwa rewia mody!

W środku pandemii zostałam zaproszona na kameralne wesele. Para młoda odizolowana była od rodziny i reszty gości przez większość ceremonii tak, że nawet rodzice nie widzieli co się tam dzieje, wszyscy dostaliśmy satynowe maseczki pasujące do eleganckich strojów, jednak pudełka z poczęstunkiem były podawane z ręki do ręki, a po uroczystości odbyła się oczywiście sesja zdjęciowa w i bez maseczek, a ciotki podchodziły uściskać młodych.

JAK WLECIEĆ DO INDONEZJI GDY GRANICE ZAMKNIĘTE SĄ DLA TURYSTÓW?

Od połowy marca nie można wjechać do Indonezji bezwizowo ani na wizie turystycznej. Turystom radziłabym poczekać na lepsze czasy, ale nie odradzam Indonezji pracującym zdalnie – przecież nawet izolując się w hotelu przyjemniej godziny po pracy spędzać wygrzewając się nad basenem niż w szarym, polskim mieszkaniu, a do tego życie tu tańsze, więc można i przyoszczędzić :)

Wlecieć oczywiście mogą posiadacze wiz KITAS/KITAP, czyli posiadający czasowe pozwolenie na pobyt. Są jednak inne opcje ;) I pojawia się ich coraz więcej! Kosztują sporo, ale dla zainteresowanych, nie ma rzeczy niemożliwych! Od października 2020 możliwy jest wlot do Indonezji na wizie b211a. Nie namawiam do niczego, co nielegalne – jak najbardziej jest to legalna furtka, o której wie coraz więcej ludzi.

Sierpień 2020 przyniósł pozytywne zmiany w systemie wizowym – otóż wprowadzono możliwość aplikowania o wizy na dłuższe pobyty online, bez konieczności wizyty w ambasadzie! Na chwilę obecną przebywającym za granicami Indonezji wydawane są jednak tylko wizy typu b211a, oficjalnie do celów biznesowych. Otrzymać ją można tylko i wyłącznie z pomocą agenta. Za ok. 5 mln rupii możecie stać się biznesmenem. Zajmują się tym tylko co bogatsi agenci, bo do poręczenia za każdego obcokrajowca muszą udowodnić posiadanie na koncie min. 10.000 USD. Proces trwa od 7 do 14 dni, ale dla dysponujących dodatkową gótówką jest też dostępna opcja “express”, dzięki której wiza gotowa jest w 2 dni. Ta cena gwarantuje nam początkowe 30 lub 60 dni (w zależności od szczęścia) pobytu, potem co miesiąc wizę możemy przedłużać do max. 6 miesięcy za kolejne 500.000 rupii.

Co bardziej wypasione hotele czy resorty dla surferów oferują nawet ekskluzywne oferty z wizą w pakiecie.

Do wlotu potrzebny jest oczywiście test PCR, obowiązkowa jest również 14dniowa kwarantanna – choć w praktyce sprawdzane jest to tu tylko wyrywkowo. Na chwilę obecną jedyne lotnisko obsługujące loty międzynarodowe to Dżakarta.

Od paru dni mówi się o całkowitym zakazie wlotu na jakiejkolwiek wizie dla obywateli UK, nawet jeśli przylatują oni z innego kraju i nie byli tam w ciągu ostatnich 14 dni.

Wciąż nie wiadomo kiedy Indonezja pełną parą otworzy się na turystów – mnóstwo było już plotek na ten temat, głównie pochodzących od gubernatora Bali, który nie ma mocy podejmowania takich decyzji, a oczywiście bardzo chciałby powrotu zagranicznych turystów, żadna z nich nie była jednak oficjalnie potwierdzona. Była też mowa o “travel bubbles”, czyli wybranych krajach, między którymi transport będzie ułatwiony, ale do skutku to nie doszło. Polecam śledzić instagrama głównego urzędu imigracyjnego oraz tę facebookową grupę. Mówi się, że dopiero jak szczepionka będzie powszechnie dostępna, Indonezja przyjmie turystów z otwartymi ramionami.

Oczywiście pamiętajcie, że podróżujecie na własną odpowiedzialność. Nie chcę ściemniać, że jest tu super bezpiecznie. Ryzyko jest wszędzie, jednak obserwując sytuację na świecie myślę, że w Indonezji nie jest ono większe.

2 komentarzy do posta Koronawirus w Indonezji

  1. Oby już niedługo dało się wjechać do Indonezji bez kombinowania. Czekamy z niecierpliwością, aż Azja się otworzy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.